Fundacja SET: Energia z węgla mogłaby być dziś najtańsza. Polityka klimatyczna podnosi jej koszty o kilkadziesiąt procent

Zdaniem Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa Fundacji SET i byłego prezesa PGE, kwestia miksu energetycznego jest dziś wtórna, a pierwszorzędną sprawą jest zapewnienie dostępności energii. Jak podkreśla, dziś gwarantuje to tylko węgiel, a w przyszłości – energetyka jądrowa. Dodaje, że energia z węgla mogłaby być dziś najtańsza, gdyby nie koszty polityki energetycznej.

– Polska powinna przede wszystkim produkować energię z tych paliw, które są u nas najbardziej dostępne, a są to węgiel kamienny i węgiel brunatny. Polska powinna też produkować energię z odnawialnych źródeł energii, tak jak dzisiaj, bo prawie 40 proc. energii produkowane jest z OZE, ale nie zapominajmy, że są to źródła pogodozależne i nie dają stabilnej energii – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Wojciech Dąbrowski, prezes Fundacji SET i były prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Wysokie koszty energii należą do najważniejszych czynników osłabiających konkurencyjność europejskiej gospodarki. Mario Draghi, były szef Europejskiego Banku Centralnego, w swoim raporcie z 2024 roku wskazał, że przedsiębiorstwa w Unii Europejskiej płacą za energię elektryczną dwa–trzy razy więcej niż firmy w Stanach Zjednoczonych, a za gaz cztery–pięć razy więcej. Zdaniem Wojciecha Dąbrowskiego jest to efekt prowadzonej przez UE polityki klimatycznej.

– Polityka klimatyczna jest przeciwskuteczna, bo nie dość, że wydaliśmy dziesiątki miliardów euro w Europie, aby wybudować odnawialne źródła, to są one niestabilne, bo pogodozależne. Po drugie, wcale nie dały nam taniej energii – ocenia prezes Fundacji SET. – OZE nie są tak tanie, jak wskazują informacje w mediach, że megawatogodzina wyprodukowanej energii kosztuje 200 zł. Nie są tu podawane wszystkie koszty, a są to m.in. wielomiliardowe dotacje, za które płaciliśmy, także koszty przyłączy, sieci energetycznych finansowanych przez spółki Skarbu Państwa, więc prawdziwy koszt wyprodukowania energii w OZE to jest około 1 tys. zł za megawatogodzinę. Jeśli chodzi o węgiel, to oficjalna cena wynosi ok. 500 zł, ale to wynika z tego, że jest obciążona w 50 proc. polityką klimatyczną, czyli kosztami emisji CO2, które drenują portfele Polaków i innych społeczeństw.

W 2025 roku Komisja Europejska przedstawiła Plan działań na rzecz przystępnej cenowo energii, który zakłada m.in. przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii i sieci elektroenergetycznych, ułatwienia dla długoterminowych umów zakupu energii oraz większą integrację europejskiego rynku energii. Komisja szacuje, że pełna realizacja planu pozwoli osiągnąć oszczędności rzędu 130 mld euro rocznie do 2030 roku i 260 mld euro rocznie do 2040 roku.

– Powinniśmy zmienić swoje myślenie, szczególnie po doświadczeniach COVID-u, wojny na Ukrainie, gdzie mieliśmy kryzys energetyczny, zamknięcia cieśniny Ormuz i odcięcia od gazu i ropy. To powoduje, że w państwach, które mają swoje paliwa, a w Polsce tym surowcem, które daje bezpieczeństwo, jest węgiel, powinniśmy wrócić do paliw kopalnych. Produkcja energii na węglu daje stabilność, bezpieczeństwo i pewność, że państwo będzie w ogóle miało energię – mówi Wojciech Dąbrowski.

Jak podkreśla, rozwiązaniem, które podniesie bezpieczeństwo energetyczne kraju i zastąpi w tym węgiel, będzie w przyszłości energetyka jądrowa. Co więcej, ma ona także wymiar rozwojowy, bo budowa pierwszej polskiej elektrowni powinna także pobudzić przedsiębiorczość, gospodarkę i naukę.

Międzynarodowa Agencja Energetyki (IEA) wskazała, że w ubiegłym roku zainteresowanie energetyką jądrową było największe od czasu kryzysów naftowych z lat 70. XX wieku. W momencie publikacji raportu na świecie trwała budowa 63 reaktorów jądrowych o łącznej mocy ponad 70 GW, a ponad 40 państw planowało rozwój energetyki jądrowej lub wydłużenie pracy istniejących bloków. Według IEA atom ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego i zapewnienia stabilnych dostaw energii, uzupełniając rozwój odnawialnych źródeł energii.

– Powinniśmy dzisiaj strategicznie myśleć o tym, co w przyszłości będzie dawało nam pewność, że w ogóle będziemy posiadali energię. Takim rozwiązaniem jest energetyka jądrowa, bo kiedyś w przyszłości tego węgla nie będzie – przekonuje prezes Fundacji SET. – Tania energia jest niezbędna do reindustrializacji polskiego przemysłu, a Polska potrzebuje reindustrializacji.

Jego zdaniem tania energia jest także warunkiem, by zatrzymać przemysł energochłonny – stalowy, cementowy czy chemiczny – w Polsce i UE. Na razie, jak podkreśla, unijne przedsiębiorstwa nie wytrzymują konkurencji zagranicznej w warunkach prowadzonej polityki klimatycznej.

– Nie możemy być konkurencyjni z naszymi produktami i towarami, jeśli mamy sześciokrotnie droższą energię niż w Chinach i czterokrotnie droższą niż w Stanach Zjednoczonych. Nie odbudujemy konkurencyjności europejskiej, w tym polskiej, gospodarki, jeśli dalej będziemy realizowali politykę klimatyczną, która powoduje, że ceny energii są najwyższe na świecie – wskazuje ekspert.

Odbudowa konkurencyjności unijnego przemysłu jest jednym z priorytetów Komisji Europejskiej. W 2025 roku przedstawiła Clean Industrial Deal, który zakłada zwiększenie inwestycji w przemysł niskoemisyjny, uproszczenie zasad pomocy publicznej oraz wsparcie produkcji technologii strategicznych w Europie.

Bezpieczeństwo energetyczne, konkurencyjność gospodarki oraz kierunki transformacji energetycznej były jednym z tematów Kongresu Fundacji SET „Polska ambitna”.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/fundacja-set-energia-z,p635235700

Efektywność energetyczna i redukcja kosztów energii priorytetami inwestycyjnymi przemysłu. Barierą staje się brak specjalistów

Przemysł chce zmniejszać koszty energii i inwestować w efektywność energetyczną – wynika z raportu „ABB Trends 2026/2027”. Coraz większe znaczenie mają też nakłady na modernizację infrastruktury elektroenergetycznej, automatyzację oraz cyberbezpieczeństwo. Inwestycje w technologie są jednak hamowane przez ograniczenia budżetowe oraz luki kompetencyjne.

– W zakresie cyfryzacji polskiego przemysłu szczególnie dużo mówi się o sztucznej inteligencji, ale w naszym badaniu tylko 6 proc. respondentów związanych z przemysłem zadeklarowało, że wdrożyło tego typu rozwiązania. Nieco ponad 20 proc. tworzy pilotaże i testuje nową technologię. Z drugiej strony może niepokoić, że 25 proc. przedsiębiorstw na razie nie planuje wdrożeń sztucznej inteligencji do swoich procesów produkcyjnych – mówi agencji Newseria Maksymilian Pawłowski, dyrektor komunikacji korporacyjnej ABB w Polsce.

Badanie ABB, przeprowadzone na grupie 145 respondentów reprezentujących polski przemysł, pokazuje, że realne wykorzystanie także innych zaawansowanych technologii, które pozwalają przejść od zwykłego monitorowania procesów do ich automatyzacji, jest niskie. Dla przykładu cyfrowe bliźniaki wykorzystuje 7 proc. firm, a roboty i coboty – 13 proc.

– W technologie związane z AI inwestuje obecnie stosunkowo niewielki odsetek firm przemysłowych. Wzrost inwestycji w tym obszarze jest konieczny – mówi Stanisław Tański, prezes ABB Sp. z o.o.

Równolegle do postępującej cyfryzacji produkcji rośnie znaczenie cyberochrony. Z raportu ABB wynika, że ponad jedna trzecia firm doświadczyła incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem. Przekłada się to na coraz większe inwestycje w zabezpieczenie systemów produkcyjnych i danych. Ale nie tylko.

– Polskie przedsiębiorstwa mają pozytywne nastawienie do inwestycji w cyfryzację i efektywność energetyczną, zdając sobie sprawę, że to pomoże w budowaniu konkurencyjności zarówno w Polsce, jak i na rynkach europejskich – wskazuje Maksymilian Pawłowski.

Głównymi barierami inwestycyjnymi przedsiębiorstw pozostają jednak ograniczenia budżetowe – twierdzi tak 50 proc. respondentów. Wyzwanie stanowią również wymogi regulacyjne i formalne (41 proc. wskazań). Na przeszkodzie stają też czynniki organizacyjne: procedury i procesy decyzyjne są ograniczeniem dla blisko 30 proc. firm. Czynniki te mogą wpływać na wolniejsze tempo transformacji polskiego przemysłu.

– Według naszego raportu podstawowymi barierami inwestycyjnymi, które wpływają na rozwój firm, są przede wszystkim ograniczone budżety, co samo w sobie nie jest zaskoczeniem. Kolejny czynnik to jednak złożone procesy decyzyjne i biurokracja, a trzeci – niepewność co do ROI, czyli zwrotu z danej inwestycji – wymienia dyrektor komunikacji korporacyjnej ABB w Polsce. – Czwarty element to coś, co nas bardzo zaskoczyło, czyli braki kadrowe i kompetencyjne związane z umiejętnościami poprowadzenia strategii transformacyjnej polskiego przemysłu.

W badaniu 90 proc. respondentów wskazało, że ma trudności z pozyskaniem i utrzymaniem kadry technicznej. To oznacza, że tylko jedna firma na 10 nie odczuwa deficytów w tym zakresie. Dla blisko połowy przedsiębiorstw jest to obecnie istotnym lub wręcz krytycznym wyzwaniem dla dalszej działalności, wpływającym na możliwości modernizacji. Problem przestaje więc mieć charakter wyłącznie kadrowy. 

Najtrudniej pozyskać specjalistów z obszaru automatyki, integracji systemów IT i OT oraz cyberbezpieczeństwa przemysłowego. Autorzy raportu oceniają, że wraz z rozwojem automatyzacji i cyfryzacji firmy będą coraz mocniej odczuwać niedobór specjalistów odpowiedzialnych za integrację systemów, utrzymanie infrastruktury oraz bezpieczeństwo procesów produkcyjnych.

Wśród innych wyzwań związanych z transformacją przemysłu badane przez ABB firmy wskazują także na bariery natury technicznej i geopolitycznej. 30 proc. zwraca uwagę na ryzyko niezawodności infrastruktury, co zwiększa ryzyko przestojów i kosztów nieplanowanych napraw, a 27 proc. – na niestabilność łańcuchów dostaw skutkującą nieprzewidywalnością terminów i cen komponentów. Szans na przyspieszenie procesów transformacji przedsiębiorstwa upatrują za to w dostępnych europejskich funduszach spójnościowych, trendzie przenoszenia produkcji bliżej Europy oraz dalszej cyfryzacji.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/efektywnosc-energetyczna,p1277485880

Administracja skarbowa wie o podatnikach coraz więcej. Tradycyjne kontrole zastępowane są czynnościami sprawdzającymi

Administracja skarbowa coraz rzadziej sięga po tradycyjne kontrole, a coraz częściej weryfikuje rozliczenia przedsiębiorców na podstawie danych z Jednolitego Pliku Kontrolnego i Krajowego Systemu e-Faktur. Jak wynika z raportu MDDP i Konfederacji Lewiatan, w 2025 roku fiskus przeprowadził blisko 2,3 mln czynności sprawdzających, czyli średnio otwierano 19 nowych procedur na minutę. Dzięki nim wykrył niemal 11 mld zł zaległości podatkowych, o ponad 25 proc. więcej niż rok wcześniej.

– Widzimy zmianę charakteru relacji między fiskusem a podatnikami. Inny jest sposób weryfikacji rozliczeń podatników. O ile w latach ubiegłych w znacznie większym stopniu ta weryfikacja następowała przez standardowe kontrole celno-skarbowe, o tyle ostatnio przyjmuje bardzo uproszczoną, przyjazną formę czynności sprawdzającej – mówi agencji Newseria Tomasz Michalik, partner, doradca podatkowy z Kancelarii MDDP.

Dane z drugiej edycji raportu „Przedsiębiorcy pod lupą fiskusa”, przygotowanego przez MDDP i Konfederację Lewiatan, pokazują, że w latach 2021–2025 przeprowadzono ponad 12,4 mln tzw. czynności sprawdzających, z czego 10,6 mln dotyczyło VAT, PIT, CIT i akcyzy. Pozwoliły one wykryć 38,8 mld zł zaległości podatkowych, z czego ponad 37 mld zł dotyczyło VAT, PIT, CIT i akcyzy. Według autorów raportu czynności sprawdzające przynoszą budżetowi większe efekty niż kontrole podatkowe i celno-skarbowe łącznie.

Od 2022 roku liczba czynności sprawdzających realizowanych każdego roku systematycznie wzrasta. Tylko w ubiegłym roku przeprowadzono ich niemal 2,3 mln – o 10 proc. więcej niż rok wcześniej i o 23 proc. więcej niż w 2022 roku. Wyjątkiem był 2021 rok, kiedy liczba czynności sprawdzających wynosiła ponad 2,4 mln.

– Czynność sprawdzająca to procedura, w której organy podatkowe sprawdzają pewne rozliczenia podatników, ewentualnie zadają pytania doprecyzowujące, czy to rozliczenie jest prawidłowe. Generalnie albo dają zalecenia, czyli protokół z czynności sprawdzających, na bazie którego firma koryguje zeznanie, albo jeśli stwierdzą, że nie ma nieprawidłowości, to takie czynności niczym się nie kończą – tłumaczy Przemysław Pruszyński, dyrektor Departamentu Podatkowego w Konfederacji Lewiatan.

Czynności sprawdzające są prostsze i mniej sformalizowane niż klasyczne kontrole, pozwalają na szybką i masową weryfikację wybranych obszarów rozliczeń, nie są też obciążone ograniczeniami proceduralnymi wynikającymi z przepisów. Duże znaczenie ma również coraz szerszy dostęp organów do danych oraz narzędzi analitycznych, które umożliwiają weryfikację rozliczeń „zza biurka”, często bez konieczności wcześniejszego kontaktu z podatnikiem.

– Administracja skarbowa wie więcej o podatnikach. Podatnicy przesyłają coraz więcej informacji, począwszy od plików JPK_VAT po tegoroczną nowość, jaką jest Krajowy System e-Faktur. Administracja widzi praktycznie pełne rozliczenia podatników, zatem też nie musi prowadzić kontroli na miejscu u podatnika, tylko zdalnie kontroluje poprawność rozliczeń firmy – wyjaśnia Przemysław Pruszyński.

W 2021 roku przeciętna wartość ustaleń przypadająca na jedną czynność sprawdzającą wynosiła 1705 zł, podczas gdy w 2025 roku było to już 4681 zł, przy podobnej liczbie procedur. Może to wskazywać, że organy podatkowe coraz skuteczniej typują podmioty do weryfikacji oraz lepiej wykorzystują dostępne narzędzia analityczne.

– Fiskus w dużo większym niż dotychczas stopniu potrafi wykorzystywać informacje, które dotychczas był w stanie zebrać przez Jednolity Plik Kontrolny czy inne sposoby, i najwyraźniej jest w stanie w sprawny sposób analizować źródła pozyskania tych danych. W związku z tym czynności weryfikujące są nastawione na konkretnych podatników, na konkretne działania i sfery, do których fiskus jest już przygotowany. Dzięki temu te działania są efektywne, sprawne i skuteczne – podkreśla doradca podatkowy z Kancelarii MDDP.

Bardziej sformalizowane narzędzia, takie jak JPK, KSeF, DAC7 czy STIR, sprawiają, że przedsiębiorcy funkcjonują dziś w stanie ciągłego monitoringu 24/7. Organy podatkowe, kontaktując się z danym podmiotem, często posiadają większość potrzebnych im informacji.

– Może to spowodować niemal permanentną inwigilację podatników, bo prawie wszystkie informacje będą dostępne w czasie albo rzeczywistym, albo niemal rzeczywistym dla organów podatkowych. Jesteśmy w przededniu dużej zmiany, jeżeli chodzi o możliwości kontrolne i prawdopodobnie sposób prowadzenia kontroli – przekonuje Tomasz Michalik.

Z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu wynika, że 91,3 proc. respondentów miało w ciągu ostatnich pięciu lat styczność z czynnościami sprawdzającymi. Przedsiębiorcy generalnie pozytywnie oceniają tę formę kontaktu z fiskusem. Dobrze lub bardzo dobrze oceniło ją 47,1 proc. badanych, a źle lub bardzo źle – 15,4 proc.

– Czynność sprawdzająca jest łatwa, prosta i przyjemna w relacjach między obydwiema stronami, jednak nie gwarantuje tych samych praw podatnikom, a przez to potrafi być niestety nadużywana – ocenia doradca podatkowy z Kancelarii MDDP.

Przedsiębiorcy badani na potrzeby raportu oczekują większej przewidywalności tej procedury. Za formalnym informowaniem o ich zakończeniu opowiedziało się 89,5 proc. badanych, 87,5 proc. chciałoby otrzymywać dokument z wynikiem i ustaleniami, a 85,5 proc. wskazuje na potrzebę określenia maksymalnego czasu trwania takich działań. Odpowiedzi przedsiębiorców, jak podkreślają autorzy raportu, należy odczytywać jako wyraz oczekiwania elementarnego standardu informacyjnego, a nie postulat nadmiernej formalizacji. Bez informacji, że sprawa została zakończona i z jakim rezultatem czynności sprawdzające pozostają procedurą nieprzejrzystą dla podatnika. Równie istotny jest drugi obszar – czas trwania czynności i ich powtarzalność. Wyniki ankiety pokazują, że przedsiębiorcy nie kwestionują elastyczności procedury, bieżących kontaktów mailowych i telefonicznych z urzędnikami, lecz nie mogą one trwać w nieskończoność.

Jednocześnie ważne dla podatników jest zachowanie właściwych granic tej procedury. Nie chcą, aby czynności sprawdzające upodobniły się do pełnych kontroli podatkowych. Z raportu wynika, że 61,5 proc. ankietowanych sprzeciwia się rozszerzeniu uprawnień dowodowych organów podatkowych, a 72,1 proc. nie popiera możliwości przesłuchiwania świadków i stron czy przeprowadzania oględzin w ramach tej procedury.

– Generalnie system podatkowy jest coraz bardziej skomplikowany, mamy coraz więcej wątków, interpretacji i sporów podatników z administracją skarbową, których rozstrzygnięcia są bardzo różne. Funkcjonowanie przedsiębiorców z tego powodu jest coraz bardziej wymagające – ocenia ekspert Konfederacji Lewiatan.

Podstawowym oczekiwaniem przedsiębiorców jest ograniczenie liczby zmian w prawie podatkowym. Jeżeli już są one wprowadzane, biznes oczekuje dłuższego vacatio legis, które pozwoli się przygotować do nowych obowiązków.

W rankingu International Tax Competitiveness Index 2025, przygotowywanym przez amerykański think tank Tax Foundation, Polska znalazła się w dolnej części zestawienia. Nasz kraj zajął 35. miejsce wśród 38 państw OECD, podczas gdy rok wcześniej był na 31. pozycji. Oznacza to, że pod względem konkurencyjności systemu podatkowego Polska wypada słabiej niż większość rozwiniętych gospodarek.

– Ciągłe zmiany są najtrudniejsze dla przedsiębiorców, ponieważ to wymaga permanentnego wdrażania, przygotowywania, ponoszenia kosztów i wypełniania obowiązków podatkowych. Potem okazuje się, że kiedy przedsiębiorca wszystko to zrobił i już miałby płacić na danych zasadach, w kolejnym roku pojawia się następna zmiana i kolejna – mówi Przemysław Pruszyński.

O relacjach na linii przedsiębiorcy–fiskus eksperci rozmawiali podczas Kongresu Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, który odbył się 16 czerwca w Warszawie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/administracja-skarbowa-wie,p88537492

Glejaki dotykają także młodych dorosłych. Nowe terapie pomagają im dłużej zachować aktywność

Glejak, choroba do niedawna kojarzona z osobami starszymi, coraz częściej dotyka młodych dorosłych, aktywnych zawodowo. W tej grupie częściej diagnozuje się guzy o niższym stopniu złośliwości i – jak podkreślają lekarze – współczesna medycyna pozwala im dłużej zachować aktywność zawodową. Brak świadomości społecznej może utrudniać chorym codzienne funkcjonowanie w pracy i życiu społecznym. W badaniu przeprowadzonym w ramach kampanii „Widzimy się jutro” większość Polaków przyznaje, że niewiele wie na temat glejaka.

– Diagnozę glejaka słyszy co roku 1,5–1,8 tys. osób. Przede wszystkim są to osoby w wieku starszym, czyli generalnie z wiekiem zwiększa się ryzyko zachorowania. Zaczynamy jednak obserwować coraz więcej zachorowań w przypadku młodszych, aktywnych dorosłych, którzy pełnią role rodzinne, społeczne i zawodowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Rafał Stec, kierownik Kliniki Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Glejaki stanowią 70–80 proc. pierwotnych nowotworów złośliwych ośrodkowego układu nerwowego. Choroba może się rozwijać przez długi czas bez charakterystycznych objawów, dlatego jej rozpoznanie bywa opóźnione. Specjaliści wyróżniają zarówno nowotwory o niskim stopniu złośliwości, które rosną wolniej, jak i agresywne postacie wymagające szybkiego leczenia.

– W przypadku guzów wolno rosnących, które częściej występują u młodych dorosłych, najczęstszym objawem jest pierwszy w życiu napad padaczkowy. To jest powodem wykonania dalszej diagnostyki obrazowej i postawienia rozpoznania – mówi dr hab. n. med. Tomasz Dziedzic z Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – U osób starszych, 60–70-letnich, u których mamy guzy szybciej rosnące, pacjenci zgłaszają się z powodu wystąpienia niedowładu kończyn, zaburzeń mowy i pamięci. Te objawy czasami mogą wystąpić w sposób nagły, więc może się zdarzyć, że pacjenci trafiają na izbę przyjęć z podejrzeniem udaru.

Rodzaj zastosowanego leczenia zależy od wielu czynników, m.in. typu nowotworu, jego lokalizacji oraz stanu pacjenta. Dlatego dokładne określenie charakteru guza ma kluczowe znaczenie dla dalszych decyzji terapeutycznych. Podstawowym badaniem wykorzystywanym w diagnostyce glejaków jest rezonans magnetyczny. W bardziej skomplikowanych przypadkach lekarze korzystają także z dodatkowych metod obrazowania, które pozwalają dokładniej określić charakter zmiany oraz zaplanować leczenie.

– W niektórych przypadkach ten obraz nie jest jednoznaczny i standardowe badanie rezonansu magnetycznego możemy poszerzyć o badanie perfuzji i spektroskopii, które dają więcej informacji na temat rodzaju guza. W przypadku guzów położonych w okolicach ważnych czynnościowo możemy zaplanować badania oceniające położenie ważnych ośrodków czynnościowych w mózgu za pomocą rezonansu czynnościowego, traktografii dróg istoty białej – tłumaczy dr hab. n. med. Tomasz Dziedzic. – Po operacji, poza oceną neuropatologiczną materiału, podstawą diagnostyki jest również badanie molekularne, badanie genetyczne, żeby ocenić odpowiednie mutacje w obrębie guza, które nas ukierunkują na odpowiednie rozpoznania.

Współczesna diagnostyka glejaków coraz silniej się opiera na badaniach molekularnych. Znaczenie mają m.in. mutacje IDH oraz inne biomarkery pozwalające lepiej dopasować terapię do konkretnego pacjenta.

Eksperci podkreślają, że leczenie wymaga współpracy wielodyscyplinarnego zespołu specjalistów i indywidualnego podejścia do każdego chorego. Najczęściej obejmuje kilka metod stosowanych łącznie. W zależności od rodzaju nowotworu i stanu pacjenta wykorzystuje się leczenie operacyjne, radioterapię oraz terapię systemową. Coraz większą rolę odgrywa również indywidualne leczenie na podstawie cech biologicznych guza.

– W zasadzie leczenie glejaka w Polsce bardzo się pokrywa z leczeniem glejaka w Stanach Zjednoczonych, jeśli chodzi o standardy postępowania, natomiast mamy niedobór pewnego leku dostępnego dla naszych pacjentów. Wierzę w to mocno, że ten lek będzie niedługo refundowany i wyrównamy możliwości leczenia – wskazuje prof. Rafał Stec. – Od niedawna mamy lek zarejestrowany na glejaki o niskim stopniu złośliwości, który może znacznie wydłużyć życie pacjentom mającym specyficzną mutację. Tak jak klucz do zamka, ten lek blokuje aktywność mutacji i dzięki temu chorzy żyją dłużej, lepiej, bez dodatkowego leczenia agresywnego, jak radio- czy chemioterapia.

Leczenie glejaka może wpływać na codzienne funkcjonowanie pacjentów także długo po zakończeniu hospitalizacji. Chorzy często mierzą się z konsekwencjami neurologicznymi, które utrudniają pracę, samodzielność i życie społeczne. Jednocześnie wiele z tych problemów nie jest widocznych na pierwszy rzut oka.

– Diagnoza glejaka wywraca życie pacjenta do góry nogami, pojawiają się bardzo skomplikowane procedury medyczne, diagnostyka, a potem leczenie. Dostęp do nowoczesnych form terapeutycznych coraz bardziej pozwala tym pacjentom – do czego my jako lekarze czy psycholodzy również zachęcamy – jak najbardziej zachować swoją codzienność, pracować, jeśli tylko ich stan zdrowia na to pozwala, oraz pozostać aktywnymi społecznie – mówi Adrianna Sobol, psychoonkolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prezeska Fundacji „W trosce o pacjenta”.

Jak wskazuje, pacjenci z glejakiem często mówią właśnie o potrzebie normalności, zachowaniu relacji, pracy i nawyków codziennego życia sprzed choroby. Diagnoza wpływa jednak nie tylko na zdrowie i aktywności, ale także poczucie bezpieczeństwa i przynależności.

– Tej chorobie często towarzyszą zaburzenia emocjonalne, lękowe czy depresyjne, w związku z tym profesjonalne wsparcie z zakresu psychoonkologii, pozwala pacjentowi nie tylko lepiej funkcjonować emocjonalnie, ale czasem też po prostu lepiej się leczyć – przekonuje Adrianna Sobol. – Psychoonkolog jest wsparciem nie tylko dla pacjenta, ale także dla rodziny, żeby poukładać to, nauczyć się żyć z diagnozą, nie pogubić się w tych emocjach.

Jak pokazują wyniki badania opinii publicznej, wiedza Polaków na temat glejaków pozostaje ograniczona. 77 proc. badanych ocenia, że za mało się mówi o tej chorobie, a 44 proc. słyszało jej nazwę, ale nie wie dokładnie, czym jest. Wielu respondentów nie potrafiło wskazać charakterystycznych objawów glejaka, a część błędnie zakłada, że nowotwory mózgu dotyczą wyłącznie osób starszych.

– Nasza wiedza jest dość powierzchowna, deklarujemy, że mamy bardzo dużą empatię i chcemy pomagać, ale jednocześnie nie wiemy, jak to robić, nie mamy praktycznych narzędzi do pomagania, nie wiemy, jak się komunikować, mamy bardzo dużo obaw dotyczących tego, w jaki sposób możemy rozmawiać i wspierać na co dzień osoby chore – mówi Ewa Eron z K+Research.

Badanie wskazuje, że ograniczona wiedza na temat glejaka może się przekładać na trudności w rozumieniu problemów, z jakimi chorzy mierzą się na co dzień.

– Pacjenci, którzy na co dzień borykają się z takimi objawami jak zaburzenia mowy i koncentracji, mogą mieć trudności w pracy. Badania pokazały, że praca jest miejscem, w którym osoba z diagnozą glejaka może być niezrozumiana i w jakiś sposób źle oceniana – wskazuje Ewa Eron.

Dlatego tegoroczna odsłona kampanii „Servier – Wyłącz Raka”, która odbywa się pod hasłem „Widzimy się jutro. Glejak. Choruję. Jestem…”, pokazuje życie z glejakiem z perspektywy pacjentów, którzy mimo diagnozy chcą pozostać obecni w życiu swoich rodzin, pracy i relacjach społecznych. Organizatorzy podkreślają, że celem akcji jest zwiększanie świadomości, empatii i praktycznej wiedzy o codziennym funkcjonowaniu osób chorych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/glejaki-dotykaja-takze,p2031519017

Przemysł nie rezygnuje z inwestycji mimo dużej niepewności. Napędzają je wysokie ceny energii

Mimo trudnej sytuacji rynkowej przedsiębiorstwa przemysłowe nie chcą wstrzymywać inwestycji. Jak wynika z raportu ABB Trends 2026/2027, blisko siedem na 10 firm planuje utrzymać lub zwiększyć nakłady. Motywacją są m.in. wysokie ceny energii, na które zwraca uwagę połowa badanych przedsiębiorstw. Jako priorytety inwestycyjne firmy wskazują efektywność energetyczną, automatyzację produkcji, sztuczną inteligencję i cyberbezpieczeństwo.

Szeroko rozumiany przemysł odpowiada dziś za ponad 20 proc. polskiego PKB, około 45 proc. eksportu i 4 mln miejsc pracy. Jego kondycja coraz mocniej zależy jednak od zdolności firm do automatyzacji produkcji, wykorzystania danych, ograniczania kosztów energii i wdrażania nowych technologii. Przedsiębiorstwa, które pozostaną na etapie punktowych wdrożeń i pilotaży, mogą w kolejnych latach zacząć tracić przewagę wobec konkurentów.

– Na dalszy proces cyfryzacji najbardziej powinno wpływać dążenie firm do optymalizacji kosztów. Cyfryzacja pozwala na analizę procesów, wdrażanie nowych, efektywnych rozwiązań, a to jest konieczne, żeby firma mogła się rozwijać i zachować konkurencyjność na rynku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Stanisław Tański, prezes ABB Sp. z o.o.

W badaniu ABB, przeprowadzonym na 145 przedstawicielach polskiego przemysłu, 51 proc. z nich ocenia poziom automatyzacji w swojej organizacji jako minimalny lub niski. Wprawdzie prawie połowa korzysta z systemów SCADA/DCS, służących do monitorowania, sterowania i automatyzacji procesów przemysłowych, ale w wielu przypadkach są to rozwiązania wdrożone ponad 10 lat temu. To nie pozwala firmom w pełni efektywnie zarządzać energią i kosztami produkcji.

– Podstawowym problemem jest obecnie sytuacja na rynku energetycznym, związana z cenami energii, ale również bezpieczeństwem i stabilnością jej dostaw. Są to równocześnie, jak pokazuje nasze badanie, główne obszary planowanych inwestycji – wskazuje Stanisław Tański.

Na problem wysokich kosztów energii i surowców wskazuje 48 proc. badanych firm, a 68 proc. postrzega je jako zagrożenie dla własnej rentowności. W takich warunkach firmy coraz rzadziej próbują przenosić rosnące koszty na klientów. Zamiast tego szukają trwałych źródeł oszczędności – przede wszystkim poprzez zastosowanie technologii.

Z raportu ABB Trends 2026/2027 wynika, że 35 proc. przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce planuje zwiększyć nakłady inwestycyjne, a 33 proc. zamierza utrzymać je na obecnym poziomie. 60 proc. respondentów planuje inwestycje w modernizację infrastruktury elektroenergetycznej.

– Na pierwszym miejscu priorytetów inwestycyjnych, z racji sytuacji rynkowej i dynamicznie zmieniających się cen energii, plasuje się efektywność energetyczna. Wychodzimy naprzeciw tym potrzebom i jesteśmy gotowi do współpracy w tym zakresie. Posiadamy szerokie portfolio rozwiązań, które umożliwia zwiększanie efektywności procesów produkcyjnych – mówi Sebastian Skała, dyrektor biznesu Systemów Napędowych w ABB w Polsce.

W obszarze efektywności energetycznej, którą jako priorytet wskazuje ok. 40 proc. respondentów, do tej pory inwestycje obejmowały głównie rozwiązania pozwalające na bieżący monitoring zużycia energii oraz odnawialne źródła energii. Znacznie rzadziej inwestycje skupiały się na wysokowydajnych silnikach elektrycznych czy magazynach energii.

Na drugim miejscu wśród priorytetów są automatyzacja i cyfryzacja. W obszarze automatyki dominują rozwiązania zwiększające kontrolę nad procesami i ograniczające ryzyko przestojów. Nowoczesne systemy SCADA/DCS wdrożyła prawie połowa przedsiębiorstw, a zdalny monitoring i diagnostykę urządzeń – 45 proc.

Jak podkreślają eksperci, to pokazuje, że polskie firmy zbudowały już fundamenty cyfryzacji, ale dopiero zaczynają wykorzystywać dane do predykcyjnego zarządzania procesami i automatyzacji decyzji operacyjnych. W tym modelu coraz większą rolę będą odgrywać takie technologie jak sztuczna inteligencja, analityka danych oraz głębsza integracja systemów IT i OT.

– Mamy też widoczne inwestycje w cyberbezpieczeństwo – to jest coraz wyraźniejszy trend, ponieważ automatyzacja i cyfryzacja wymagają prawidłowego zabezpieczenia procesów produkcyjnych oraz danych – dodaje Sebastian Skała

Z raportu ABB wynika, że ponad jedna trzecia firm miała już do czynienia z incydentami cyberbezpieczeństwa, a niemal drugie tyle stwierdziło, że woli się w tej kwestii nie wypowiadać. Siłą rzeczy przedsiębiorcy planują zwiększać inwestycje również w tym obszarze.

Coraz większe znaczenie zyskuje także sztuczna inteligencja, choć jej wykorzystanie nadal pozostaje ograniczone. Dane Eurostatu pokazują, że europejskie przedsiębiorstwa wciąż wykorzystują AI w ograniczonym stopniu. W 2025 roku mniej niż 20 proc. przedsiębiorstw w UE (w większości przypadków są to duże firmy) wykorzystywało technologie sztucznej inteligencji.

– AI powoli wdziera się w sferę przemysłu. Ten trend będzie się dynamicznie rozwijał. Musimy tylko dać mu nieco czasu – mówi dyrektor biznesu Systemów Napędowych w ABB w Polsce.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przemysl-nie-rezygnuje-z,p2115732700

Możliwości obronne Europy nadal niewystarczające. USA oczekują od sojuszników większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo

Stany Zjednoczone dokonują przeglądu swojej obecności wojskowej w Europie. Z jednej strony pojawiły się zapowiedzi ograniczenia liczebności sił wojskowych w Niemczech,  z drugiej – wysłania do Polski dodatkowych 5 tys. żołnierzy. Jak podkreśla prof. Andrew Michta, amerykański politolog, USA oczekują od europejskich sojuszników wzięcia większej odpowiedzialności za swoją obronę i inwestycji w zbrojenia. Na razie zdolności Europy odstraszania wrogów nie są wystarczające.

– Stany Zjednoczone najprawdopodobniej nie będą zmieniać swoich relacji z krajami Europy. Będzie redukcja żołnierzy. Jedna brygada już została ogłoszona i wyjdzie z Niemiec. Pozostaje kwestia tego, gdzie zostanie przesłana. Ale uważam, że jeśli chodzi o dwustronne relacje, tu nadal w żywotnym interesie zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Europy leży, żeby kontrolować dostęp przez Atlantyk. To będzie kontynuowane – mówi agencji Newseria prof. Andrew Michta, politolog, profesor studiów strategicznych w Hamilton School na Uniwersytecie Stanu Floryda.

1 maja br. Pentagon oświadczył, że Stany Zjednoczone wycofają 5 tys. żołnierzy z baz wojskowych w Niemczech. Proces ten ma zająć od sześciu do 12 miesięcy. Rzecznik Pentagonu Sean Parnell 20 maja br. wydał oficjalne oświadczenie o zredukowaniu całkowitej liczby Brygadowych Zespołów Bojowych USA w Europie z czterech do trzech. Oznacza to powrót do stanu z 2021 roku. Według amerykańskiej administracji to efekt przeglądu obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych na kontynencie europejskim i nowych priorytetów w polityce zagranicznej. Poinformowano wówczas o tymczasowym opóźnieniu w rozmieszczeniu sił zbrojnych USA w Polsce, którą nazwano „modelowym sojusznikiem”. Następnego dnia prezydent Donald Trump zapowiedział w mediach społecznościowych wysłanie do naszego kraju dodatkowych 5 tys. żołnierzy. Agencja AP, powołując się na urzędników z amerykańskiego resortu wojny, poinformowała, że wciąż nie wiadomo, czy oznacza to przesunięcia z jednostek stacjonujących w Europie, czy dodatkową liczbę żołnierzy z USA. Ze strony polskiej padła z kolei propozycja utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce.

Rzecznik Pentagonu w swoim oświadczeniu podkreślił, że departament określi ostateczne przeznaczenie amerykańskich sił w Europie na podstawie dalszej analizy strategicznych i operacyjnych wymagań USA, a także zdolności swoich sojuszników do wkładu sił w obronę kontynentu.

– Stany Zjednoczone oczekują od Europy, że się na nowo uzbroi i przejmie odpowiedzialność za konwencjonalne odstraszanie i obronę. Stany Zjednoczone dadzą oczywiście parasol nuklearny i to, co nazywamy high-end enablers, czyli wysokie technologie. Natomiast nie mogą nadal być wyłącznym trzonem sojuszu. To musi przejść w konwencjonalnej sferze na Europejczyków – uważa prof. Andrew Michta. – Europa chce, żeby Stany Zjednoczone nadal tutaj były, dlatego że przez następne 10 lat obrona i odstraszanie w Europie nie będzie funkcjonować bez sojusznika.

Jak wynika z danych Komisji Europejskiej, wydatki państw członkowskich na obronność w latach 2020–2025 wzrosły o 62,8 proc. – z 234 mld euro do 381 mld euro. Również sama UE od kilku lat podejmuje działania na rzecz zwiększenia zdolności obronnych wspólnoty europejskiej. Jednym z przykładów jest mechanizm pożyczkowy SAFE, w ramach którego 150 mld euro trafi na zakupy w przemyśle obronnym. Segment obronności ma się znaleźć wśród priorytetów nowego wieloletniego budżetu UE na lata 2028–2034.

– Europa samodzielnie ma bardzo ograniczone możliwości działania, głównie dlatego że nastąpiła redukcja zbrojeń i de facto upadek przemysłu zbrojeniowego. Zamówienia są niedostateczne i było tak przez lata. Doprowadziło to do atrofii w europejskich armiach. To trzeba odbudować, ale zajmie to sporo czasu. Amerykanie są konieczni do tego, żeby odstraszać Rosję, wspólnie z Europejczykami – zaznacza politolog.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mozliwosci-obronne,p38388827

Nauka coraz silniej oparta na współpracy międzynarodowej. Bez tego trudno o przełomy w pracy nad globalnymi wyzwaniami

Międzynarodowa współpraca naukowa od lat pozostaje jednym z kluczowych motorów rozwoju badań i innowacji. Złożoność globalnych wyzwań sprawia, że umiędzynarodowienie nauki jeszcze mocniej zyskuje na znaczeniu – wskazują przedstawiciele Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, która wspólnie ze swoim niemieckim odpowiednikiem od 2006 roku nagradza polsko-niemieckie badania naukowe. W tym roku laureatami Nagrody Copernicus zostali matematycy – prof. Leszek Skrzypczak i prof. Dorothee Haroske, których wspólna praca przekłada się na rozwój nowych metod i narzędzi w analizie matematycznej.

– Nauka nigdy nie powstaje w jednym kraju, mieście czy laboratorium. Obecnie dotyczy spraw tak złożonych, że wymagają one ścisłej współpracy. Izolując się, ograniczamy swoje możliwości. Tylko i wyłącznie współpracując z innymi krajami i naukowcami na całym świecie, jesteśmy w stanie osiągnąć sukces czy przełom – mówi agencji Newseria prof. Krzysztof Pyrć, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. – Możemy zapytać o to, co Polska zyskuje dzięki współpracy międzynarodowej w nauce. Współpraca międzynarodowa jest podwaliną wielu rodzajów dyplomacji, zresztą funkcjonuje termin „dyplomacja naukowa”, dlatego że ona buduje relacje zarówno technologiczne, jak i interpersonalne, które później są znacznie trwalsze niż jakakolwiek umowa.

Zgodnie z opublikowanym w maju br. raportem Komisji Europejskiej „Europejskie ramy dla dyplomacji naukowej”, współtworzonego przez 130 ekspertów z dziedziny nauki i dyplomacji, nauka i technologia w coraz większym stopniu stają się walutą geopolityczną, przez co dyplomacja naukowa może się przyczynić do wzmocnienia konkurencyjności Europy i maksymalizacji jej potencjału badawczego i innowacyjnego. Autorzy raportu podkreślają, że tylko wspólny wysiłek pomoże Unii rywalizować z bardziej asertywnymi potęgami gospodarczymi i naukowymi. Dlatego kluczowe znaczenie ma zaangażowanie i wspieranie podmiotów europejskiej dyplomacji naukowej, do których należą głównie naukowcy, dyplomaci, ale też biznes. Raport zawiera rekomendacje, które zwiększą widoczność i rolę dyplomacji naukowej.

– Międzynarodowa współpraca w dziedzinie nauki i badań ma ogromne znaczenie. Chciałabym powiedzieć, że jest to ważniejsze niż kiedykolwiek na kilku płaszczyznach. Jedną z nich jest fakt, że mamy tak wiele globalnych zagadnień badawczych, które wymagają uwagi i odpowiedzi. Można to osiągnąć jedynie w kontekście międzynarodowym i poprzez współpracę. To na przykład utrata bioróżnorodności, zmiany klimatyczne, a także kwestie odpowiedzialności społecznej czy migracji – uważa prof. Katja Becker, prezeska stowarzyszenia Deutsche Forschungsgemeinschaft (DFG), największej w Niemczech organizacji finansującej badania naukowe.

Niemcy są jednym z kluczowych partnerów Polski w zakresie badań naukowych, innowacji i wymiany akademickiej. We współpracę zaangażowanych jest wiele instytucji reprezentujących polski sektor badań i szkolnictwa wyższego. Na poziomie rządowym współpraca jest rozwijana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz agencje wspierające badania naukowe i wymianę akademicką. 

– Polska i Niemcy są też bardzo silnymi partnerami w kontekście europejskim. Współpraca międzynarodowa zdecydowanie się przyczynia do zbliżenia i wzmocnienia europejskiej przestrzeni badawczej jako całości – podkreśla prof. Katja Becker. – Jest też wymiar współpracy dwustronnej między naszymi krajami, który jest bardzo silny. Oznacza to, że zainteresowanie współpracą wśród  naukowców w Polsce i Niemczech jest bardzo duże, a badania są doskonałe.

– Dwadzieścia lat temu Fundacja na rzecz Nauki Polskiej zdecydowała się rozpocząć przyznawanie Nagrody Copernicus wybitnym naukowcom z Polski i Niemiec, którzy ze sobą współpracują. W ten sposób chcieliśmy uhonorować z jednej strony doskonałą naukę, realizowaną pomiędzy krajami, ale również zbliżyć do siebie naukowców, żeby współpraca była jeszcze efektywniejsza. Nagroda Copernicus tylko w niewielkim stopniu finansuje badania, które laureaci prowadzą, a raczej ma zachęcać do współpracy – wyjaśnia prezes FNP.

Polsko-Niemiecka Nagroda Naukowa Copernicus jest przyznawana przez DFG i FNP za wybitne osiągnięcia naukowe będące owocem współpracy niemiecko-polskiej w dowolnej dziedzinie nauki, w tym w obszarze nauk humanistycznych i społecznych. Ośmioosobowe jury, w skład którego wchodzą naukowcy z obu państw, w tym roku doceniło prof. Leszka Skrzypczaka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i prof. Dorothee Haroske z Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie za ich wspólną pracę naukową w dziedzinie analizy matematycznej i równań różniczkowych cząstkowych.

– Współpracuję z moim kolegą z Poznania już od ponad 20 lat i jest ku temu kilka powodów. Oboje bardzo lubimy tę dziedzinę matematyki, jaką jest analiza matematyczna, a także mamy podobne podejście do tego zagadnienia: pytamy o szczegóły, udzielamy precyzyjnych odpowiedzi na argumenty, zastanawiamy się, jak je przekształcić – podkreśla prof. Dorothee Haroske, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Naukowej Copernicus 2026.

Najważniejszym osiągnięciem naukowców jest stworzenie wspólnego języka dla różnych dziedzin zaawansowanej matematyki. Ich współpraca pozwoliła uporządkować wiedzę o tzw. przestrzeniach funkcyjnych. Można je sobie wyobrazić jako wielkie cyfrowe mapy, na których matematycy nanoszą informacje o tym, jak zmieniają się dźwięki, obrazy czy zjawiska fizyczne.

– Wiele zjawisk otaczającego nas świata, takie jak rozchodzenie się światła i dźwięku czy przepływ wody, można opisać za pomocą równań matematyki. To są jakby instrukcje, które mówią nam, jak te procesy się toczą. Można to porównać z obserwowaniem ptaków. My nie szukamy konkretnych rozwiązań, nie interesujemy się konkretnym osobnikiem. Interesują nas cechy całego gatunku, własności wszelkich możliwych rozwiązań, na ile one są gładkie i regularne. Wiedza o tym pozwala nam powiedzieć coś o procesach, które te równania opisują: czy są stabilne, niestabilne, chaotyczne, czy uporządkowane – wyjaśnia prof. Leszek Skrzypczak, laureat Polsko-Niemieckiej Nagrody Naukowej Copernicus 2026.

Jury szczególnie doceniło sposób, w jaki badacze opisali działanie transformacji Fouriera, która rozkłada skomplikowane dane na proste, pojedyncze elementy. Dzięki odkryciu naukowców dokładnie wiadomo, kiedy to narzędzie zachowuje się w sposób przewidywalny i bezbłędny, nawet gdy pracuje się nad bardzo złożonymi problemami.

– Pomyślmy o drgającej strunie np. w gitarze czy skrzypcach. Istnieją fizyczne modele opisujące to zjawisko – wyjaśnia prof. Dorothee Haroske. – Możemy myśleć jak matematyk i wyobrazić sobie, że mamy tylko masę całej struny rozłożoną w bardzo rzadki sposób, a potem możemy zapytać: „jak by to brzmiało?”. Oczywiście nikt nie może naprawdę udowodnić ani obalić, że tak jest, ponieważ jest to czysto matematyczne, ale ma to związek z równaniem falowym, równaniem ciepła. To właśnie robimy.

Wypracowane przez badaczy modele, choć mają charakter teoretyczny, mogą mieć istotny wpływ na współczesną inżynierię. Mogą znaleźć zastosowanie w optymalizacji wielu procesów: od zaawansowanego przetwarzania obrazów i dźwięku (np. w technologiach kompresji i medycynie obrazowej), przez symulacje numeryczne stosowane w budownictwie, aż po modele stochastyczne wykorzystywane w prognozowaniu rynków finansowych i zmian klimatycznych. 

Współpraca prof. Haroske i prof. Skrzypczaka rozpoczęła się w 2006 roku. Do tej pory zaowocowała serią ponad 30 wspólnych publikacji w prestiżowych czasopismach matematycznych oraz wieloma wspólnie organizowanymi naukowymi konferencjami tematycznymi. 

– Otrzymanie Nagrody Copernicus to wielki zaszczyt. Byłem bardzo zaskoczony, otrzymując wiadomość, że zostałem jej laureatem. Nie będę ukrywał, że to też była wielka radość. Nagroda w większości jest subsydium badawczym, dlatego mam nadzieję, że pozwoli nam kontynuować nasze badania z prof. Haroske oraz wciągnąć w nasz program badawczy młodych naukowców – zaznacza prof. Leszek Skrzypczak.

– Ponownie mamy dwóch fantastycznych laureatów Nagrody Copernicus. W tym roku są to znakomici matematycy, którzy pracują na światowym poziomie w swojej dziedzinie, jaką jest analiza oraz równania różniczkowe cząstkowe – wyjaśnia prof. Katja Becker.

Nagroda wynosi 200 tys. euro, po 100 tys. euro dla każdego z laureatów. Konkurs organizowany jest co dwa lata od 2006 roku. Wśród laureatów poprzednich edycji znaleźli się naukowcy, którzy zajmowali się m.in. badaniem planet pozasłonecznych, funkcjonowania mitochondriów czy niedokrwiennej choroby serca. 

– W ciągu ostatnich 20 lat Nagroda Copernicus wyróżniła współpracę pomiędzy polskimi i niemieckimi badaczami w bardzo różnych dziedzinach: od biologii, poprzez fizykę, aż po matematykę, która w tym roku została nagrodzona pierwszy raz w historii nagrody. Laureaci prowadzą badania, które można zaklasyfikować jako podstawowe, ale które są przełomowe i zmieniają wszechświat – tłumaczy prof. Krzysztof Pyrć.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nauka-coraz-silniej-oparta,p1545248773

Trwa duży program modernizacji Marynarki Wojennej RP. Rośnie zaangażowanie polskiego przemysłu

Wzmocnienie ochrony infrastruktury strategicznej na Bałtyku oraz bezpieczeństwa morskich szlaków komunikacyjnych należą do najważniejszych priorytetów Marynarki Wojennej. Realizowane na jej potrzeby programy mają odbudować jej zdolności bojowe. Prowadzony proces modernizacji to nie tylko szansa na wzmocnienie bezpieczeństwa kraju od północy, lecz również impuls dla polskiego przemysłu stoczniowego. Polska Grupa Zbrojeniowa zapowiada, że po realizacji programu fregat Miecznik i okrętu Ratownik jest gotowa budować kolejne jednostki dla Marynarki Wojennej.

– Bałtyk jest dziś bardzo istotnym akwenem, a naszym priorytetem jest zabezpieczenie infrastruktury krytycznej i energetycznej na morzu. Energetyka z południa Polski przenosi się na północ, to dla nas bardzo ważne, dlatego powiedziałbym, że bezpieczny Bałtyk to bezpieczna Polska – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria wiceadmirał Krzysztof Jaworski, dowódca Centrum Operacji Morskich – Dowództwo Komponentu Morskiego.

W ostatnich latach na Bałtyku dochodziło do uszkodzeń podmorskich kabli energetycznych i telekomunikacyjnych, m.in. między Finlandią, Estonią i Szwecją. Dlatego coraz większą wagę państwa NATO przywiązują do zabezpieczeń na wypadek takich zdarzeń. Ma to szczególne znaczenie także dla Polski, ponieważ w naszej części morza i na Wybrzeżu powstają kolejne elementy infrastruktury energetycznej, w tym elektrownia jądrowa, morskie farmy wiatrowe, gazociągi, terminale oraz podmorskie kable przesyłowe, które w razie kryzysu lub konfliktu mogą się stać celem sabotażu albo ataków hybrydowych.

– Infrastruktura krytyczna to energetyka, która jest niezbędna do funkcjonowania państwa, ale również linie komunikacyjne, czyli trzeba zapewnić bezpieczeństwo pływania jednostek handlowych dostarczających towary i wojsko, które jest potrzebne również w przypadku konfliktu – tłumaczy wadm. Krzysztof Jaworski.

Sprawdzeniu gotowości reagowania na kryzysy w regionie służą manewry BALTOPS, których kolejna, 55. edycja, odbędzie się między 4 a 19 czerwca. Siły sojusznicze NATO ćwiczą m.in. wykrywanie okrętów podwodnych, oczyszczanie szlaków żeglugowych z min czy odpieranie ataków jednostek nawodnych, samolotów i dronów. W ćwiczeniach uczestniczą okręty, lotnictwo i wojska specjalne z kilkunastu państw NATO. Manewry służą sprawdzeniu interoperacyjności wojsk sojuszniczych.

Ochrona szlaków komunikacyjnych i obiektów o znaczeniu strategicznym stała się jednym z głównych zadań marynarek wojennych państw NATO na Bałtyku. Jak podkreśla polskie dowództwo, to stawia przed nami wyzwania w zakresie dostosowania zdolności bojowych.

– Mamy niszczyciele min, nieco stare fregaty, ale czekamy na nowe, bo Mieczniki są już w drodze. Palącą potrzebą są okręty podwodne, niezbędne między innymi do zabezpieczenia infrastruktury krytycznej, ale niedługo będą trzy okręty, które zabezpieczą to działanie – mówi dowódca Centrum Operacji Morskich.

Znaczenie okrętów podwodnych dla działań na Bałtyku wzrosło wraz z rozbudową rosyjskich systemów rakietowych i rozpoznawczych w obwodzie królewieckim. Chodzi m.in. o systemy przeciwlotnicze i przeciwokrętowe, które utrudniają działanie jednostek nawodnych w części akwenu. Polska posiada we flocie jeden okręt podwodny – ORP Orzeł. W ramach programu Orka rząd zamierza pozyskać trzy nowe jednostki. W ubiegłym roku zdecydował o wyborze oferty Szwecji i trwają negocjacje umowy.

– Okręt podwodny jest niesamowicie uniwersalną platformą. Dzięki swojej skrytości może działać nawet w obliczu tzw. bańki antydostępowej, którą Rosjanie zafundowali nam z obwodu królewieckiego – mają systemy, które nie pozwalają użyć okrętów nawodnych, więc okręty podwodne doskonale się nadają do tego, by można było rozpocząć poważne działania – mówi wadm. Krzysztof Jaworski. – Jeden okręt podwodny angażuje niesamowite liczby okrętów nawodnych, czyli jedna jednostka również jest w stanie dużo zdziałać.

Poza programem Orka dla Marynarki Wojennej RP realizowane są także programy Miecznik, który zakłada budowę trzech fregat wielozadaniowych: ORP Wicher, ORP Burza i ORP Huragan, czy Ratownik, obejmujący budowę nowego okrętu ratowniczego. Jednostki te powstają w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni.

– Marynarka Wojenna RP potrzebowała modernizacji i ona od wielu lat już się toczy. W 2017 roku Polska Grupa Zbrojeniowa przejęła Stocznię Marynarki Wojennej. Dzisiaj PGZ Stocznia Wojenna z upadającego przedsiębiorstwa stała się jedną z najnowocześniejszych stoczni w basenie Morza Bałtyckiego. Budujemy cztery jednostki jednocześnie: trzy fregaty rakietowe pod kryptonimem Miecznik i okręt Ratownik. To ogromne wyzwanie produkcyjne i logistyczne dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej i ponad 100 firm, które z nami współpracują – podkreśla Jan Grabowski, wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Według MON fregaty mają odpowiadać m.in. za ochronę szlaków komunikacyjnych, obronę przeciwlotniczą, a także zwalczanie okrętów nawodnych i podwodnych. Jednostki będą wykorzystywane również do osłony infrastruktury krytycznej, w tym farm wiatrowych, gazociągów i morskich połączeń przesyłowych.

Pod koniec kwietnia br. PGZ informowała o rozpoczęciu budowy trzeciego okrętu – ORP Huragan, co otworzyło ostatni etap realizacji programu Miecznik. Wicher ma zostać zwodowany w sierpniu tego roku, a Burza jest na etapie budowy sekcji kadłuba. Spółka podkreśla, że budowa fregat to przedsięwzięcie angażujące dziesiątki dostawców z całego świata, ale wiele z nich to krajowe podmioty.

– To polscy inżynierowie budują te okręty w polskiej stoczni. One są budowane na licencji z Wielkiej Brytanii, a oryginalny projekt Miecznika pochodzi z Danii, natomiast to jest polski produkt. Powstaje w Polsce z partnerami z zagranicy, którzy zawsze z nami będą, bo na przykład system zarządzania walką na Mieczniku dostarczany jest przez firmę Thales. W Polsce takich zdolności nie ma. Dlatego dobrze jest współpracować, bo synergia przemysłów buduje nasze wspólne bezpieczeństwo – wskazuje Jan Grabowski. – Rakiety CAMM, w które uzbrojone będą fregaty Miecznik, będą produkowane w Polsce na bazie współpracy z MBDA.

Od listopada 2025 roku w gdyńskiej stoczni trwa także budowa okrętu ratowniczego Ratownik. PGZ Stocznia Wojenna współpracuje również przy tym projekcie z innymi krajowymi podmiotami, m.in. Stocznią Szczecińską „Wulkan”, która wykona blok dziobowy okrętu.

– W najbliższych latach Marynarka Wojenna będzie potrzebowała 15 jednostek. Polska Grupa Zbrojeniowa jest gotowa na to, aby je zbudować i dostarczyć w terminie – zapewnia wiceprezes PGZ.

W ramach modernizacji Marynarki Wojennej RP trwa także budowa kolejnych niszczycieli min typu Kormoran II oraz okrętów rozpoznania radioelektronicznego Delfin. 28 maja 2026 roku Agencja Uzbrojenia zawarła ze Stocznią Remontową Shipbuilding umowę na pozyskanie dwóch okrętów hydrograficznych finansowanych ze środków SAFE. Będą to specjalistyczne jednostki wsparcia służące do pozyskiwania, gromadzenia i przetwarzania danych geoprzestrzennych na potrzeby Sił Zbrojnych RP.

– Flota, którą mamy zaplanowaną i którą konsekwentnie przemysł realizuje, to jest flota zbilansowana, która zapewni bezpieczeństwo Polski – ocenia wadm. Krzysztof Jaworski.

Marynarka Wojenna coraz mocniej stawia na rozwój systemów bezzałogowych, choć jak podkreślono w trakcie panelu podczas Defence24 Days, z powodzeniem są one stosowane już od wielu lat.

– Systemy bezzałogowe nie zastąpią załogowych okrętów nawodnych. Jest to system uzupełniający. Marynarka ma już wieloletnie doświadczenia, głównie mówimy o bezzałogowcach używanych w wojnie przeciwminowej, które monitorują przestrzeń podwodną i niszczą miny. Dodatkowo w tej chwili idziemy w kierunku rozpoznania, czyli bezzałogowych środków, które nie tylko są na wodzie, ale również w powietrzu, i które będą mogły wykonywać działania uderzeniowe – wskazuje wadm. Krzysztof Jaworski. – Spektrum jest szerokie. Chyba nie ma zadania, którego nie można przypisać bezzałogowcom, i w tym kierunku będziemy iść. Ale będzie to uzupełnienie środków załogowych okrętowych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/trwa-duzy-program,p545589694

Drony i satelity wspierają ochronę granic UE. Frontex coraz szerzej korzysta z nowych technologii

Dane satelitarne przekazywane w czasie rzeczywistym, drony i systemy sztucznej inteligencji są coraz częściej wykorzystywane do ochrony granic zewnętrznych Unii Europejskiej. Frontex rozwija technologie monitorowania i nadzoru granic oraz przygotowuje wdrożenie nowych cyfrowych systemów zarządzania ruchem granicznym, takich jak EES i ETIAS. Według danych agencji za pierwszy kwartał 2026 roku liczba nielegalnych przekroczeń granic UE spadła o 39 proc. w ciągu roku.

– Technologie satelitarne wykorzystywane są przez Frontex w dużym zakresie. Mamy specjalny program EUROSUR, który pomaga w mapowaniu każdego zakątka granicy i przekazywaniu danych satelitarnych naszym oficerom. Te wszystkie mapy przekazywane są w czasie rzeczywistym, dzięki czemu możemy działać z odpowiednim wyprzedzeniem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Anna Skibińska, funkcjonariuszka Stałego Korpusu w Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej Frontex.

Z opublikowanego pod koniec 2025 roku raportu „Earth Observation for Border Management” przygotowanego przez Frontex wynika, że technologie obserwacji Ziemi mają coraz większe znaczenie dla ochrony granic UE. Agencja wskazuje, że dane satelitarne programu Copernicus mogą wspierać wykrywanie nielegalnych przekroczeń granic, monitorować szlaki migracyjne, działania poszukiwawczo-ratownicze oraz identyfikować aktywności związane z przestępczością transgraniczną. Coraz większą rolę odgrywają także automatyczna analiza obrazu oraz systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję do wykrywania zagrożeń.

– Mamy mnóstwo technologii, które umożliwiają nam ochronę granic Unii Europejskiej. Wykorzystujemy m.in. samochody MSS, które pozwalają nam noktowizyjnie obserwować najbardziej zagrożone odcinki granicy. Mamy drony, helikoptery i masę sprzętu, który pozwala nam właściwie zabezpieczyć granice UE – przekonuje Anna Skibińska.

Frontex stale analizuje rynek technologii granicznych, w tym systemy kamer, radarów i sensorów optycznych. W ubiegłym roku agencja rozpoczęła również pilotaż wykorzystania dronów taktycznych dalekiego zasięgu do obserwacji granic zewnętrznych UE. Równolegle rozwija projekty tzw. cyfrowego bliźniaka granic, czyli systemu integrującego dane satelitarne, sensory i symulacje w czasie rzeczywistym, które mają wspierać wcześniejsze wykrywanie zagrożeń i szybsze reagowanie służb granicznych.

– Staramy się wykorzystywać najnowsze technologie, na przykład sztuczną inteligencję, którą wdrażamy w działania Frontexu. To najpilniejszy projekt w naszej agencji – mówi funkcjonariuszka Frontexu.

Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej przygotowuje się także do pracy z nowymi cyfrowymi systemami zarządzania granicami UE, w tym Entry/Exit System (EES) oraz European Travel Information and Authorisation System (ETIAS). Mają one służyć automatycznej rejestracji ruchu granicznego oraz szybszej wymianie danych między służbami państw UE. EES jest w pełni operacyjny od kwietnia br., docelowo będzie rejestrował dane dotyczące wjazdów i wyjazdów obywateli państw trzecich przekraczających granice zewnętrzne strefy Schengen, zastępując tradycyjne stemple w paszportach cyfrową rejestracją przekroczeń granicy. ETIAS, czyli nowe zezwolenie na podróż dla podróżnych zwolnionych z obowiązku wizowego, umożliwiające wjazd do 30 krajów europejskich, ma zostać uruchomione w IV kwartale tego roku.

Komisja Europejska zakłada, że systemy skrócą czas odpraw granicznych, ograniczą skalę fałszerstw dokumentów i ułatwią wykrywanie osób przekraczających dozwolony czas pobytu w strefie Schengen.

Według danych Frontexu w pierwszym kwartale 2026 roku odnotowano nieco ponad 21,4 tys. przypadków nielegalnego przekroczenia granic Unii Europejskiej, o 39 proc. mniej niż rok wcześniej. Najaktywniejszym szlakiem migracyjnym pozostawał kierunek wschodniośródziemnomorski – liczba wykrytych na nim przekroczeń granic wzrosła o 11 proc. r/r. Z kolei największe spadki liczby przekroczeń odnotowano na szlaku zachodniobałkańskim i zachodnioafrykańskim.

– Granice są szczelne, niemniej jednak zawsze zdarzają się przypadki przekroczeń albo próby przekroczeń. Zdecydowanie jednak wszystkie technologie, których używamy, sprzyjają temu, aby bezpieczeństwo Unii Europejskiej było odpowiednio zabezpieczone – mówi Anna Skibińska.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/drony-i-satelity,p1971482781

Coraz więcej produktów spożywczych w opakowaniach on-the-go. Konsumenci wybierają je dla wygody

Format opakowań on-the-go coraz częściej obejmuje produkty codziennego użytku – od nabiału i napojów roślinnych po kawę i napoje funkcjonalne. Konsumenci oczekują, że opakowania te będą wygodne, poręczne, ale też bezpieczne i przyjazne środowisku. Dlatego producenci pracują nad rozwiązaniami, które łączą bezpieczeństwo żywności, ergonomię i możliwość recyklingu.

– Format on-the-go ewoluował od podstawowych elementów kategorii impulsowej, czyli przekąsek i napojów, w kierunku codziennej żywności. Do tej kategorii dołączyły produkty mleczne, napoje roślinne, kawy czy napoje funkcjonalne. To już nie tylko zmiana w kategorii, ale też zmiana całego modelu konsumpcji – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Hecht, dyrektor ds. portfolio opakowań na rynek Europy Wschodniej w Tetra Pak.

Według ekspertki wygoda stała się jednym z kluczowych kryteriów wyboru produktów. Konsumenci coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na samą zawartość opakowania, ale także na doświadczenie związane z jego użytkowaniem. Liczą się ergonomia, możliwość łatwego spożycia produktu, ponowne zamykanie, a także bezpieczeństwo żywności. Ma to związek m.in. z rosnącą popularnością aktywnego stylu życia i częstszego spożywania posiłków poza domem. Zmieniające się nawyki konsumentów wpływają na sposób projektowania opakowań. Producenci analizują dziś cały cykl ich użytkowania: od momentu zakupu, przez konsumpcję, aż po wyrzucenie opakowania.

– Bacznie obserwujemy konsumentów i ich modele użytkowania: jak kupują i korzystają z opakowania oraz w jaki sposób je wyrzucają. Biorąc pod uwagę te obserwacje, a także zmiany środowiskowe i legislacyjne, dużym wyzwaniem jest przygotowanie produktu, który będzie chętnie kupowany, spełni wymagania środowiskowe i nie będzie wymagał od konsumentów kompromisu między funkcjonalnością a ochroną środowiska – mówi przedstawicielka Tetra Pak.

Jednym z najważniejszych kierunków rozwoju branży jest projektowanie opakowań łatwiejszych do recyklingu. Do tej zmiany skłania producentów unijne prawo, a konkretnie rozporządzenie PPWR, zgodnie z którym docelowo wszystkie opakowania mają się nadawać do przetworzenia. Nie jest to jednak prosty proces, ponieważ musi uwzględniać kilka kluczowych elementów jednocześnie: nie tylko samą możliwość recyklingu, ale też np. bezpieczeństwo żywności, funkcjonalność czy wymagania związane z transportem. Dlatego, jak podkreśla Tetra Pak, istotne są tu innowacje materiałowe i technologiczne. Dotyczą one nowych struktur materiałowych, kształtów i formatów opakowań, rozwiązań opartych na surowcach odnawialnych i elementach pochodzących z recyklingu. Trzy lata temu Tetra Pak wprowadziła na rynek pierwszą na świecie barierę na bazie papieru. 

– Pracujemy nad nowymi technologiami związanymi z barierowością, zmianą struktury opakowań i zapewnieniem maksymalnego bezpieczeństwa żywności. Rozwijamy także opakowania z elementami pochodzącymi z recyklingu oraz rozwiązania na bazie trzciny cukrowej, które realnie wpływają na redukcję emisji CO2 – wskazuje Joanna Hecht. – Dla nas innowacje są najważniejszym elementem funkcjonowania. Od lat pracujemy nad rozwiązaniami, które pozwalają wprowadzać na rynek opakowania przyjazne środowisku, nadające się do recyklingu, zbudowane z materiałów pochodzenia roślinnego i jednocześnie chroniące żywność.

Znaczenie aspektów środowiskowych potwierdzają badania przeprowadzone dla Tetra Pak. Wynika z nich, że ponad 42 proc. konsumentów wybiera opakowania bardziej przyjazne środowisku, a 57 proc. badanych uważa, że oznaczenia środowiskowe na opakowaniu podnoszą wartość marki produktu.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/coraz-wiecej-produktow,p977014209