Strona główna Blog Strona 3

Możliwości obronne Europy nadal niewystarczające. USA oczekują od sojuszników większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo

0

Stany Zjednoczone dokonują przeglądu swojej obecności wojskowej w Europie. Z jednej strony pojawiły się zapowiedzi ograniczenia liczebności sił wojskowych w Niemczech,  z drugiej – wysłania do Polski dodatkowych 5 tys. żołnierzy. Jak podkreśla prof. Andrew Michta, amerykański politolog, USA oczekują od europejskich sojuszników wzięcia większej odpowiedzialności za swoją obronę i inwestycji w zbrojenia. Na razie zdolności Europy odstraszania wrogów nie są wystarczające.

– Stany Zjednoczone najprawdopodobniej nie będą zmieniać swoich relacji z krajami Europy. Będzie redukcja żołnierzy. Jedna brygada już została ogłoszona i wyjdzie z Niemiec. Pozostaje kwestia tego, gdzie zostanie przesłana. Ale uważam, że jeśli chodzi o dwustronne relacje, tu nadal w żywotnym interesie zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Europy leży, żeby kontrolować dostęp przez Atlantyk. To będzie kontynuowane – mówi agencji Newseria prof. Andrew Michta, politolog, profesor studiów strategicznych w Hamilton School na Uniwersytecie Stanu Floryda.

1 maja br. Pentagon oświadczył, że Stany Zjednoczone wycofają 5 tys. żołnierzy z baz wojskowych w Niemczech. Proces ten ma zająć od sześciu do 12 miesięcy. Rzecznik Pentagonu Sean Parnell 20 maja br. wydał oficjalne oświadczenie o zredukowaniu całkowitej liczby Brygadowych Zespołów Bojowych USA w Europie z czterech do trzech. Oznacza to powrót do stanu z 2021 roku. Według amerykańskiej administracji to efekt przeglądu obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych na kontynencie europejskim i nowych priorytetów w polityce zagranicznej. Poinformowano wówczas o tymczasowym opóźnieniu w rozmieszczeniu sił zbrojnych USA w Polsce, którą nazwano „modelowym sojusznikiem”. Następnego dnia prezydent Donald Trump zapowiedział w mediach społecznościowych wysłanie do naszego kraju dodatkowych 5 tys. żołnierzy. Agencja AP, powołując się na urzędników z amerykańskiego resortu wojny, poinformowała, że wciąż nie wiadomo, czy oznacza to przesunięcia z jednostek stacjonujących w Europie, czy dodatkową liczbę żołnierzy z USA. Ze strony polskiej padła z kolei propozycja utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce.

Rzecznik Pentagonu w swoim oświadczeniu podkreślił, że departament określi ostateczne przeznaczenie amerykańskich sił w Europie na podstawie dalszej analizy strategicznych i operacyjnych wymagań USA, a także zdolności swoich sojuszników do wkładu sił w obronę kontynentu.

Stany Zjednoczone oczekują od Europy, że się na nowo uzbroi i przejmie odpowiedzialność za konwencjonalne odstraszanie i obronę. Stany Zjednoczone dadzą oczywiście parasol nuklearny i to, co nazywamy high-end enablers, czyli wysokie technologie. Natomiast nie mogą nadal być wyłącznym trzonem sojuszu. To musi przejść w konwencjonalnej sferze na Europejczyków – uważa prof. Andrew Michta. – Europa chce, żeby Stany Zjednoczone nadal tutaj były, dlatego że przez następne 10 lat obrona i odstraszanie w Europie nie będzie funkcjonować bez sojusznika.

Jak wynika z danych Komisji Europejskiej, wydatki państw członkowskich na obronność w latach 2020–2025 wzrosły o 62,8 proc. – z 234 mld euro do 381 mld euro. Również sama UE od kilku lat podejmuje działania na rzecz zwiększenia zdolności obronnych wspólnoty europejskiej. Jednym z przykładów jest mechanizm pożyczkowy SAFE, w ramach którego 150 mld euro trafi na zakupy w przemyśle obronnym. Segment obronności ma się znaleźć wśród priorytetów nowego wieloletniego budżetu UE na lata 2028–2034.

– Europa samodzielnie ma bardzo ograniczone możliwości działania, głównie dlatego że nastąpiła redukcja zbrojeń i de facto upadek przemysłu zbrojeniowego. Zamówienia są niedostateczne i było tak przez lata. Doprowadziło to do atrofii w europejskich armiach. To trzeba odbudować, ale zajmie to sporo czasu. Amerykanie są konieczni do tego, żeby odstraszać Rosję, wspólnie z Europejczykami – zaznacza politolog.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mozliwosci-obronne,p38388827

Nauka coraz silniej oparta na współpracy międzynarodowej. Bez tego trudno o przełomy w pracy nad globalnymi wyzwaniami

0

Międzynarodowa współpraca naukowa od lat pozostaje jednym z kluczowych motorów rozwoju badań i innowacji. Złożoność globalnych wyzwań sprawia, że umiędzynarodowienie nauki jeszcze mocniej zyskuje na znaczeniu – wskazują przedstawiciele Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, która wspólnie ze swoim niemieckim odpowiednikiem od 2006 roku nagradza polsko-niemieckie badania naukowe. W tym roku laureatami Nagrody Copernicus zostali matematycy – prof. Leszek Skrzypczak i prof. Dorothee Haroske, których wspólna praca przekłada się na rozwój nowych metod i narzędzi w analizie matematycznej.

Nauka nigdy nie powstaje w jednym kraju, mieście czy laboratorium. Obecnie dotyczy spraw tak złożonych, że wymagają one ścisłej współpracy. Izolując się, ograniczamy swoje możliwości. Tylko i wyłącznie współpracując z innymi krajami i naukowcami na całym świecie, jesteśmy w stanie osiągnąć sukces czy przełom – mówi agencji Newseria prof. Krzysztof Pyrć, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. – Możemy zapytać o to, co Polska zyskuje dzięki współpracy międzynarodowej w nauce. Współpraca międzynarodowa jest podwaliną wielu rodzajów dyplomacji, zresztą funkcjonuje termin „dyplomacja naukowa”, dlatego że ona buduje relacje zarówno technologiczne, jak i interpersonalne, które później są znacznie trwalsze niż jakakolwiek umowa.

Zgodnie z opublikowanym w maju br. raportem Komisji Europejskiej „Europejskie ramy dla dyplomacji naukowej”, współtworzonego przez 130 ekspertów z dziedziny nauki i dyplomacji, nauka i technologia w coraz większym stopniu stają się walutą geopolityczną, przez co dyplomacja naukowa może się przyczynić do wzmocnienia konkurencyjności Europy i maksymalizacji jej potencjału badawczego i innowacyjnego. Autorzy raportu podkreślają, że tylko wspólny wysiłek pomoże Unii rywalizować z bardziej asertywnymi potęgami gospodarczymi i naukowymi. Dlatego kluczowe znaczenie ma zaangażowanie i wspieranie podmiotów europejskiej dyplomacji naukowej, do których należą głównie naukowcy, dyplomaci, ale też biznes. Raport zawiera rekomendacje, które zwiększą widoczność i rolę dyplomacji naukowej.

– Międzynarodowa współpraca w dziedzinie nauki i badań ma ogromne znaczenie. Chciałabym powiedzieć, że jest to ważniejsze niż kiedykolwiek na kilku płaszczyznach. Jedną z nich jest fakt, że mamy tak wiele globalnych zagadnień badawczych, które wymagają uwagi i odpowiedzi. Można to osiągnąć jedynie w kontekście międzynarodowym i poprzez współpracę. To na przykład utrata bioróżnorodności, zmiany klimatyczne, a także kwestie odpowiedzialności społecznej czy migracji – uważa prof. Katja Becker, prezeska stowarzyszenia Deutsche Forschungsgemeinschaft (DFG), największej w Niemczech organizacji finansującej badania naukowe.

Niemcy są jednym z kluczowych partnerów Polski w zakresie badań naukowych, innowacji i wymiany akademickiej. We współpracę zaangażowanych jest wiele instytucji reprezentujących polski sektor badań i szkolnictwa wyższego. Na poziomie rządowym współpraca jest rozwijana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz agencje wspierające badania naukowe i wymianę akademicką. 

– Polska i Niemcy są też bardzo silnymi partnerami w kontekście europejskim. Współpraca międzynarodowa zdecydowanie się przyczynia do zbliżenia i wzmocnienia europejskiej przestrzeni badawczej jako całości – podkreśla prof. Katja Becker. – Jest też wymiar współpracy dwustronnej między naszymi krajami, który jest bardzo silny. Oznacza to, że zainteresowanie współpracą wśród  naukowców w Polsce i Niemczech jest bardzo duże, a badania są doskonałe.

– Dwadzieścia lat temu Fundacja na rzecz Nauki Polskiej zdecydowała się rozpocząć przyznawanie Nagrody Copernicus wybitnym naukowcom z Polski i Niemiec, którzy ze sobą współpracują. W ten sposób chcieliśmy uhonorować z jednej strony doskonałą naukę, realizowaną pomiędzy krajami, ale również zbliżyć do siebie naukowców, żeby współpraca była jeszcze efektywniejsza. Nagroda Copernicus tylko w niewielkim stopniu finansuje badania, które laureaci prowadzą, a raczej ma zachęcać do współpracy – wyjaśnia prezes FNP.

Polsko-Niemiecka Nagroda Naukowa Copernicus jest przyznawana przez DFG i FNP za wybitne osiągnięcia naukowe będące owocem współpracy niemiecko-polskiej w dowolnej dziedzinie nauki, w tym w obszarze nauk humanistycznych i społecznych. Ośmioosobowe jury, w skład którego wchodzą naukowcy z obu państw, w tym roku doceniło prof. Leszka Skrzypczaka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i prof. Dorothee Haroske z Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie za ich wspólną pracę naukową w dziedzinie analizy matematycznej i równań różniczkowych cząstkowych.

– Współpracuję z moim kolegą z Poznania już od ponad 20 lat i jest ku temu kilka powodów. Oboje bardzo lubimy tę dziedzinę matematyki, jaką jest analiza matematyczna, a także mamy podobne podejście do tego zagadnienia: pytamy o szczegóły, udzielamy precyzyjnych odpowiedzi na argumenty, zastanawiamy się, jak je przekształcić – podkreśla prof. Dorothee Haroske, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Naukowej Copernicus 2026.

Najważniejszym osiągnięciem naukowców jest stworzenie wspólnego języka dla różnych dziedzin zaawansowanej matematyki. Ich współpraca pozwoliła uporządkować wiedzę o tzw. przestrzeniach funkcyjnych. Można je sobie wyobrazić jako wielkie cyfrowe mapy, na których matematycy nanoszą informacje o tym, jak zmieniają się dźwięki, obrazy czy zjawiska fizyczne.

Wiele zjawisk otaczającego nas świata, takie jak rozchodzenie się światła i dźwięku czy przepływ wody, można opisać za pomocą równań matematyki. To są jakby instrukcje, które mówią nam, jak te procesy się toczą. Można to porównać z obserwowaniem ptaków. My nie szukamy konkretnych rozwiązań, nie interesujemy się konkretnym osobnikiem. Interesują nas cechy całego gatunku, własności wszelkich możliwych rozwiązań, na ile one są gładkie i regularne. Wiedza o tym pozwala nam powiedzieć coś o procesach, które te równania opisują: czy są stabilne, niestabilne, chaotyczne, czy uporządkowane – wyjaśnia prof. Leszek Skrzypczak, laureat Polsko-Niemieckiej Nagrody Naukowej Copernicus 2026.

Jury szczególnie doceniło sposób, w jaki badacze opisali działanie transformacji Fouriera, która rozkłada skomplikowane dane na proste, pojedyncze elementy. Dzięki odkryciu naukowców dokładnie wiadomo, kiedy to narzędzie zachowuje się w sposób przewidywalny i bezbłędny, nawet gdy pracuje się nad bardzo złożonymi problemami.

Pomyślmy o drgającej strunie np. w gitarze czy skrzypcach. Istnieją fizyczne modele opisujące to zjawisko – wyjaśnia prof. Dorothee Haroske. – Możemy myśleć jak matematyk i wyobrazić sobie, że mamy tylko masę całej struny rozłożoną w bardzo rzadki sposób, a potem możemy zapytać: jak by to brzmiało?”. Oczywiście nikt nie może naprawdę udowodnić ani obalić, że tak jest, ponieważ jest to czysto matematyczne, ale ma to związek z równaniem falowym, równaniem ciepła. To właśnie robimy.

Wypracowane przez badaczy modele, choć mają charakter teoretyczny, mogą mieć istotny wpływ na współczesną inżynierię. Mogą znaleźć zastosowanie w optymalizacji wielu procesów: od zaawansowanego przetwarzania obrazów i dźwięku (np. w technologiach kompresji i medycynie obrazowej), przez symulacje numeryczne stosowane w budownictwie, aż po modele stochastyczne wykorzystywane w prognozowaniu rynków finansowych i zmian klimatycznych. 

Współpraca prof. Haroske i prof. Skrzypczaka rozpoczęła się w 2006 roku. Do tej pory zaowocowała serią ponad 30 wspólnych publikacji w prestiżowych czasopismach matematycznych oraz wieloma wspólnie organizowanymi naukowymi konferencjami tematycznymi. 

Otrzymanie Nagrody Copernicus to wielki zaszczyt. Byłem bardzo zaskoczony, otrzymując wiadomość, że zostałem jej laureatem. Nie będę ukrywał, że to też była wielka radość. Nagroda w większości jest subsydium badawczym, dlatego mam nadzieję, że pozwoli nam kontynuować nasze badania z prof. Haroske oraz wciągnąć w nasz program badawczy młodych naukowców – zaznacza prof. Leszek Skrzypczak.

– Ponownie mamy dwóch fantastycznych laureatów Nagrody Copernicus. W tym roku są to znakomici matematycy, którzy pracują na światowym poziomie w swojej dziedzinie, jaką jest analiza oraz równania różniczkowe cząstkowe – wyjaśnia prof. Katja Becker.

Nagroda wynosi 200 tys. euro, po 100 tys. euro dla każdego z laureatów. Konkurs organizowany jest co dwa lata od 2006 roku. Wśród laureatów poprzednich edycji znaleźli się naukowcy, którzy zajmowali się m.in. badaniem planet pozasłonecznych, funkcjonowania mitochondriów czy niedokrwiennej choroby serca. 

– W ciągu ostatnich 20 lat Nagroda Copernicus wyróżniła współpracę pomiędzy polskimi i niemieckimi badaczami w bardzo różnych dziedzinach: od biologii, poprzez fizykę, aż po matematykę, która w tym roku została nagrodzona pierwszy raz w historii nagrody. Laureaci prowadzą badania, które można zaklasyfikować jako podstawowe, ale które są przełomowe i zmieniają wszechświat – tłumaczy prof. Krzysztof Pyrć.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nauka-coraz-silniej-oparta,p1545248773

Trwa duży program modernizacji Marynarki Wojennej RP. Rośnie zaangażowanie polskiego przemysłu

0

Wzmocnienie ochrony infrastruktury strategicznej na Bałtyku oraz bezpieczeństwa morskich szlaków komunikacyjnych należą do najważniejszych priorytetów Marynarki Wojennej. Realizowane na jej potrzeby programy mają odbudować jej zdolności bojowe. Prowadzony proces modernizacji to nie tylko szansa na wzmocnienie bezpieczeństwa kraju od północy, lecz również impuls dla polskiego przemysłu stoczniowego. Polska Grupa Zbrojeniowa zapowiada, że po realizacji programu fregat Miecznik i okrętu Ratownik jest gotowa budować kolejne jednostki dla Marynarki Wojennej.

 Bałtyk jest dziś bardzo istotnym akwenem, a naszym priorytetem jest zabezpieczenie infrastruktury krytycznej i energetycznej na morzu. Energetyka z południa Polski przenosi się na północ, to dla nas bardzo ważne, dlatego powiedziałbym, że bezpieczny Bałtyk to bezpieczna Polska – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria wiceadmirał Krzysztof Jaworski, dowódca Centrum Operacji Morskich – Dowództwo Komponentu Morskiego.

W ostatnich latach na Bałtyku dochodziło do uszkodzeń podmorskich kabli energetycznych i telekomunikacyjnych, m.in. między Finlandią, Estonią i Szwecją. Dlatego coraz większą wagę państwa NATO przywiązują do zabezpieczeń na wypadek takich zdarzeń. Ma to szczególne znaczenie także dla Polski, ponieważ w naszej części morza i na Wybrzeżu powstają kolejne elementy infrastruktury energetycznej, w tym elektrownia jądrowa, morskie farmy wiatrowe, gazociągi, terminale oraz podmorskie kable przesyłowe, które w razie kryzysu lub konfliktu mogą się stać celem sabotażu albo ataków hybrydowych.

– Infrastruktura krytyczna to energetyka, która jest niezbędna do funkcjonowania państwa, ale również linie komunikacyjne, czyli trzeba zapewnić bezpieczeństwo pływania jednostek handlowych dostarczających towary i wojsko, które jest potrzebne również w przypadku konfliktu – tłumaczy wadm. Krzysztof Jaworski.

Sprawdzeniu gotowości reagowania na kryzysy w regionie służą manewry BALTOPS, których kolejna, 55. edycja, odbędzie się między 4 a 19 czerwca. Siły sojusznicze NATO ćwiczą m.in. wykrywanie okrętów podwodnych, oczyszczanie szlaków żeglugowych z min czy odpieranie ataków jednostek nawodnych, samolotów i dronów. W ćwiczeniach uczestniczą okręty, lotnictwo i wojska specjalne z kilkunastu państw NATO. Manewry służą sprawdzeniu interoperacyjności wojsk sojuszniczych.

Ochrona szlaków komunikacyjnych i obiektów o znaczeniu strategicznym stała się jednym z głównych zadań marynarek wojennych państw NATO na Bałtyku. Jak podkreśla polskie dowództwo, to stawia przed nami wyzwania w zakresie dostosowania zdolności bojowych.

– Mamy niszczyciele min, nieco stare fregaty, ale czekamy na nowe, bo Mieczniki są już w drodze. Palącą potrzebą są okręty podwodne, niezbędne między innymi do zabezpieczenia infrastruktury krytycznej, ale niedługo będą trzy okręty, które zabezpieczą to działanie – mówi dowódca Centrum Operacji Morskich.

Znaczenie okrętów podwodnych dla działań na Bałtyku wzrosło wraz z rozbudową rosyjskich systemów rakietowych i rozpoznawczych w obwodzie królewieckim. Chodzi m.in. o systemy przeciwlotnicze i przeciwokrętowe, które utrudniają działanie jednostek nawodnych w części akwenu. Polska posiada we flocie jeden okręt podwodny – ORP Orzeł. W ramach programu Orka rząd zamierza pozyskać trzy nowe jednostki. W ubiegłym roku zdecydował o wyborze oferty Szwecji i trwają negocjacje umowy.

Okręt podwodny jest niesamowicie uniwersalną platformą. Dzięki swojej skrytości może działać nawet w obliczu tzw. bańki antydostępowej, którą Rosjanie zafundowali nam z obwodu królewieckiego – mają systemy, które nie pozwalają użyć okrętów nawodnych, więc okręty podwodne doskonale się nadają do tego, by można było rozpocząć poważne działania – mówi wadm. Krzysztof Jaworski. – Jeden okręt podwodny angażuje niesamowite liczby okrętów nawodnych, czyli jedna jednostka również jest w stanie dużo zdziałać.

Poza programem Orka dla Marynarki Wojennej RP realizowane są także programy Miecznik, który zakłada budowę trzech fregat wielozadaniowych: ORP Wicher, ORP Burza i ORP Huragan, czy Ratownik, obejmujący budowę nowego okrętu ratowniczego. Jednostki te powstają w PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni.

– Marynarka Wojenna RP potrzebowała modernizacji i ona od wielu lat już się toczy. W 2017 roku Polska Grupa Zbrojeniowa przejęła Stocznię Marynarki Wojennej. Dzisiaj PGZ Stocznia Wojenna z upadającego przedsiębiorstwa stała się jedną z najnowocześniejszych stoczni w basenie Morza Bałtyckiego. Budujemy cztery jednostki jednocześnie: trzy fregaty rakietowe pod kryptonimem Miecznik i okręt Ratownik. To ogromne wyzwanie produkcyjne i logistyczne dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej i ponad 100 firm, które z nami współpracują – podkreśla Jan Grabowski, wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Według MON fregaty mają odpowiadać m.in. za ochronę szlaków komunikacyjnych, obronę przeciwlotniczą, a także zwalczanie okrętów nawodnych i podwodnych. Jednostki będą wykorzystywane również do osłony infrastruktury krytycznej, w tym farm wiatrowych, gazociągów i morskich połączeń przesyłowych.

Pod koniec kwietnia br. PGZ informowała o rozpoczęciu budowy trzeciego okrętu – ORP Huragan, co otworzyło ostatni etap realizacji programu Miecznik. Wicher ma zostać zwodowany w sierpniu tego roku, a Burza jest na etapie budowy sekcji kadłuba. Spółka podkreśla, że budowa fregat to przedsięwzięcie angażujące dziesiątki dostawców z całego świata, ale wiele z nich to krajowe podmioty.

 To polscy inżynierowie budują te okręty w polskiej stoczni. One są budowane na licencji z Wielkiej Brytanii, a oryginalny projekt Miecznika pochodzi z Danii, natomiast to jest polski produkt. Powstaje w Polsce z partnerami z zagranicy, którzy zawsze z nami będą, bo na przykład system zarządzania walką na Mieczniku dostarczany jest przez firmę Thales. W Polsce takich zdolności nie ma. Dlatego dobrze jest współpracować, bo synergia przemysłów buduje nasze wspólne bezpieczeństwo – wskazuje Jan Grabowski. – Rakiety CAMM, w które uzbrojone będą fregaty Miecznik, będą produkowane w Polsce na bazie współpracy z MBDA.

Od listopada 2025 roku w gdyńskiej stoczni trwa także budowa okrętu ratowniczego Ratownik. PGZ Stocznia Wojenna współpracuje również przy tym projekcie z innymi krajowymi podmiotami, m.in. Stocznią Szczecińską „Wulkan”, która wykona blok dziobowy okrętu.

– W najbliższych latach Marynarka Wojenna będzie potrzebowała 15 jednostek. Polska Grupa Zbrojeniowa jest gotowa na to, aby je zbudować i dostarczyć w terminie – zapewnia wiceprezes PGZ.

W ramach modernizacji Marynarki Wojennej RP trwa także budowa kolejnych niszczycieli min typu Kormoran II oraz okrętów rozpoznania radioelektronicznego Delfin. 28 maja 2026 roku Agencja Uzbrojenia zawarła ze Stocznią Remontową Shipbuilding umowę na pozyskanie dwóch okrętów hydrograficznych finansowanych ze środków SAFE. Będą to specjalistyczne jednostki wsparcia służące do pozyskiwania, gromadzenia i przetwarzania danych geoprzestrzennych na potrzeby Sił Zbrojnych RP.

– Flota, którą mamy zaplanowaną i którą konsekwentnie przemysł realizuje, to jest flota zbilansowana, która zapewni bezpieczeństwo Polski – ocenia wadm. Krzysztof Jaworski.

Marynarka Wojenna coraz mocniej stawia na rozwój systemów bezzałogowych, choć jak podkreślono w trakcie panelu podczas Defence24 Days, z powodzeniem są one stosowane już od wielu lat.

– Systemy bezzałogowe nie zastąpią załogowych okrętów nawodnych. Jest to system uzupełniający. Marynarka ma już wieloletnie doświadczenia, głównie mówimy o bezzałogowcach używanych w wojnie przeciwminowej, które monitorują przestrzeń podwodną i niszczą miny. Dodatkowo w tej chwili idziemy w kierunku rozpoznania, czyli bezzałogowych środków, które nie tylko są na wodzie, ale również w powietrzu, i które będą mogły wykonywać działania uderzeniowe – wskazuje wadm. Krzysztof Jaworski. – Spektrum jest szerokie. Chyba nie ma zadania, którego nie można przypisać bezzałogowcom, i w tym kierunku będziemy iść. Ale będzie to uzupełnienie środków załogowych okrętowych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/trwa-duzy-program,p545589694

Drony i satelity wspierają ochronę granic UE. Frontex coraz szerzej korzysta z nowych technologii

0

Dane satelitarne przekazywane w czasie rzeczywistym, drony i systemy sztucznej inteligencji są coraz częściej wykorzystywane do ochrony granic zewnętrznych Unii Europejskiej. Frontex rozwija technologie monitorowania i nadzoru granic oraz przygotowuje wdrożenie nowych cyfrowych systemów zarządzania ruchem granicznym, takich jak EES i ETIAS. Według danych agencji za pierwszy kwartał 2026 roku liczba nielegalnych przekroczeń granic UE spadła o 39 proc. w ciągu roku.

Technologie satelitarne wykorzystywane są przez Frontex w dużym zakresie. Mamy specjalny program EUROSUR, który pomaga w mapowaniu każdego zakątka granicy i przekazywaniu danych satelitarnych naszym oficerom. Te wszystkie mapy przekazywane są w czasie rzeczywistym, dzięki czemu możemy działać z odpowiednim wyprzedzeniem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Anna Skibińska, funkcjonariuszka Stałego Korpusu w Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej Frontex.

Z opublikowanego pod koniec 2025 roku raportu „Earth Observation for Border Management” przygotowanego przez Frontex wynika, że technologie obserwacji Ziemi mają coraz większe znaczenie dla ochrony granic UE. Agencja wskazuje, że dane satelitarne programu Copernicus mogą wspierać wykrywanie nielegalnych przekroczeń granic, monitorować szlaki migracyjne, działania poszukiwawczo-ratownicze oraz identyfikować aktywności związane z przestępczością transgraniczną. Coraz większą rolę odgrywają także automatyczna analiza obrazu oraz systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję do wykrywania zagrożeń.

– Mamy mnóstwo technologii, które umożliwiają nam ochronę granic Unii Europejskiej. Wykorzystujemy m.in. samochody MSS, które pozwalają nam noktowizyjnie obserwować najbardziej zagrożone odcinki granicy. Mamy drony, helikoptery i masę sprzętu, który pozwala nam właściwie zabezpieczyć granice UE – przekonuje Anna Skibińska.

Frontex stale analizuje rynek technologii granicznych, w tym systemy kamer, radarów i sensorów optycznych. W ubiegłym roku agencja rozpoczęła również pilotaż wykorzystania dronów taktycznych dalekiego zasięgu do obserwacji granic zewnętrznych UE. Równolegle rozwija projekty tzw. cyfrowego bliźniaka granic, czyli systemu integrującego dane satelitarne, sensory i symulacje w czasie rzeczywistym, które mają wspierać wcześniejsze wykrywanie zagrożeń i szybsze reagowanie służb granicznych.

– Staramy się wykorzystywać najnowsze technologie, na przykład sztuczną inteligencję, którą wdrażamy w działania Frontexu. To najpilniejszy projekt w naszej agencji – mówi funkcjonariuszka Frontexu.

Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej przygotowuje się także do pracy z nowymi cyfrowymi systemami zarządzania granicami UE, w tym Entry/Exit System (EES) oraz European Travel Information and Authorisation System (ETIAS). Mają one służyć automatycznej rejestracji ruchu granicznego oraz szybszej wymianie danych między służbami państw UE. EES jest w pełni operacyjny od kwietnia br., docelowo będzie rejestrował dane dotyczące wjazdów i wyjazdów obywateli państw trzecich przekraczających granice zewnętrzne strefy Schengen, zastępując tradycyjne stemple w paszportach cyfrową rejestracją przekroczeń granicy. ETIAS, czyli nowe zezwolenie na podróż dla podróżnych zwolnionych z obowiązku wizowego, umożliwiające wjazd do 30 krajów europejskich, ma zostać uruchomione w IV kwartale tego roku.

Komisja Europejska zakłada, że systemy skrócą czas odpraw granicznych, ograniczą skalę fałszerstw dokumentów i ułatwią wykrywanie osób przekraczających dozwolony czas pobytu w strefie Schengen.

Według danych Frontexu w pierwszym kwartale 2026 roku odnotowano nieco ponad 21,4 tys. przypadków nielegalnego przekroczenia granic Unii Europejskiej, o 39 proc. mniej niż rok wcześniej. Najaktywniejszym szlakiem migracyjnym pozostawał kierunek wschodniośródziemnomorski – liczba wykrytych na nim przekroczeń granic wzrosła o 11 proc. r/r. Z kolei największe spadki liczby przekroczeń odnotowano na szlaku zachodniobałkańskim i zachodnioafrykańskim.

– Granice są szczelne, niemniej jednak zawsze zdarzają się przypadki przekroczeń albo próby przekroczeń. Zdecydowanie jednak wszystkie technologie, których używamy, sprzyjają temu, aby bezpieczeństwo Unii Europejskiej było odpowiednio zabezpieczone – mówi Anna Skibińska.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/drony-i-satelity,p1971482781

Coraz więcej produktów spożywczych w opakowaniach on-the-go. Konsumenci wybierają je dla wygody

0

Format opakowań on-the-go coraz częściej obejmuje produkty codziennego użytku – od nabiału i napojów roślinnych po kawę i napoje funkcjonalne. Konsumenci oczekują, że opakowania te będą wygodne, poręczne, ale też bezpieczne i przyjazne środowisku. Dlatego producenci pracują nad rozwiązaniami, które łączą bezpieczeństwo żywności, ergonomię i możliwość recyklingu.

 Format on-the-go ewoluował od podstawowych elementów kategorii impulsowej, czyli przekąsek i napojów, w kierunku codziennej żywności. Do tej kategorii dołączyły produkty mleczne, napoje roślinne, kawy czy napoje funkcjonalne. To już nie tylko zmiana w kategorii, ale też zmiana całego modelu konsumpcji – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Hecht, dyrektor ds. portfolio opakowań na rynek Europy Wschodniej w Tetra Pak.

Według ekspertki wygoda stała się jednym z kluczowych kryteriów wyboru produktów. Konsumenci coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na samą zawartość opakowania, ale także na doświadczenie związane z jego użytkowaniem. Liczą się ergonomia, możliwość łatwego spożycia produktu, ponowne zamykanie, a także bezpieczeństwo żywności. Ma to związek m.in. z rosnącą popularnością aktywnego stylu życia i częstszego spożywania posiłków poza domem. Zmieniające się nawyki konsumentów wpływają na sposób projektowania opakowań. Producenci analizują dziś cały cykl ich użytkowania: od momentu zakupu, przez konsumpcję, aż po wyrzucenie opakowania.

 Bacznie obserwujemy konsumentów i ich modele użytkowania: jak kupują i korzystają z opakowania oraz w jaki sposób je wyrzucają. Biorąc pod uwagę te obserwacje, a także zmiany środowiskowe i legislacyjne, dużym wyzwaniem jest przygotowanie produktu, który będzie chętnie kupowany, spełni wymagania środowiskowe i nie będzie wymagał od konsumentów kompromisu między funkcjonalnością a ochroną środowiska – mówi przedstawicielka Tetra Pak.

Jednym z najważniejszych kierunków rozwoju branży jest projektowanie opakowań łatwiejszych do recyklingu. Do tej zmiany skłania producentów unijne prawo, a konkretnie rozporządzenie PPWR, zgodnie z którym docelowo wszystkie opakowania mają się nadawać do przetworzenia. Nie jest to jednak prosty proces, ponieważ musi uwzględniać kilka kluczowych elementów jednocześnie: nie tylko samą możliwość recyklingu, ale też np. bezpieczeństwo żywności, funkcjonalność czy wymagania związane z transportem. Dlatego, jak podkreśla Tetra Pak, istotne są tu innowacje materiałowe i technologiczne. Dotyczą one nowych struktur materiałowych, kształtów i formatów opakowań, rozwiązań opartych na surowcach odnawialnych i elementach pochodzących z recyklingu. Trzy lata temu Tetra Pak wprowadziła na rynek pierwszą na świecie barierę na bazie papieru. 

– Pracujemy nad nowymi technologiami związanymi z barierowością, zmianą struktury opakowań i zapewnieniem maksymalnego bezpieczeństwa żywności. Rozwijamy także opakowania z elementami pochodzącymi z recyklingu oraz rozwiązania na bazie trzciny cukrowej, które realnie wpływają na redukcję emisji CO2 – wskazuje Joanna Hecht. – Dla nas innowacje są najważniejszym elementem funkcjonowania. Od lat pracujemy nad rozwiązaniami, które pozwalają wprowadzać na rynek opakowania przyjazne środowisku, nadające się do recyklingu, zbudowane z materiałów pochodzenia roślinnego i jednocześnie chroniące żywność.

Znaczenie aspektów środowiskowych potwierdzają badania przeprowadzone dla Tetra Pak. Wynika z nich, że ponad 42 proc. konsumentów wybiera opakowania bardziej przyjazne środowisku, a 57 proc. badanych uważa, że oznaczenia środowiskowe na opakowaniu podnoszą wartość marki produktu.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/coraz-wiecej-produktow,p977014209

Gdańsk z nowym centrum logistyczno-magazynowym. Strategiczna lokalizacja dla obsługi regionu i Europy

0

Nowy obiekt logistyczno-magazynowy uruchomiono w Gdańsku przy ul. Azymutalnej. Hub, zlokalizowany w bliskim sąsiedztwie lotniska i autostrady A1, rozszerza dotychczasową infrastrukturę magazynową Grupy Klima-Therm. Obiekt ma pozwolić m.in. na sprawniejszą kompletację i wysyłkę zamówień oraz nawet pięciokrotnie zwiększyć przepustowość operacyjną. Jak podkreślają przedstawiciele spółki, wspiera on też transformację Pomorza w miejsce przyciągające nowoczesny biznes i inwestycje oparte na nowych technologiach.

– Azymutalna Hub to dla nas najlepsze miejsce do przeprowadzenia dystrybucji od Skandynawii po Bałkany. Przewidujemy, że to miejsce będzie dalej rozwijane pomiędzy obiema obwodnicami Trójmiasta, z bliską dostępnością do portu, jak również świetną komunikacją dla biznesu i pracowników – mówi agencji Newseria Daniel Jaśkiewicz, prezes Grupy Klima-Therm, zajmującej się dystrybucją oraz produkcją urządzeń HVAC – systemów do ogrzewania, klimatyzowania i wentylowania pomieszczeń.

Nowy obiekt powstał niecały kilometr od Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy, 4 km od obwodnicy Trójmiasta i 21 km od Baltic Hub, czyli terminalu kontenerowego w Porcie Gdańsk. Magazyn o powierzchni operacyjnej ponad 21,4 tys. mkw. został zaprojektowany z myślą o rozwiązaniach HVAC i systemach OZE pochodzących z portfolio grupy. Został wyposażony w 50 bram dokowych.

– Hub Azymutalna zwiększa przepustowość Klima-Thermu cztero-, a nawet pięciokrotnie. Poprawia komfort pracy oraz dostępność doków dla kontenerów, które często docierają do nas także na drugiej i trzeciej zmianie. Dzięki temu możemy każdego dnia obsługiwać znacznie więcej wysyłek kontenerowych, samochodowych i paletowych​ – tłumaczy Daniel Jaśkiewicz.

Grupa dywersyfikuje źródła przychodów między krajowy segment projektów wielkopowierzchniowych, rozwiązań do zastosowań domowych oraz sieć zagranicznych dystrybutorów. Eksport odpowiada za prawie 40 proc. przychodów, więc sprawna logistyka pozostaje kluczowa dla rentowności biznesu. Nowy obiekt ma zwiększyć dostępność asortymentu i znacząco skrócić czas realizacji dostaw. Firma podkreśla, że to wzmocni jej odporność na sezonowość w branży i wahania popytu w ciągu roku. Zwraca także uwagę na ekologiczny i energooszczędny aspekt nowej inwestycji, wskazując, że elektryfikacja ogrzewnictwa dotyczy już nie tylko budownictwa mieszkaniowego, ale staje się nowym standardem dla nowoczesnej logistyki i przemysłu.

– Azymutalna Hub wiąże się ze wzrostem zatrudnienia o 30–40 pracowników, a sezonowo będzie ich nawet więcej. Zbudowaliśmy zaplecze, które pozwala nam bezpiecznie skalować działalność i sprawniej obsługiwać coraz większą liczbę zamówień z Polski oraz z rynków zagranicznych  zapowiada prezes Klima-Therm.

Zwieńczeniem inwestycji będzie zakończenie drugiego etapu budowy, czyli części socjalno-biurowej. Docelowo będzie ona nową siedzibą grupy.

Klima-Therm w ciągu 30 lat swojej działalności z lokalnego operatora stała się międzynarodową grupą kilku powiązanych kapitałowo spółek o profilu produkcyjnym i dystrybucyjnym. Dziś realizuje działalność biznesową na rynku polskim, ale również m.in. w Skandynawii, krajach nadbałtyckich, Niemczech, a poza Europą także w Stanach Zjednoczonych. Jedno z centrów dystrybucyjnych firmy znajduje się w Partille koło Göteborga w Szwecji.

– Rozbudowujemy je o kolejne 3 tys. mkw. Otwieramy ponadto spółkę w Rumunii, gdzie będziemy dystrybuować produkty z wynajętych magazynów. Doświadczenia zarówno z Partille, jak i z Gdańska chcemy wykorzystać jako wzorzec dla dalszego rozwoju zaplecza logistycznego i dystrybucyjnego na rynkach zagranicznych – mówi Daniel Jaśkiewicz. – Klima-Therm posiada siedem spółek w sześciu krajach i rozwija się dynamicznie.

W 2020 roku obroty Grupy Klima-Therm wyniosły 438 mln zł, a w rekordowym 2022 roku sięgnęły 959 mln zł. Po okresie rynkowej korekty grupa wróciła na ścieżkę wzrostu – w 2025 roku osiągnęła 636 mln zł przychodów (+9 proc. r/r), a prognoza na 2026 rok zakłada dalszy wzrost do 734 mln zł, czyli o 15 proc. r/r.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/gdask-z-nowym-centrum,p2079299017

Polska stolarka rośnie w siłę na świecie. Branżę napędza segment premium i smart home

0

Spowolnienie na rynku budowlanym nie zatrzymało eksportu polskiej stolarki budowlanej. Producenci umacniają swoją pozycję na zagranicznych rynkach, ale liczą na stopniowe odbicie w Polsce. Branżę napędza dziś segment premium obejmujący duże przeszklenia. W kolejnych latach wzrostom sprzedaży mogą sprzyjać nasilone inwestycje w efektywność energetyczną budynków oraz coraz większa automatyzacja systemów domowych związana z rozwojem smart home.

– Pozycja polskiej stolarki w Europie i na świecie rośnie coraz bardziej. Staramy się dostarczać produkty na cały świat – do Ameryki, krajów arabskich, również do Chin – mówi agencji Newseria Ryszard Florek, współzałożyciel i prezes Fakro, producenta okien dachowych.

 Polskie firmy bez eksportu pewnie nie urosłyby do takiej skali, zwłaszcza w branży stolarki otworowej, gdzie przecież jesteśmy liderem eksportu, tuż po Chinach. Eksport jest już więc w naszym DNA od wielu lat. Sprzyjały temu różne programy renowacyjne realizowane we Włoszech, Francji czy w Niemczech, ale nie są też obce naszej branży dalsze rynki. Polskie produkty z naszej branży są dzisiaj wszędzie – ocenia Marcin Strzelec, dyrektor odpowiedzialny za rozwój produktu oraz centrum szkoleniowe w firmie Wiśniowski, producenta bram, okien, drzwi i ogrodzeń.

Polska pozostaje drugim największym eksporterem stolarki otworowej na świecie, po Chinach, i pierwszym w Unii Europejskiej. Jak wskazuje raport ASM Research Solutions Strategy, w 2024 roku łączna wartość eksportu okien i drzwi (PCV, drewno, stal, aluminium) osiągnęła 3,9 mld euro, co stanowiło jedną trzecią europejskiego eksportu oraz 18,5 proc. światowego. Stolarka otworowa stała się jedną z wizytówek polskiego przemysłu. Polska umacnia swoją pozycję mimo słabszej koniunktury zarówno na krajowym rynku, jak i za granicą.

Produkcja schodów, okien, drzwi, elementów konstrukcyjnych czy zabudów meblowych jest ściśle powiązana z kondycją rynku mieszkaniowego oraz wydatkami gospodarstw domowych. Dane BIG InfoMonitor pokazują, że sektor wyrobów stolarskich i ciesielskich nadal odczuwa skutki słabszej koniunktury w budownictwie. Na koniec stycznia 2026 roku zaległe zobowiązania firm z tego segmentu przekraczały 155 mln zł. Według danych GUS w I kwartale 2026 roku oddano do użytkowania 45,2 tys. mieszkań, o 1,4 proc. mniej niż rok wcześniej. Spadła również liczba nowych inwestycji mieszkaniowych i mieszkań, których budowę rozpoczęto.

 Niestety spowolnienia nie mamy jeszcze za sobą. W zasadzie od 2024 roku cały czas branża wyczekuje zwiększonej dynamiki, niestety początek roku tego nie pokazał, może też trochę przez warunki atmosferyczne. Prognozy są dość optymistyczne – jeżeli ożywienie nastąpi, będzie raczej powolne i na to się trzeba nastawić – podkreśla Marcin Strzelec.

Jakość polskiej stolarki jest jedną z najlepszych na świecie, stąd staramy się walczyć o klienta premium na świecie i idzie to w dobrym kierunku – mówi Ryszard Florek.

Firmy z branży wskazują, że mimo ogólnego spowolnienia segment premium cały czas rośnie. Chodzi o rozwiązania projektowane pod nowoczesne budownictwo jednorodzinne, rezydencyjne czy hotelowe. Producenci obserwują wzrost popytu na duże przeszklenia, systemy osłonowe i rozwiązania poprawiające komfort cieplny budynków.

– Mamy bardzo niszowy segment rynku związany z rezydencjami ze średniej i górnej półki. Te inwestycje mogą spowalniać, ale się nie zatrzymują – mówi Krzysztof Brymora, dyrektor generalny i członek zarządu Centor Europe, firmy specjalizującej się w projektowaniu i produkcji systemów screen, moskitier czy okuć do stolarki. – W Polsce widzimy około 25-proc. wzrost popytu na nasze produkty, a w Europie nawet do 40 proc. rok do roku.

Jak podkreśla, wynika to z tego, że rośnie zainteresowanie wielkoformatowymi przeszkleniami, co z kolei zwiększa znaczenie osłon przeciwsłonecznych, systemów wentylacji i inteligentnego sterowania energią w budynkach.

– Możemy teraz robić przeszklenia i moskitiery do 4 m wysokości i 9 m szerokości, a firmy pytają o jeszcze większe. Gdy jest więcej szkła, to jest problem z wentylacją i słońcem. Tutaj są wyzwania i trendy, bo musimy mieć teraz większe, ale też trwalsze rozwiązania – tłumaczy Krzysztof Brymora.

Branża liczy na wzrost inwestycji związanych z wymaganą poprawą efektywności energetycznej budynków. Trwają prace nad nowymi warunkami technicznymi dla budynków oraz wdrażaniem unijnej dyrektywy EPBD, która ma przyspieszyć tempo termomodernizacji w państwach UE. Programy takie jak Czyste Powietrze oraz Krajowy Program Renowacji Budynków mają zwiększyć skalę inwestycji w wymianę okien, osłon i systemów zarządzania energią.

– To wszystko powoduje, że potencjał rynku stolarki jest bardzo duży. Potencjał ograniczenia zużycia energii sięga aż 147 tys. TWh rocznie, czyli nawet siedmiokrotności produkcji energii w naszej elektrowni w Bełchatowie. Jednym ze sposobów na takie obniżenie energii są rozwiązania smart home, które pozwalają aktywnie zarządzać komfortem i ograniczają zużycie energii w naszych domach – mówi Małgorzata Jasińska, dyrektor zarządzająca na Europę Wschodnią w Somfy Polska, firmie z branży automatyki oraz rozwiązań typu smart home.

Według badania ASM przeprowadzonego dla Somfy w 2025 roku 74,3 proc. Polaków zdaje sobie sprawę, że automatyczne rolety mogą poprawiać efektywność energetyczną budynku. Jednocześnie tylko 10 proc. nowych domów w Polsce wyposażanych jest w zautomatyzowane osłony połączone z systemami zarządzania budynkiem. Niemal połowa respondentów jako główny powód zakupu takich rozwiązań wskazuje bezpieczeństwo. Podobny odsetek zwraca uwagę na poprawę komfortu termicznego latem i ochronę przed przegrzewaniem pomieszczeń. Okna odpowiadają za 15–20 proc. strat ciepła, dlatego coraz większe znaczenie zyskują rozwiązania integrujące stolarkę, rolety, ogrzewanie i systemy zarządzania energią w ramach jednego ekosystemu smart home.

– Stolarka budowlana będzie smart. To nie będzie tylko dodatek, ale integralna część stolarki otworowej. Mówiąc o rozwiązaniach smart home, już dzisiaj widzimy, że klienci poszukują systemów automatyki okna plus rolety. Nie będzie to już pojedynczy system, tylko klienci będą chcieli mieć kompleksowe rozwiązania, czyli cały inteligentny dom. Bardzo ważne będzie więc, żeby okna i drzwi współdziałały z ogrzewaniem, rozrywką czy systemami bezpieczeństwa, żeby zbudować inteligentny dom, który daje nie tylko komfort, ale też oszczędności w portfelu – podkreśla Małgorzata Jasińska.

Kondycja branży stolarki i perspektywy jej rozwoju były jednym z tematów XVI Kongresu Stolarki Polskiej, zorganizowanego przez Związek Polskie Okna i Drzwi, który odbył się 11 maja w Jachrance.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-stolarka-rosnie-w,p1213986366

Polacy są zainteresowani cyfrową hipoteką. Kolejny bank przenosi ten proces do aplikacji

0

Blisko połowa Polaków chciałaby załatwiać kredyt hipoteczny całkowicie online – wynika z badania Ipsosu przeprowadzonego na zlecenie ING Banku Śląskiego. Jak podkreślają jego przedstawiciele, w przypadku innych produktów kredytowych odsetek wnioskujących w kanałach zdalnych sięga 90 proc., dlatego od kwietnia również proces hipoteczny można przejść w aplikacji banku albo bankowości internetowej. Ma to przyspieszyć i usprawnić wszystkie formalności.

– Polacy są zainteresowani zaciąganiem kredytów online. Cenią przede wszystkim prostotę i szybkość działania. Chcą wiedzieć, co się dzieje na poszczególnych krokach procesu, ale także chcą wiedzieć, jak szybko będzie decyzja kredytowa – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Andrzej Sowa, dyrektor odpowiedzialny za kredyty w ING Banku Śląskim.

Z badania „Polacy na swoim” przeprowadzonego przez Ipsos na zlecenie ING wynika, że 47 proc. rodaków właśnie kredyt hipoteczny wskazuje jako formalność, którą chętniej załatwiłoby całkowicie online. Najczęściej wymienianymi korzyściami są oszczędność czasu (47 proc.), brak konieczności wizyt w oddziale (44 proc.) i możliwość przejścia procedur w dowolnym momencie (40 proc.).

– W przypadku hipoteki to kolejny krok do tego, żeby zwiększyć wygodę klienta. W procesie cyfrowej hipoteki klient będzie otrzymywał informację zwrotną ze strony banku, co się dzieje na każdym jego etapie – wyjaśnia Andrzej Sowa.

Z badania ING wynika, że 62 proc. Polaków woli spłacać kredyt hipoteczny, niż ponosić koszty wynajmu mieszkania. 73 proc. badanych uważa własną nieruchomość za inwestycję w przyszłość. Jak wynika z danych BIK, popyt na kredyty hipoteczne pozostaje na wysokim poziomie. W kwietniu br. liczba osób wnioskujących wyniosła ponad 42 tys., czyli prawie 19 proc. więcej niż rok wcześniej. Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła natomiast o prawie 30 proc. r/r.

Ze względu na rosnący popyt banki stopniowo przenoszą cały proces związany z hipoteką do kanału online. Pod koniec kwietnia ING udostępnił cyfrową hipotekę w aplikacji mobilnej i bankowości internetowej. Osoby zainteresowane kredytem mogą rozpocząć od kalkulatora kredytowego, następnie wygenerować ofertę, złożyć wniosek, przesłać dokumenty, a po weryfikacji dokumentów przez bank podpisać umowę zdalnie.

 W przypadku kredytów hipotecznych proces ma się odbywać szybko, wygodnie, bez zbędnych formalności. Klient bardzo prosto może dołączyć wszelkiego rodzaju dokumentację, po prostu wykonując zdjęcie i załączając je do wniosku zdalnie. Jeśli ma wątpliwości, może się połączyć przez wideo z naszym ekspertem i uzyskać niezbędne informacje – mówi dyrektor odpowiedzialny za kredyty w ING. – Mamy przykłady z życia wzięte, gdzie klient tego samego dnia otrzymuje finalną decyzję o kredycie hipotecznym.

Jak dodaje, klient może w dowolnym momencie przerwać wypełnianie wniosku i wrócić do niego później bez utraty wcześniej wpisanych danych. Na każdym etapie możliwe jest również połączenie z ekspertem hipotecznym online.

 Na razie mamy kilkadziesiąt wniosków, ale wiemy na podstawie innych kredytów, że ponad 90 proc. klientów wnioskuje o nie w Moim ING. Spodziewam się istotnego zwiększenia liczby klientów, którzy będą aplikować o hipotekę w ten sposób, dlatego że styl życia Polaków znacznie się zmienia – podkreśla Andrzej Sowa.

Obecnie z rozwiązania mogą korzystać osoby, które są zatrudnione na umowę o pracę, wnioskują samodzielnie o kredyt i kupują nieruchomość z rynku wtórnego. Bank zapowiada, że w kolejnych etapach rozwiązanie zostanie rozszerzone.

– Intensywnie pracujemy nad tym, żeby poszerzyć te funkcjonalności również dla więcej niż jednego kredytobiorcy, innych celów kredytowania, a także innych źródeł dokumentowania dochodów – zapowiada ekspert ING.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polacy-sa-zainteresowani,p343848514

Europa uzależniła się od zagranicznych technologii. Cierpią na tym gospodarka i bezpieczeństwo

0

Europa, w tym Polska, przez lata traciła swoją suwerenność technologiczną na rzecz gigantów z Azji czy Stanów Zjednoczonych. Jej brak powoduje m.in. niższe zyski europejskich firm, utratę know-how, sprzyja mediatyzacji polityki czy też osłabieniu zdolności obronnych – wskazuje raport Fundacji Digital Poland. Zdaniem ekspertów odbudowa suwerenności technologicznej wymaga m.in. współpracy międzynarodowej na arenie europejskiej czy wykorzystania potencjału zamówień publicznych i local contentu.

Europa i Polska utraciły suwerenność technologiczną, bo byliśmy naiwni. Europa gospodarczo bardzo się otworzyła na cały świat. W Azji i Stanach Zjednoczonych nakładane były kolejne normy i certyfikaty. W konsekwencji nie mogliśmy wejść na rynki azjatyckie, tak jak Azjaci mogli wejść na nasze – mówi agencji Newseria Piotr Mieczkowski, członek zarządu Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland.

Uzależnienie Europy od globalnych gigantów technologicznych jest efektem wieloletnich zaniechań i błędnych założeń strategicznych – wskazuje publikacja „Suwerenność technologiczna Polski i Europy. Raport z badania opinii społecznej. Edycja 2026”, przygotowana przez Fundację Digital Poland. Potwierdza ona, że otwartość granic Unii Europejskiej zderzyła się z barierami rynkowymi w Azji. Przykładami są m.in. wyśrubowane systemy certyfikacji bezpieczeństwa, takie jak koreański CSAP czy japoński ISMAP, które stanowią barierę wejścia dla zagranicznych dostawców. Eksperci podkreślają także, że w Europie błędnie założono, iż przeniesienie produkcji na Daleki Wschód nie przyniesie negatywnych skutków, co w rzeczywistości doprowadziło do utraty bezcennego know-how.

– Wynieśliśmy produkcję fabryk do Azji, więc w tym momencie inżynier nie ma dostępu do fabryki, nie widzi problemów, które może rozwiązywać. Zatem Azja, ale też Stany Zjednoczone zbudowały know-how kosztem Europy – wyjaśnia Piotr Mieczkowski.

Kolejnym problemem, na który wskazuje raport, jest pułapka „darmowych” usług i drenaż danych.

– Wiemy, że nie ma nic za darmo. Przekazaliśmy dane konsumentów i przedsiębiorców platformom cyfrowym, które na ich bazie zbudowały swoje algorytmy sztucznej inteligencji, które teraz dominują media, zabierając również zyski z reklam – zaznacza dyrektor zarządzający Digital Poland, autor raportu. – Kolejna sprawa, dosyć ważna – sami to sobie sfinansowaliśmy, dlatego że Europa ma nadwyżkę kapitałową, którą de facto eksportuje do Stanów Zjednoczonych. Sami więc subsydiujemy podbój naszego rynku, eksportując kapitał.

Raport wskazuje szereg konsekwencji, które dotykają Europę z powodu braku suwerenności technologicznej. Kluczową jest zagrożenie dla bezpieczeństwa i ciągłości działania z powodu ewentualnego braku komponentów (np. półprzewodników) albo odcięcia państwa (czy firmy) od kluczowych usług. Obejmuje to także ryzyko związane z utratą własności intelektualnej oraz manipulacją procesami demokratycznymi za pomocą zagranicznych platform i algorytmów AI. Kolejna poważna konsekwencja to dławienie krajowego i unijnego biznesu.

Badania pokazują, że w krajach, gdzie suwerenność technologiczna jest zachowana, marże i rentowność biznesu wynoszą mniej więcej 25–35 proc., a w przypadku największych światowych firm, takich jak Nvidia, nawet 70 proc. My, jako polskie i europejskie firmy, mamy bardzo obniżone marże, do 5–15 proc. – wskazuje Piotr Mieczkowski. – Oczywiście tracimy też zdolności obronne. Europa nie posiada w tej chwili jednego rynku zamówień publicznych na zamówienia obronne i w tym momencie technologie podwójnego zastosowania, takie jak drony, bardzo często musimy kupować z zagranicy.

Zdaniem eksperta ceną zależności technologicznej jest także mediatyzacja polityki i marginalizacja odpowiedniego procesu stanowienia prawa. Dziś rolki i zasięgi wypierają głos samorządu gospodarczego w procesie legislacyjnym, więc eksperci i urzędnicy tracą atencję rządzących.

– Tradycyjne media przestały grać tak dużą rolę, wzrosło za to znaczenie algorytmów i polaryzujących mediów społecznościowych. Upadł więc w pewien sposób dialog międzyizbowy, między rządem, światem nauki a biznesem. Jesteśmy niewolnikami rolek i mediatyzacji, ścigania się na zasięgi – uważa ekspert KIGEiT. – Musimy przywrócić rolę samorządu gospodarczego. W Polsce nie ma obowiązku zrzeszania się, tak jak we Francji, Niemczech i niektórych innych krajach, ale musimy mocniej postawić na dialog i odejść od mediatyzacji oraz rolek w mediach społecznościowych.

Jednym z działań Unii Europejskiej na rzecz wzmocnienia europejskiego przemysłu obronnego poprzez wspólne zamówienia jest instrument EDIRPA. Zachęca on państwa członkowskie do wspólnego zamawiania produktów przemysłu obronnego. Jego budżet wynosi 310 mln euro, z czego 300 mln euro przekazała Unia Europejska, a 10 mln euro Norwegia. Wspólne zamówienia w dziedzinie obronności państwa członkowskie mogą realizować również w ramach programu SAFE.

– Jest szereg działań zaradczych, które możemy podjąć, żeby odzyskać suwerenność technologiczną w Europie i w Polsce. Przede wszystkim musimy działać razem. Żaden kraj – Polska, Francja czy Niemcy – nie może sam stworzyć suwerennej Europy. Musimy budować wielkie koncerny i konsorcja europejskie – uważa Piotr Mieczkowski. – Musimy także zrobić coś, co właściwie od dekad robią kraje spoza Europy, czyli postawić na local content, kupować europejskie i polskie produkty, a przede wszystkim ich nie dyskryminować. Dzisiaj mamy przetargi na laptopy, chmurę czy sztuczną inteligencję, które bardzo często wprost mają wpisaną nazwę technologii spoza Europy. Od tego musimy odejść.

Eksperci Digital Poland zwracają uwagę, że od 2017 roku 70 proc. modeli AI powstało w USA. Z kolei w UE 70 proc. przetwarzania w chmurze odbywa się za sprawą amerykańskich firm takich jak Microsoft, Amazon czy Google.

– Musimy też postawić na rozwój tzw. open source, czyli wolnego oprogramowania, które możemy rozwijać w sektorze publicznym, ale we współpracy z sektorem prywatnym. Nie możemy dopuścić do nacjonalizacji sektora IT, bo będziemy w ten sposób ograniczali działalność naszych spółek – podkreśla ekspert.

Kraje takie jak Dania, Francja i Niemcy dostrzegły zagrożenie w pułapce „vendor lock-in” i systemowo wypierają zagraniczne licencje (np. pakiety biurowe czy komunikatory) ze swojej administracji, odgórnie narzucając i współtworząc rozwiązania open source. Zdaniem autorów raportu zapewnia to transparentność kodu, niezależność od woli dostawców i ostatecznie wielomiliardowe oszczędności.

Badanie opinii publicznej przeprowadzone na potrzeby raportu Fundacji Digital Poland wskazuje, że ponad połowa Polaków uważa, iż suwerenność technologiczna kraju ma duże lub bardzo duże znaczenie. Zdają sobie także sprawę z potencjalnych konsekwencji zależności od dostawców z krajów trzecich, np. ryzyka zdalnego wyłączenia infrastruktury krytycznej czy szpiegostwa i inwigilacji przez pozaeuropejskie służby. Co istotne, Polacy wykazują wysoką gotowość do poniesienia tzw. premii za suwerenność. Ponad 70 proc. badanych jest skłonnych zapłacić więcej za rodzime rozwiązania, przy czym „więcej” oznacza zwykle do 10 proc. W kwestii zaufania do technologii, produktów i usług blisko połowa społeczeństwa deklaruje, że polski lub europejski kapitał w infrastrukturze krytycznej i e-usługach zwiększa ich poczucie bezpieczeństwa.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/europa-uzaleznila-sie,p1029984487

Po 25 latach system gospodarki odpadami opakowaniowymi czeka poważna zmiana. Firmy z branży opakowaniowej szykują się na nowe unijne regulacje

0

Aktualizacja 12:04

System gospodarki opakowaniami i odpadami opakowaniowymi działa w Polsce od 25 lat. Od 2002 roku realizuje poziomy recyklingu wyznaczane p