Europa walczy o inwestycje w AI. Nadmiar regulacji może osłabiać te wysiłki

0

Unia Europejska podejmuje kolejne inicjatywy, które mają pomóc rozwinąć europejski sektor sztucznej inteligencji. To m.in. wsparcie dla inwestycji w ten obszar, działania na rzecz suwerenności technologicznej i ograniczania cyberzagrożeń związanych z AI. Według europosła Piotra Müllera nadmiar regulacji dotyczących AI i wysokie ceny energii mogą jednak osłabiać atrakcyjność Starego Kontynentu dla inwestorów. Jego zdaniem rozwój własnego potencjału i asertywna polityka wobec dostawców z krajów trzecich będą skuteczniejsze niż kolejne regulacje.

– Największym problemem w kontekście inwestycji są nowe regulacje. Widzimy to w kilku obszarach. Ja w Parlamencie Europejskim zajmuję się sztuczną inteligencją i widzimy, że inwestorzy w Europie właściwie nie inwestują w rozwój tej technologii, która jest przełomowa i rozwija się najszybciej w historii ludzkości. Wybierają albo Stany Zjednoczone, albo Chiny, dlatego że Europa stała się przestrzenią niezwykle uregulowaną w tym obszarze – mówi agencji Newseria Piotr Müller, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. – Mało kto chce podjąć ryzyko zainwestowania milionów euro. Woli to zrobić w Stanach Zjednoczonych, a później wyeksportować tę usługę na teren Unii Europejskiej. Największym wyzwaniem dla inwestycji w Europie jest kwestia regulacji oraz cen energii. To dwie rzeczy, na które wskazują inwestorzy z całego świata.

Obszaru AI dotyczy jeden z zaproponowanych przez Komisję Europejską Omnibusów, czyli pakietów uproszczeń prawa. Pod koniec czerwca br. Rada UE zatwierdziła rozporządzenie, będące częścią Omnibusa VII, które m.in. przesuwa termin ustanowienia przez właściwe organy krajowe piaskownic regulacyjnych w zakresie sztucznej inteligencji do 2 sierpnia 2027 roku. Skraca także termin dla dostawców systemów AI na wdrożenie rozwiązań zapewniających przejrzystość w odniesieniu do sztucznie generowanych treści z sześciu do trzech miesięcy. Nowy termin ustalono na 2 grudnia 2026 roku. Część regulacji w ramach AI Act już jest w mocy, a kolejne wejdą w życie 2 sierpnia br., m.in. te związane ze znakowaniem treści wygenerowanych lub zmodyfikowanych przez AI, oznaczaniem deepfake’ów czy informowaniem użytkowników o kontakcie z AI.

Europa posiada zasoby finansowe [do konkurowania z USA czy Chinami – red.], natomiast nie posiada zasobów w obszarze swobody działania. Nadmiar regulacji w obszarze sztucznej inteligencji, ale także w innych obszarach powoduje, że światowe talenty nie zjeżdżają się do Europy, żeby budować nowe firmy, tylko wyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych, Japonii, Korei Południowej, Nowej Zelandii, Australii czy Chin. W Europie niestety mamy mało tego typu przykładów, mamy za to masę Europejczyków, którzy osiągają ogromne sukcesy poza Unią Europejską – mówi Piotr Müller.

Problem w tym, że Europa potrzebuje tego typu inwestycji ze względu na wysoki stopień uzależnienia technologicznego od krajów trzecich. Spoza UE pochodzi blisko 80 proc. infrastruktury cyfrowej i technologii wykorzystywanych w państwach członkowskich. Komisja Europejska uruchomiła m.in. instrument InvestAI mający na celu mobilizację 200 mld euro na inwestycje w sztuczną inteligencję, w tym utworzenie nowego europejskiego funduszu w wysokości 20 mld euro na gigafabryki AI. W czerwcu zaproponowała także pakiet dotyczący suwerenności technologicznej, który ma na celu wzmocnienie potencjału Europy w dziedzinie półprzewodników, sztucznej inteligencji, technologii chmurowych i oprogramowania typu open source.

Bruksela zwraca również uwagę na aspekt rosnących cyberzagrożeń związanych z rozwojem AI. W tym obszarze zaproponowała plan działania, który z jednej strony ma ograniczać zagrożenia wynikające z rozwoju zaawansowanych modeli, a z drugiej – lepiej wykorzystywać sztuczną inteligencję do ochrony przed cyberatakami.

Generalnie rozwój sztucznej inteligencji jest ogromnym wyzwaniem dla cyberbezpieczeństwa. Te modele umożliwiają zmasowane ataki na infrastrukturę krytyczną w taki sposób, który do tej pory był niemożliwy. Jest wiele przykładów infrastruktury z obszaru AI pozwalającej na tego typu ataki, która jest stworzona w Stanach Zjednoczonych czy Chinach. Przed Europą ogromne wyzwanie, żeby się przed tym bronić – uważa europoseł. – Tu regulacje same w sobie aż tak bardzo nie pomogą, tylko rozwój własnych technologii, które będą w stanie się bronić przed tego typu atakami.

Dokument Komisji Europejskiej zakłada m.in. stworzenie europejskich zdolności do oceny bezpieczeństwa modeli sztucznej inteligencji, ułatwienie dostępu do najbardziej zaawansowanych systemów AI dla instytucji publicznych i firm oraz uruchomienie platformy do testowania ich zastosowania w sektorach krytycznych, takich jak energetyka, finanse, transport czy ochrona zdrowia.

– Ważne jest również to, żeby infrastruktura krytyczna w Europie była odpowiednio budowana. Tu największym wyzwaniem jest to, i to akurat popieram, aby prowadzić bardzo asertywną politykę wobec producentów różnego rodzaju sprzętu i oprogramowania z krajów, które mają charakter autorytarny, niedemokratyczny, takich jak chociażby Chiny, ponieważ jest to ogromne ryzyko dla bezpieczeństwa europejskiego – wskazuje Piotr Müller. – Niestety nie wszyscy to robią, ostatnio widzieliśmy decyzję chociażby rządu hiszpańskiego, który zautoryzował urządzenia chińskie i dopuścił je do używania w najbardziej krytycznych elementach infrastruktury hiszpańskiej. To jest absolutnym błędem i uważam, że coś takiego kategorycznie nie powinno się wydarzyć.

Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) w raporcie „ENISA Threat Landscape 2025” wskazuje, że najbardziej narażonym na cyberataki sektorem jest administracja publiczna, której dotyczyło ponad 38 proc. analizowanych incydentów. Drugie miejsce przypadło sektorowi transportu (7,5 proc.), a kolejne pozycje – infrastrukturze i usługom cyfrowym (4,8 proc.), finansom (4,5 proc.) i produkcji (2,9 proc.).

– Te ataki odbywają się nie tylko dzięki temu, że sztuczna inteligencja jest bardzo zaawansowana. W elementach infrastruktury krytycznej często są stare urządzenia, które pozwalają na dostęp do niej. AI jest narzędziem do tego, aby wykorzystywać luki w tych urządzeniach, które nie zostały zmodyfikowane i zabezpieczone – zaznacza europoseł z PiS.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/europa-walczy-o-inwestycje,p1765322202

Nowe technologie zmieniają statystykę. Wpłyną także na sposób prowadzenia spisów ludności

0

 Nowoczesne technologie odgrywają coraz większą rolę w prowadzeniu badań statystyki publicznej, przyczyniając się m.in. do sprawniejszej analizy ogromnych zbiorów danych oraz ich integracji z nowymi źródłami informacji – wskazuje prezes Głównego Urzędu Statystycznego Marek Cierpiał-Wolan. Pozwala to nie tylko podnieść jakość gromadzonych danych, ale też wypełnić dotychczasowe luki badawcze. W kolejnych latach wpłynie to na sposób prowadzenia spisów powszechnych.

W kontekście statystyki publicznej dochodzą przede wszystkim nowe źródła danych. Zwykle korzystała ona z danych administracyjnych i badań próbkowych i pełnych. W tej chwili mamy ogromną ilość tzw. big data: danych z telefonii komórkowej, kart płatniczych czy systemów smart city. Po pierwsze, statystyka publiczna musi sobie z tym poradzić – mówi agencji Newseria Marek Cierpiał-Wolan, prezes GUS. – Po drugie, musi ona wziąć je pod uwagę w procesie integracji danych, aby pokryć pewne zjawiska i procesy.

GUS prowadzi działania, które mają zwiększyć potencjał informacyjny swoich zasobów poprzez m.in. prowadzenie statystyk eksperymentalnych. Prace badawcze wykraczają poza standardową praktykę działań wykorzystywanych w opracowaniach metodologicznych, wypełniając tym samym lukę informacyjną.

Na przykład możemy zidentyfikować jednodniowych turystów, których dotychczas nie badaliśmy w sposób tak systematyczny, jak możemy to robić za pomocą danych z kart, telefonii czy systemów smart city. Integrując dane z tych źródeł, jesteśmy w stanie nie tylko policzyć turystów, ale także oszacować ich wydatki. Ma to wpływ na produkt krajowy brutto nie tylko Polski, ale także w podziale na regiony – wyjaśnia Marek Cierpiał-Wolan. – Uwzględnienie nowych źródeł to nie tylko konieczność pójścia z duchem czasu, ale także pokrywanie pewnych luk badawczych, których statystyka publiczna nie pokrywała dotychczas przy standardowym podejściu.

Jak wskazuje raport GUS „Dane o Polsce w 2025 roku”, statystyka eksperymentalna wykazała, że rzeczywista liczba jednodniowych podróży krajowych była o 12,6 proc. wyższa, niż wynikało to z badań ankietowych, z kolei dane dotyczące wydatków na ten cel okazały się o 7,2 proc. wyższe. Również informacje na temat jednodniowych podróży cudzoziemców do Polski i ich wydatków zaktualizowano w górę – odpowiednio o 3,7 proc. i 5,1 proc.

W grudniu 2025 roku GUS oraz Ministerstwo Sportu i Turystyki zawarły porozumienie o współpracy przy realizacji grantu badawczego Narodowego Centrum Badań i Rozwoju „Zaangażowane narzędzia i algorytmy SI w oparciu o dane publiczne wspomagające rozwój gospodarczy w obszarze turystyki”. Jego celem jest rozwój nowoczesnych narzędzi statystycznych i analitycznych, które pozwolą lepiej monitorować ruch turystyczny i skuteczniej planować działania publiczne.

– Turystyka to jeden z takich obszarów – wskazuje prezes GUS. – Wspólnie ze Światową Organizacją Zdrowia i UNHCR mamy duży projekt, za pomocą którego możemy śledzić codzienne przemieszczanie się uchodźców praktycznie w trybie rzeczywistym. Jesteśmy więc w stanie prewencyjnie – nie tylko z punktu widzenia potrzeb zdrowotnych, ale także logistycznych – dostarczać informacje osobom, które podejmują decyzje – podkreśla Marek Cierpiał-Wolan.

W zakresie badań statystycznych, metodologii i analiz dotyczących migracji GUS współpracuje również z Międzynarodową Organizacją ds. Migracji (IOM). Współpraca, w sprawie której podpisano memorandum 18 czerwca br., obejmuje m.in. wymianę wyników badań i analiz, rozwój metodologii czy wsparcie działań związanych z gromadzeniem danych. Ma to służyć pogłębianiu wiedzy na temat procesów migracyjnych oraz dalszemu rozwojowi nowoczesnych narzędzi badawczych i analitycznych.

– Nowe źródła danych i nowe technologie powodują ewolucję w zakresie narzędzi badawczych statystyki publicznej. W krótszym i długim okresie będziemy obserwować zastępowanie nimi tradycyjnych metod – zapowiada Marek Cierpiał-Wolan. – Planujemy chociażby zastąpić jedno z badań, które prowadzimy w obiektach zbiorowego zakwaterowania, informacjami z portali rezerwacyjnych, danymi z telefonii komórkowej i kart oraz danymi ze źródeł administracyjnych. 

Wykorzystanie nowych źródeł danych i narzędzi ich integracji ma duże znaczenie w kontekście unijnego rozporządzenia dotyczącego europejskich statystyk na temat ludności i mieszkań (tzw. ESOP). Nowe przepisy wyznaczają standardy zbierania danych demograficznych i mieszkaniowych, w tym w zakresie spisu powszechnego, w sposób bardziej spójny, nowoczesny oraz dostosowany do realiów państw członkowskich. W ich ramach uregulowane zostały m.in. kwestie dotyczące prezentowania liczby ludności, zakresu obowiązkowych estymacji czy też schematu transmisji danych.

W niektórych krajach, szczególnie skandynawskich, już od lat wykorzystywane są źródła administracyjne, a w niektórych krajach prowadzony jest tzw. spis ciągły. Za pomocą próbek podawane są informacje na temat ludności nie raz na 10 lat, tak jak spis, ale w bardzo krótkich przedziałach czasowych. To rozporządzenie dotyczące ludności i mieszkań, które będzie nas obowiązywać od 2028 roku, wychodzi temu naprzeciw. Będziemy publikować dane dotyczące ludności w siatce kilometrowej i często. Gdy zintegrujemy już te rejestry z pewnymi danymi czy doszacowaniami, przede wszystkim z szarej czy czarnej strefy, wówczas postaramy się, aby te informacje nie były raz na rok czy raz na pół roku, ale w czasie rzeczywistym – zapowiada prezes GUS.

Podkreśla, że bardzo ważnym wyzwaniem dla statystyki publicznej jest integracja danych.

Metody integracji danych to coś, co w tej chwili wychodzi na plan pierwszy i bezwzględnie potrzebna nam będzie współpraca z akademikami, żeby wypracować efektywne sposoby ich łączenia oraz dostarczać dobrej jakości informacji społeczeństwu i tym, którzy podejmują decyzje – zaznacza Marek Cierpiał-Wolan. – Dobrej jakości infrastruktura informacyjna musi korzystać z danych statystyki publicznej, dlatego że my jesteśmy strażnikami jakości. W zatrutym środowisku informacyjnym współczesnego świata statystyka publiczna ma szansę, szczególnie w okresie sztucznej inteligencji, być tą organizacją, która daje nadzieję na porządek i prawdę.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nowe-technologie,p972698641

S. Uznański-Wiśniewski: W sektorze kosmicznym brakuje kadr. Pomóc może nowe centrum technologiczne ESA

0

Polska coraz mocniej zaznacza swoją obecność w sektorze kosmicznym. Rosnące zaangażowanie w programy Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i międzynarodowa współpraca otwierają przed branżą nowe możliwości. Wyzwaniami pozostają rozwój kompetencji technicznych i kształcenie kadr. Zdaniem polskiego astronauty dr. inż. Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego ważnym impulsem może być planowane utworzenie Centrum Technologicznego ESA w Polsce.

– Rynek kosmiczny dzisiaj jest dosyć dobrze dofinansowany, bo jest więcej instrumentów finansowych. Nasze zobowiązanie w Europejskiej Agencji Kosmicznej, która jest agencją budującą technologię kosmiczną Europy, jest dużo większe, niż było. Nadal jest potencjał wzrostowy. Trzeba teraz dobrze wykorzystać środki zaalokowane na rozwój, żeby móc później skalować nasze ambicje – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr inż. Sławosz Uznański-Wiśniewski, polski astronauta, uczestnik misji IGNIS.

W listopadzie 2025 roku Polska zadeklarowała zwiększenie składki do ESA o 250 mln euro w latach 2026–2028 do 731 mln w euro. W tej kwocie blisko 550 mln euro ma zostać przeznaczone na programy opcjonalne. Jak wskazuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w raporcie „Kosmiczne perspektywy”, w okresie 2012–2025, czyli od momentu przystąpienia Polski do agencji, krajowe podmioty uczestniczyły w blisko 700 projektach kosmicznych o łącznej wartości przekraczającej 320 mln euro.

Z raportu Agencji Rozwoju Przemysłu „Polski sektor kosmiczny 2025” wynika, że wartość polskiego sektora kosmicznego w wąskim ujęciu, a więc obejmującym podmioty bezpośrednio zaangażowane w  technologie kosmiczne, wynosi ok. 5,3 mld zł, a w szerszym ujęciu, czyli m.in. z firmami i instytucjami przetwarzającymi i wykorzystującymi dane satelitarne, szacowana jest na 12 mld zł.

Tego, czego na rynku najbardziej dzisiaj brakuje, to kompetencje techniczne i kadry. Żeby firmy mogły rosnąć, potrzebują ludzi z doświadczeniem i kompetencjami, którzy mogą budować technologie kosmiczne. Widzę tutaj ogromne znaczenie przyszłej siedziby Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce dla budowy doświadczenia technologicznego poprzez lokalnych specjalistów dzięki współpracy nad dużymi paneuropejskimi programami – uważa polski astronauta projektowy ESA.

W listopadzie 2025 roku Polska podpisała z ESA list intencyjny dotyczący utworzenia Centrum Technologicznego ESA w naszym kraju. W połowie lipca spodziewana jest decyzja o wyborze miasta na jego lokalizację. Centrum ma się koncentrować na takich obszarach działalności jak obserwacja Ziemi, analiza danych satelitarnych oraz rozwój technologii kosmicznych wykorzystywanych w bezpieczeństwie cywilnym i zarządzaniu kryzysowym. Ma uczestniczyć w dużych programach paneuropejskich, co oznacza kontakt z najbardziej zaawansowanymi technologiami. Polscy inżynierowie i naukowcy będą mogli pracować przy projektach ESA w kraju, zamiast wyjeżdżać za granicę

Utworzenie Centrum Technologicznego Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce, po raz pierwszy w kraju Europy Środkowo-Wschodniej, który nie jest jednym z państw założycielskich ESA, pokazuje znaczenie naszego rynku i potencjał wzrostowy – podkreśla dr inż. Sławosz Uznański-Wiśniewski. – Możemy wykorzystać tę szansę, żeby stać się liderem regionu, ale jednocześnie, żeby kształcić nasze kadry, a później rozwiązania technologiczne, które mogą być komercjalizowane przez sektor prywatny na rynku europejskim.

Raport NCBR wskazuje, że Polska dysponuje coraz większym potencjałem naukowym w obszarze technologii kosmicznych. Około 50 instytucji nauki i szkolnictwa wyższego zajmuje się tą tematyką w miarę regularnie, a 30 sporadycznie, w ramach pojedynczych projektów badawczych. Ponadto na studiach istotnych dla kształcenia potencjalnych kadr na potrzeby sektora kosmicznego kształci się ok. 27 tys. osób. Zdaniem polskiego astronauty obszar edukacji jest szczególnie istotny dla przyszłego rozwoju przemysłu.

– Z tym wiąże się kolejny obszar, czyli to, w jaki sposób zainteresować ludzi najzdolniejszych, z największym talentem i największą motywacją, pozostaniem na rynku technologicznym w Polsce i budowaniem tu technologii kosmicznych. Tutaj zdecydowanie pomocne są programy, które są siłą napędową rozwoju najbardziej innowacyjnych produktów. To programy przede wszystkim eksploracyjne, które pozwalają nam trochę marzyć i są ogromną inspiracją – tłumaczy polski astronauta projektowy.

W ramach programów eksploracyjnych wymienia kilka obszarów technologicznych, na których polskie firmy mogłyby się skupić.

To, co obserwujemy w programie bazy księżycowej ogłoszonej przez NASA w marcu, jak również w programie Artemis, to ogromna potrzeba budowy infrastruktury, żeby zapewnić stałą obecność człowieka na Księżycu – wyjaśnia dr inż. Sławosz Uznański-Wiśniewski. – To energia atomowa, cieplna i elektryczna na Księżycu, nowe rodzaje paneli słonecznych, możliwości autonomicznego poruszania się po nieznanym terenie księżycowym, poprzez łaziki księżycowe – autonomiczne lub załogowe. To także możliwość budowy systemów podtrzymania życia – wymienia.

Podkreśla, że równie ważne są rozwiązania, które pomogą bezpiecznie lądować na Księżycu i zabezpieczyć teren.

– Budowa konstelacji nawigacyjnych, obserwacyjnych i telekomunikacyjnych bezpośrednio na orbicie Księżyca jest potrzebna, żeby zapewnić część operacyjności z ekosystemem ziemskim – zaznacza polski astronauta projektowy.

Jednym z przykładów rosnących ambicji i możliwości polskiego sektora kosmicznego była misja IGNIS – pierwsza polska misja technologiczno-naukowa na Międzynarodową Stację Kosmiczną. W ramach projektu dr Sławosz Uznański-Wiśniewski przeprowadził 13 eksperymentów przygotowanych przez krajowe instytucje i firmy.

– Grupy badawcze będą kontynuowały swoje badania przez najbliższe miesiące i lata – mówi. – Ja również nadal jestem obiektem badań, w szczególności medycznych, które przeprowadzałem na orbicie. Nie mogę się doczekać publikacji.

Jednym z projektów był EEG Neurofeedback Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, czyli technika treningu mózgu, która pomaga uczyć się regulowania swoich stanów psychicznych za pomocą informacji o aktywności mózgu otrzymywanych w czasie rzeczywistym. Jak wskazują pomysłodawcy, pierwsze wyniki wskazują, że można potwierdzić skuteczność interwencji neurofeedbackiem w 25-proc. redukcji stanu zapalnego komórki, 30-proc. obniżeniu odczuwania stresu, podwyższenia funkcji kognitywnych oraz reakcji neurofizjologicznej organizmu.

– Dzięki misji wiele grup badawczych nawiązuje szeroką międzynarodową współpracę. Jednym z przykładów jest eksperyment Space Volcanic Algae firmy Extremo Technologies z Wrocławia. Dwa eksperymenty, jako kontynuacja badań, zostały wyselekcjonowane na czeską misję kosmiczną, która będzie przeprowadzana najprawdopodobniej w 2027 roku – wskazuje dr inż. Sławosz Uznański-Wiśniewski.

Space Volcanic Algae to eksperyment biotechnologiczny, który bada potencjał wykorzystania czerwonych mikroalg pochodzących ze środowisk wulkanicznych w warunkach kosmicznych. Glony znane z przetrwania w ekstremalnych warunkach na Ziemi mogą stanowić bazę dla przyszłych systemów podtrzymania życia podczas długoterminowych misji w kosmosie. Zrozumienie, jak zachowują się w przestrzeni kosmicznej, pomoże ocenić, czy mogłyby produkować tlen, absorbować dwutlenek węgla i generować użyteczne substancje i tym samym wspierać załogi lotów na Księżyc czy Marsa.

– Niektóre systemy, które miałem zaszczyt zainstalować na stacji kosmicznej, na przykład dozymetria radiacyjna czy dozymetria szumu, nadal tam są. Mam nadzieję, że dozymetria radiacyjna będzie badała promieniowanie aż do końca życia stacji. System dozymetrii szumu firmy Svantek z Warszawy obserwowaliśmy w kwietniowym locie człowieka na Księżyc – podkreśla uczestnik misji IGNIS.

Skalowalny Monitor Promieniowania Sigma Labs to eksperyment, który mierzy parametry środowiska radiacyjnego na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w europejskim module Columbus i bada, jak promieniowanie kosmiczne wpływa na poprawną pracę układów scalonych, kluczowych dla wszystkich urządzeń elektronicznych. Z kolei eksperyment Svantek Wireless Acoustics w ramach misji IGNIS miał na celu opracowanie bezprzewodowego systemu do ciągłego monitorowania hałasu na ISS, a także osobistej ekspozycji astronautów na hałas. Ma to znaczenie dla zapewnienia bezpiecznego i przyjaznego środowiska pracy w kosmosie – długotrwały hałas może negatywnie wpływać na komfort, koncentrację i wydajność pracy astronautów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/s-uznaskiwisniewski,p1566143362

Architektura i budownictwo stawiają na rozwój cyfrowy. Główną barierą brak kompetencji oraz obawy przed cyberatakami

0

Poziom dojrzałości cyfrowej w polskiej branży architektonicznej i budowlanej systematycznie rośnie. Przykładem może być wdrażanie metodyki BIM opartej na cyfrowym modelu na coraz szerszą skalę. Z raportów Autodesk wynika, że firmy zdają sobie sprawę z przewag, jakie daje implementacja technologii, choć nadal ich rozwój powstrzymuje szereg barier, m.in. brak kompetencji czy obawy o cyberbezpieczeństwo.

Wykonujemy badania rynkowe i co cztery lata badamy poziom dojrzałości cyfrowej wśród naszych klientów. Polska wypada w tym badaniu dosyć dobrze, może nie doskonale. Średnio 34 proc. firm, które działają w branży infrastrukturalnej, przeszło już transformację cyfrową, przynajmniej tak deklarują – mówi agencji Newseria Marcin Stecki, ekspert zajmujący się rynkiem infrastrukturalnym w Autodesk, podczas Kongresu Infrastruktury Polskiej. 

Przykładem zmiany podejścia do cyfryzacji jest wdrażanie na coraz większą skalę metodyki pracy BIM wykorzystującej cyfrowy model zarządzania informacjami o danej inwestycji. Z trzeciej edycji raportu Autodesk „BIM, współpraca, zarządzanie informacją w polskim budownictwie” wynika, że w 2023 roku 34 proc. spośród blisko 350 firm branży architektonicznej i budowlanej korzystało z tej metodyki – o 14 pkt proc. więcej niż w 2019 roku. Częściej BIM wykorzystywali specjaliści z branży architektoniczno-projektowej (41 proc.). Wśród firm budowlanych odsetek ten wyniósł 21 proc., a firm inwestujących i zarządzających nieruchomościami – 37 proc.

– Im bardziej firmy są zaawansowane w procesie cyfryzacji, tym bardziej są przygotowane na gwałtowne i niespodziewane zmiany. Pojawienie się takiego czarnego łabędzia jak na przykład COVID-19 nie jest dla nich niczym strasznym – mówi Marcin Stecki.

Eksperci w raporcie Autodesk podkreślają, że pandemia COVID-19 przyczyniła się do wielu zmian w obszarze cyfryzacji branży i zdecydowanie zwiększyła poziom cyfryzacji rynku.

Jeżeli chodzi o obszary, w których cyfryzacja i transformacja cyfrowa przynoszą największe efekty, to na etapie projektowania jest to bardzo dokładny, precyzyjny model obiektu, bogaty w informację opisową, związaną z kosztami. Wobec tego kosztorysowanie i przedmiary mogą być wykonywane znacznie precyzyjniej i szybciej – podkreśla ekspert

Ankietowani przedstawiciele branży w Polsce dostrzegają wyraźne oszczędności dzięki wykorzystaniu BIM, zmniejszające koszty o co najmniej 30 proc. na wielu różnych etapach inwestycji budowlanej. Prawie 50 proc. inwestorów uważa, że BIM obniża koszty realizacji budowy o przynajmniej 30 proc., a blisko 40 proc. z nich, że o przynajmniej 30 proc. redukuje koszty projektowania branżowego. Respondenci wskazują takie korzyści z BIM jak tworzenie projektów wyższej jakości i ograniczenie liczby błędów na etapie realizacji. Podkreślają też, że metodyka ta obniża koszty w całym cyklu powstawania i życia budynku.

Z globalnego raportu Autodesk „State of Design and Make 2025” wynika, że ponad 30 proc. firm dojrzałych cyfrowo ocenia wyniki swojej organizacji jako „powyżej przeciętnej” lub „wyjątkowe”. Podobny odsetek wśród nich zgadza się ze stwierdzeniem, że jest przygotowany na przyszłość, a 26 proc. twierdzi, że ma poczucie, iż „bardzo dobrze” nadąża za zmianami w branży.

Cyfryzacja zdecydowanie może skrócić proces projektowo-wykonawczy i obniżyć jego koszty. Nasze badania wykonane wśród liderów firm budowlanych i wykonawczych w branży AEC [architektura, inżynieria i budownictwo – red.] wskazują, że zwrot z inwestycji w cyfryzację osiągany jest na poziomie co najmniej 50 proc., a często znacznie większym – tłumaczy Marcin Stecki.

Ankietowani w globalnym raporcie liderzy twierdzą, że oprócz poprawy zadowolenia klientów, produktywności i innowacyjności transformacja cyfrowa ma również pozytywny wpływ na reputację firmy (72 proc.), ekspansję produktów i usług (68 proc.) oraz usprawnioną wymianę danych (67 proc.). 

Z naszych badań wynika, że obszarami, które hamują cyfryzację, są brak zaufania do technologii, umiejętności i decyzji na poziomie zarządów. Z wywiadów i panelu dyskusyjnego, który prowadziliśmy na naszej konferencji BIM DAYS, wyłania się taki obraz, że decyzja o transformacji cyfrowej musi być podejmowana na szczeblu co najmniej zarządu i przez cały proces musi być silnie wspierana – zaznacza ekspert.

Wśród największych barier we wdrażaniu technologii BIM wskazywanych przez respondentów w raporcie Autodesk znalazły się niski poziom wiedzy na jej temat (74 proc.), mała liczba specjalistów posiadających umiejętność projektowania/wykonawstwa z użyciem BIM (67,7 proc.), niechęć do zmian w metodyce projektowania/wykonawstwa (68,1 proc.) czy też brak odpowiednich uregulowań legislacyjnych sprzyjających BIM (60,8 proc.). 

Globalny raport firmy wskazuje na rolę sztucznej inteligencji w branży. Jak podkreśla Marcin Stecki, choć ta technologia pojawiła się stosunkowo niedawno, jest już obecna zarówno w procesie projektowania, jak i realizacji inwestycji.

– Wymaga to zupełnie innego podejścia do procesu. Sztuczna inteligencja nie jest pojedynczym, dodatkowym narzędziem. Musi być włączona w proces jako równoważny, pełnoprawny członek zespołu – uważa.

Badanie „State of Design and Make 2025” wskazuje, że wśród przedstawicieli branży entuzjazm wobec AI nieco zmalał. 69 proc. liderów w branży architektonicznej i budownictwa na świecie w 2025 roku uważało, że sztuczna inteligencja ulepszy ich branżę. Rok wcześniej odsetek wynosił 78 proc. Wśród najpoważniejszych obaw związanych z AI pojawiało się ryzyko destabilizacji branży – wskazało na nie 48 proc. respondentów, podczas gdy rok wcześniej 41 proc. Wśród przyczyn spadku nastrojów wobec tej technologii są obawy dotyczące incydentów cyberbezpieczeństwa, kwestii prywatności, stronniczych lub szkodliwych wyników, a także ograniczonej kontroli nad tym, jak, gdzie i kiedy wykorzystywane są dane.

Cyberbezpieczeństwo jest ogromnym tematem, który porusza wszystkich, zarówno projektantów, jak i wykonawców, a przede wszystkim właścicieli, operatorów infrastruktury – podkreśla przedstawiciel Autodesk. – Cyberbezpieczeństwo to nie jest wyłącznie technologia. To jest świadomość ludzi na temat zagrożeń i procesów, które mogą być niebezpieczne. Czynnikiem, który może wywoływać zagrożenia, są sami użytkownicy tych systemów. Powinni być szkoleni i wspierani przez zespoły cyberbezpieczeństwa na poziomie przedsiębiorstwa.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/architektura-i-budownictwo,p935369331

Globalne firmy coraz częściej wycofują się ze swoich deklaracji ESG. Paradoksalnie może to wzmocnić obszar zrównoważonego rozwoju

0

– Firmy na całym świecie coraz częściej wycofują się z deklaracji ESG lub przestają o nich mówić – podkreśla John Elkington, światowy autorytet w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, twórca koncepcji Triple Bottom Line. W jego opinii nie oznacza to jednak odwrotu od zrównoważonego rozwoju. Przeciwnie, presja związana z polityką administracji Donalda Trumpa może się stać impulsem do potrzebnej zmiany podejścia. – Przechodzimy w kierunku „twardego” zrównoważonego rozwoju związanego z geopolityką – mówi John Elkington.

Nie ma wątpliwości, że obserwujemy opór wobec ESG, a w pewnym stopniu także wobec zrównoważonego rozwoju. Wynika to przede wszystkim z działań Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych. Uważam jednak, że to dobrze, ponieważ oba te obszary potrzebowały presji i bodźca do ponownego przemyślenia tego, jak działamy i z kim współpracujemy. Dlatego moim zdaniem jest to największa szansa ostatnich 20 lat na ponowne zdefiniowanie naszych priorytetów – mówi agencji Newseria John Elkington, założyciel i prezes Volans.

Podczas swojego wystąpienia w trakcie Targów Idei ESG 2026 w Warszawie, zorganizowanych przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu, John Elkington stwierdził nawet, że druga kadencja Donalda Trumpa może być jedną z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły się ruchom na rzecz ESG oraz zrównoważonego rozwoju – o ile właściwie odpowiedzą na tę sytuację.

– Firmy wycofują się z deklaracji ESG, bardziej w Stanach Zjednoczonych niż w Europie, a przynajmniej rzadziej mówią publicznie o swoich działaniach w obszarze ESG i zrównoważonego rozwoju – komentuje John Elkington.

Jego zdaniem wynika to stąd, że wiele przedsiębiorstw nie wiedziało, jak zrealizować cele, które wyznaczyły sobie na 2040 czy 2050 rok. W wielu przypadkach ich strategie były deklaracjami, a nie realnym planem działania. Z ubiegłorocznego raportu ERM Sustainability Institute, GlobeScan i Volans „Sustainability at a Crossroads” wynika, że 93 proc. spośród blisko 850 ekspertów ds. ESG z 72 krajów oceniło, że program zrównoważonego rozwoju wymaga rewizji, a 56 proc. wzywa do radykalnej przebudowy. Siedmiu na 10 ekspertów twierdzi, że program ten spotyka się ze znacznym sprzeciwem, co stanowi wzrost o 13 pkt proc. od 2024 roku. W Ameryce Północnej 91 proc. respondentów doświadczyło znacznego sprzeciwu, a w regionie Azji i Pacyfiku – 38 proc.

John Elkington podkreśla, że jednocześnie nie widać odwrotu od inwestycji w czystą energię. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Jak zauważa, nakłady inwestycyjne na energię odnawialną i transformację energetyczną są już obecnie około dwukrotnie wyższe niż wydatki na paliwa kopalne, a w nadchodzących latach przewaga ta znacznie wzrośnie.

– Rynki kapitałowe dostrzegają nową rzeczywistość i muszą się z nią zmierzyć. Presja polityczna wywierana na osoby wprowadzające zmiany nasiliła się, a jedną z przyczyn jest to, że przedstawiciele branż związanych z paliwami kopalnymi zdają sobie teraz sprawę, iż stanowi to egzystencjalne zagrożenie dla ich przyszłości. Dlatego finansują polityków, aby ci podjęli walkę w ich imieniu. Jednak, choć może się to wydawać sprzeczne z intuicją, postrzegam to jako dobry znak, który świadczy o tym, że robimy postępy. Rzeczywiście, z dużym optymizmem patrzę na najbliższe 15–20 lat – podkreśla założyciel i globalny ambasador firmy Volans.

Według raportu „Sustainability at a Crossroads” wiele organizacji zaangażowanych na rzecz zrównoważonego rozwoju nie jest wysoko ocenianych przez ekspertów biorących udział w badaniu. Rządy krajowe otrzymują najniższe oceny za swój wkład – jedynie 5 proc. ekspertów ds. ESG ocenia ich wkład pozytywnie. Sektor prywatny jest oceniany dobrze przez 14 proc. respondentów, ONZ – przez 29 proc., a organizacje pozarządowe – przez 45 proc. badanych. We wszystkich przypadkach wyniki są znacznie słabsze niż w 2021 roku.

– Jedną z rzeczy, które obserwowaliśmy w ciągu ostatnich 15–20 lat, jest to, że wiele firm w coraz większym stopniu angażuje interesariuszy, sporządza różnego rodzaju raporty dotyczące zrównoważonego rozwoju, stawia wyzwania swoim dostawcom. To się nie zmieni. Jednak ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że nie chodzi już tylko o te „miękkie” kwestie, którymi musimy się zająć – uważa John Elkington.

Jego zdaniem prezydent Stanów Zjednoczonych wstrząsnął dotychczasowym porządkiem światowym, który raczej nie powróci do poprzedniego stanu. Jednak rozpad starego systemu otwiera przestrzeń dla prawdziwej przebudowy i zmiany systemu. Jak podkreśla ekspert, można obecnie zaobserwować przejście z „miękkiego” zrównoważonego rozwoju, który obejmował inicjatywy skoncentrowane na ludziach, społecznościach lokalnych, środowisku i ładzie korporacyjnym, w kierunku „twardego”, o bardziej strategicznym i geopolitycznym charakterze. Może to oznaczać przesunięcie akcentów z raportowania i dobrowolnych zobowiązań na kwestie bezpieczeństwa surowcowego, odporności łańcuchów dostaw czy polityki przemysłowej.

– Jednym z przykładów jest cieśnina Ormuz. To właśnie tam rzeczywistość geopolityczna nagle wywiera presję na nasze gospodarki i nie mamy innego wyboru, jak tylko na nią zareagować. Myślę, że będziemy świadkami wielu podobnych sytuacji, w tym wykorzystywania zaawansowanych chipów produkowanych przez firmę Nvidia oraz wody jako broni. Dlatego twierdzę, że przejdziemy od „miękkiego” do „twardego” zrównoważonego rozwoju – mówi ekspert.

Innym przykładem jest polityka Chin w kontekście dostępu do metali ziem rzadkich i minerałów, kluczowych dla produkcji baterii, elektroniki i technologii niskoemisyjnych. Azjatycki gigant kontroluje cały sektor: od wydobycia, przez przetwórstwo, po eksport, więc może to wykorzystywać w swojej polityce.

– Historia pełna jest konfliktów. Nie muszę tego podkreślać w kraju takim jak Polska. Jednak wiele osób zaangażowanych w ruch na rzecz zrównoważonego rozwoju wierzyło, że pokój jest niemal pewny. Paradoksalnie za każdym razem, gdy nasz gatunek dochodzi do takiego wniosku, wybuchają konflikty. Inwazja Rosji na Ukrainę wywarła głęboki wpływ na sposób myślenia przedsiębiorców – podkreśla John Elkington. – Podczas lockdownu związanego z COVID-19 współpracowałem z brytyjskim ministerstwem obrony, z admirałami, generałami i wyższymi oficerami sił powietrznych. Doskonale rozumieją oni konsekwencje zagrożeń związanych z bezpieczeństwem wodnym, chaosem klimatycznym i przymusową migracją. Jest to również, w pewnym sensie, ilustracja „twardego” zrównoważonego rozwoju. Biznes sądzi, że może zwolnić tempo, ale bardzo szybko się przekona, że agenda zrównoważonego rozwoju powróci z większą siłą, szybciej i w różnych formach.

Ekspert ocenia, że środowisko ESG i zrównoważonego rozwoju stało się zbyt wygodne i skupiło się głównie na raportowaniu, jednocześnie nie do końca wiedząc, czemu to raportowanie i gromadzone dane miałyby służyć. Jego zdaniem organizacje zbytnio skupiają się na dostarczaniu informacji, zamiast dbać o to, by były one właściwie wykorzystywane przez odpowiednie osoby. W tym zakresie rozwój technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji, może się okazać szansą, ponieważ umożliwi ona syntezę i analizę tych danych. Rola dyrektorów ds. ESG czy sama sprawozdawczość nie stracą na znaczeniu, ale z pewnością będą ewoluować.

W ramach badania „Business Breakthrough Barometer 2026”, opublikowanego niedawno przez WBCSD, przeprowadzono wywiady z ponad 500 członkami kierownictwa wyższego szczebla z 50 krajów, których łączny przychód wynosi 2 bln dol. 92 proc. z nich postrzega zrównoważony rozwój jako źródło przewagi konkurencyjnej w ciągu najbliższych 5–10 lat. 89 proc. twierdzi, że w ciągu ostatniego roku utrzymało lub zwiększyło inwestycje. Jednak 68 proc. uważa, że chaotyczna transformacja jest bardziej prawdopodobna niż rok temu, a 40 proc. postrzega to jako poważne ryzyko. Tylko 15 proc. przedsiębiorstw jest przekonanych, że jest w pełni przygotowanych do sprostania tym wyzwaniom.

– Zamiast więc tracić na znaczeniu, kwestia ta wkrótce wkroczy do głównego nurtu w dość nieoczekiwany sposób – podkreśla założyciel i prezes Volans.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/globalne-firmy-coraz,p984089802

Kaucjomaty jak paczkomaty. System kaucyjny przenosi się na polskie osiedla

0

Od początku działania systemu kaucyjnego Polacy zwrócili już ponad 1,5 mld opakowań. Przed operatorami stoją jednak kolejne wyzwania – w tym roku muszą osiągnąć 77-proc. poziom zbiórki, a docelowo 90 proc. Jednym ze sposobów na zwiększenie liczby zwracanych opakowań jest rozwój punktów zwrotu poza sklepami, m.in. na osiedlach mieszkaniowych. Pierwszy taki pilotaż uruchomiono na warszawskich Młocinach.

 – Konsumenci oczekują systemu kaucyjnego, dostępności punktów zbiórki, prostoty zwrotu i sprawnego odzyskania pieniędzy, które zapłacili za kaucję. Naszą rolą jest usprawnianie procedur, proponowanie takich metod, aby cały proces zwrotu opakowania był płynny, efektywny, jak najprostszy i jak najbliżej konsumenta – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Dariusz Dworzecki, dyrektor ds. rozwoju i sieci zbiórki w Kaucja.pl.

System kaucyjny działa w Polsce od października 2025 roku. Zgodnie z ustawą operatorzy muszą stopniowo zwiększać poziom selektywnej zbiórki opakowań – w tym roku do 77 proc., a w kolejnych latach do 90 proc. Osiągnięcie tych wskaźników ma zapewnić większy odzysk surowców i ich ponowne wykorzystanie do produkcji nowych opakowań.

Jak wynika z danych resortu środowiska, do końca maja konsumenci zwrócili już ok. 1,6 mld opakowań. Około 85 proc. z nich trafiło do systemu za pośrednictwem automatów kaucyjnych działających w 13 tys. lokalizacji. Łącznie w Polsce funkcjonuje już 62 tys. punktów zwrotu, jednak większość z nich znajduje się w placówkach handlowych. Dlatego operatorzy zaczynają rozwijać również punkty działające poza sklepami, m.in. na osiedlach mieszkaniowych.

Rozwiązanie, które wdrażamy we współpracy z naszym operatorem, wykonującym zbiórkę, i Spółdzielnią WSM Młociny polega na organizacji publicznych miejsc, w których konsumenci mogą zwrócić opakowanie. Są to miejsca niezależne od jednostek handlu, niezależne od innych punktów zbiórki, blisko miejsc zamieszkania, w dużych skupiskach ludzi. Zależy nam na prostym systemie zbiórki – tłumaczy Dariusz Dworzecki.

Rozwój dodatkowych punktów zwrotu ma zwiększyć dostępność systemu i ułatwić mieszkańcom oddawanie opakowań poza sklepami. Operator liczy, że przełoży się to na większą liczbę zwracanych butelek i puszek oraz pomoże osiągnąć wymagane poziomy zbiórki.

Wszelkie modele ułatwiające zbiórkę powodują, że my jako operator i cały rynek jesteśmy w stanie odzyskać butelki i puszki zgodnie ze wskazaniem ustawodawcy i zgodnie z celami środowiskowymi. Jest to wiodący element całego systemu kaucyjnego – odzyskać opakowanie kaucyjne jak najszybciej z rynku i móc je przetworzyć, aby mogło być z powrotem wykorzystane w produkcji – mówi przedstawiciel Kaucja.pl. –  Każde ułatwienie dla klienta ma przede wszystkim na celu zaprzyjaźnienie z systemem kaucyjnym i ułatwienie zbiórki.

Projekt na warszawskich Młocinach ma charakter pilotażowy, jednak operator nie traktuje go jako jednorazowej inicjatywy. Jeśli rozwiązanie się sprawdzi, podobne punkty zwrotu mają się również pojawić w innych częściach Warszawy i kolejnych miastach.

Nasza współpraca z partnerem, z firmą Recyclo nie mówi o jednym, dwóch czy trzech urządzeniach, tylko o szerokiej skali i w różnych miejscach kraju – dodaje Dariusz Dworzecki.

Projekt na Młocinach ma być początkiem szerszej rozbudowy sieci recyklomatów. Za dostarczenie i obsługę urządzeń odpowiada Recyclo, które docelowo planuje rozwijać sieć również na kolejnych osiedlach i w innych miastach. W przeciwieństwie do większości recyklomatów działających dziś przy sklepach urządzenia mają funkcjonować jako ogólnodostępne punkty zwrotu zlokalizowane w pobliżu miejsc zamieszkania.

Sama mechanika nie różni się od tych automatów, które znamy ze sklepów, jednak kluczową zmianą jest to, że jest możliwość zwrotu środków z kaucji bezpośrednio na kartę. Wkrótce będzie też możliwość odkładania środków na tzw. walleta, czyli na aplikację – wskazuje Piotr Kocoń, współtwórca Recyclo.

Po oddaniu opakowań użytkownik może otrzymać zwrot kaucji bezpośrednio na kartę płatniczą. W przygotowywanej aplikacji środki będzie można gromadzić w wirtualnym portfelu i wykorzystać w dogodnym momencie. Nadal dostępna pozostanie również forma vouchera dla osób, które nie chcą korzystać z płatności kartą.

Obsługa rozproszonej sieci automatów wymaga także bieżącego monitorowania ich pracy oraz sprawnej organizacji odbioru opakowań.

Podzieliliśmy, zaczynając od Warszawy, całe miasto na sektory i do sektorów przypisaliśmy osoby odpowiedzialne za to, żeby te automaty się nie zapełniały. Prewencyjnie opróżniamy automaty – jeśli widzimy, że zapełnienie sięga 80 proc., kierowca natychmiast otrzymuje sygnał, żeby podjechać i opróżnić maszynę – tłumaczy Piotr Kocoń.

Rozbudowa sieci nie ma się ograniczyć do pilotażu na Młocinach. Recyclo prowadzi już kolejne instalacje i zapowiada rozwój infrastruktury.

Planujemy zainstalować ponad 400 automatów w Warszawie i okolicach, 4 tys. automatów w ciągu trzech–czterech lat. Liczymy, że staną się naturalnym wyborem, tak jak się stało w przypadku paczkomatów. Obecnie nasz cykl zakłada umieszczanie 15 automatów tygodniowo, będziemy się starali szybko zwiększać tę liczbę zapowiada współtwórca Recyclo. – Po osiągnięciu pułapu 120 zainstalowanych i aktywnych automatów w Warszawie rozpoczniemy montaże w Łodzi, w Poznaniu, we Wrocławiu, w Krakowie i na Śląsku.

Dla Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej projekt ma przede wszystkim ułatwić mieszkańcom korzystanie z systemu kaucyjnego. Pomysł pojawił się po sygnałach od lokatorów i administracji osiedli, którzy zwracali uwagę na potrzebę stworzenia punktów zwrotu bliżej miejsca zamieszkania.

To, że automaty pojawiły się na naszych osiedlach, wynika z zaistnienia dwóch zdarzeń w tym samym czasie. Pierwsze to głosy od mieszkańców i od administracji osiedli, że jest wiele postulatów o lepsze zorganizowanie tego procesu, zwłaszcza dla osób starszych, które nie są aż tak mobilne, żeby przemieszczać się na większe odległości. Z drugiej strony w tym samym czasie pojawiła się u nas z propozycją współpracy firma Recyclo. W jednym czasie i w jednej przestrzeni spotkał się problem i rozwiązanie – tłumaczy Przemysław Prus, prezes Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Lokalizacja punktów zwrotu ma duże znaczenie dla wygody mieszkańców. Recyklomaty są montowane w pobliżu altan śmietnikowych, dzięki czemu oddanie opakowań można połączyć z wynoszeniem odpadów.

To rozwiązanie ułatwia pozbycie się butelek blisko domu, bez konieczności noszenia i większych procesów logistycznych. W mojej ocenie jest po prostu praktyczne, a takie mają największą szansę powodzenia – ocenia prezes WSM.

Jak podkreśla, zainteresowanie takim rozwiązaniem jest duże. Do spółdzielni wpływają już kolejne wnioski dotyczące montażu urządzeń na następnych osiedlach.

Wszyscy czekali, kiedy się pojawi pierwszy recyklomat. To jest jaskółka, która czyni wiosnę. Za chwilę kolejne wnioski również uzyskają pozytywną opinię zarządów i takie urządzenia będą się coraz częściej pojawiać na naszych osiedlach – mówi Przemysław Prus.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/kaucjomaty-jak-paczkomaty,p1620439216

Jednolity rynek w Unii Europejskiej wciąż z barierami. Trwają prace nad nowymi rozwiązaniami

0

Zdaniem części polskich europarlamentarzystów jednolity rynek w Unii Europejskiej wymaga zmian. Potrzebuje wprowadzenia praktycznego zastosowania zasady wzajemnej uznawalności produktów i usług bądź też harmonizacji przepisów we wszystkich krajach członkowskich, co jednak może być procesem zbyt czasochłonnym. Polscy europosłowie podkreślają, że to samo prawo europejskie w różnych krajach jest stosowane w różny sposób, a ponadto brakuje współpracy międzynarodowej.

– W Unii Europejskiej jednolity rynek powinien być zasadą wynikającą z traktatów. Produkt czy usługa, które są oferowane w danym państwie, powinny bez problemu być oferowane w innym, bez żadnych ograniczeń. Niestety często widzimy, że państwa wprowadzają różnego rodzaju regulacje wewnętrzne i to powoduje, że na przykład produkt z Polski nie może wjechać do Niemiec, Francji czy innego kraju bez dodatkowej kontroli lub spełnienia dodatkowych wymogów – mówi w rozmowie z agencją Newseria Piotr Müller, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

Jednolity rynek Unii Europejskiej został utworzony w 1993 roku. Umożliwia swobodny przepływ towarów, usług, osób i kapitału, czyli tzw. cztery swobody we wszystkich państwach członkowskich. Ponadto napędza wzrost gospodarczy i konkurencję oraz stwarza możliwości dla unijnych firm, w tym MŚP. Zapewnia im dostęp do rynku wewnętrznego, który liczy 450 mln konsumentów.

– Jako Europejska Partia Konserwatystów i Reformatorów jesteśmy zwolennikami zasady wzajemnej uznawalności. Chcemy, aby produkt wytworzony w danym kraju mógł bez żadnych barier wjeżdżać do innego w Unii Europejskiej. Na to się właśnie umawialiśmy. Natomiast widzimy też wiele regulacji, które są wprowadzane we Wspólnocie i de facto zwiększają bariery – uważa europoseł.

W kwietniu br. przy okazji nieformalnego szczytu szefów państw i rządów na Cyprze prezydent tego kraju jako przedstawiciel rotacyjnej prezydencji Rady Unii Europejskiej oraz przewodniczące Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej podpisali plan działania „Jedna Europa, jeden rynek”. Przedstawia on cele i metody ich realizacji najpóźniej do końca 2027 roku. Ma to pobudzić wzrost gospodarczy w Europie i przewiduje cele dotyczące wniosków ustawodawczych i porozumienia między prawodawcami, a także kwartalne przeglądy umożliwiające monitorowanie postępów.

– Przykładem barier jest dyrektywa transportowa sprzed wielu lat, która uniemożliwiła zdrową konkurencję naszych firm transportowych na terenie Unii Europejskiej. Są też inne metody ograniczania tego typu usług czy produktów, jak wprowadzanie dodatkowych kryteriów społecznych, środowiskowych, ale które nie obowiązują w całej Unii, tylko w niektórych krajach. To powoduje realne bariery – tłumaczy Piotr Müller. – W Parlamencie Europejskim rozmawiamy więc o tym, w jaki sposób je ograniczyć – albo z jednej strony harmonizując przepisy, albo wprowadzając zasadę wzajemnej uznawalności usług i produktów – dodaje.

Instytucje europejskie chcą osiągnąć znaczące postępy w 2026 roku, a najpóźniej do końca 2027 roku we wszystkich pięciu strategicznych elementach składowych planu działania, takich jak uproszczenie przepisów, bardziej zintegrowany jednolity rynek, w tym poprzez usunięcie 10 najbardziej szkodliwych barier, wspieranie trwałych stosunków handlowych, działania na rzecz obniżenia cen energii, dekarbonizację oraz stymulowanie transformacji cyfrowej i transformacji AI.

– My jesteśmy zwolennikami zasady wzajemnej uznawalności usług i produktów. Uważamy, że harmonizowanie wszystkich przepisów w Unii Europejskiej jest procesem długotrwałym. Z drugiej strony powoduje on, że często pojawia się kolejna warstwa biurokratyczna, tylko tym razem nie w jednym czy dwóch krajach, tylko w 27 naraz – podkreśla europoseł.

Przywódcy Unii Europejskiej podkreślili, że do marca 2027 roku należy osiągnąć konkretne i wymierne postępy w zakresie zapobiegania powstawaniu barier dla czterech swobód i w zakresie usuwania takich barier. Wskazali sześć priorytetowych środków, w tym m.in. 28. system prawny dla spółek „EU Inc.”, wzmocnienie zabezpieczeń dotyczących wprowadzania produktów do obrotu czy też rozwiązanie kwestii rozdrobnionych wymogów dotyczących etykietowania i opakowań produktów.

– Obserwujemy mechanizm, że to samo prawo europejskie jest stosowane w różny sposób w różnych krajach Unii Europejskiej. To wynika na przykład z z implementacji prawa w inny sposób w danym kraju, na przykład nadgorliwego. Czasami urzędnicy implementując prawo europejskie, dodają coś od siebie na wszelki wypadek, co jest oczywiście kuriozalne – zaznacza Piotr Müller.

Dodaje, że problemem jest brak chęci państw do realizowania między sobą egzekwowania przepisów.

– Państwo ma prawo do pozwania drugiego za to, że nie przestrzega przepisów, które samo przecież egzekwuje. Mamy do czynienia z taką sytuacją w wielu obszarach, że jedno państwo uczciwie się zachowuje, a drugie tych przepisów nie przestrzega. Teoretycznie Komisja Europejska powinna takie państwo ścigać przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale często tego nie robi ze względów politycznych. To jest pewnego rodzaju przewaga konkurencyjna, że to państwo akurat tych przepisów nie stosuje – uważa europoseł.

W 2018 roku weszło w życie ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), które reguluje sposób przetwarzania i przekazywania danych osobowych osób fizycznych w Unii Europejskiej. 

– Państwa pomiędzy sobą powinny się mobilizować i zachęcać do tego, żeby przestrzegać tych norm, które same uchwaliły. RODO jest dobrym przykładem. Ktoś, kto mieszka w Belgii, na przykład często widzi, że na skrzynkach pocztowych jest napisane imię, nazwisko osoby, która mieszka w danym mieszkaniu. To są przepisy, które wynikają z prawa belgijskiego. W Polsce w tej chwili coś takiego jest nie do pomyślenia – podkreśla Piotr Müller.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/jednolity-rynek-w-unii,p742885770

Fundacja SET: Energia z węgla mogłaby być dziś najtańsza. Polityka klimatyczna podnosi jej koszty o kilkadziesiąt procent

0

Zdaniem Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa Fundacji SET i byłego prezesa PGE, kwestia miksu energetycznego jest dziś wtórna, a pierwszorzędną sprawą jest zapewnienie dostępności energii. Jak podkreśla, dziś gwarantuje to tylko węgiel, a w przyszłości – energetyka jądrowa. Dodaje, że energia z węgla mogłaby być dziś najtańsza, gdyby nie koszty polityki energetycznej.

– Polska powinna przede wszystkim produkować energię z tych paliw, które są u nas najbardziej dostępne, a są to węgiel kamienny i węgiel brunatny. Polska powinna też produkować energię z odnawialnych źródeł energii, tak jak dzisiaj, bo prawie 40 proc. energii produkowane jest z OZE, ale nie zapominajmy, że są to źródła pogodozależne i nie dają stabilnej energii – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Wojciech Dąbrowski, prezes Fundacji SET i były prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Wysokie koszty energii należą do najważniejszych czynników osłabiających konkurencyjność europejskiej gospodarki. Mario Draghi, były szef Europejskiego Banku Centralnego, w swoim raporcie z 2024 roku wskazał, że przedsiębiorstwa w Unii Europejskiej płacą za energię elektryczną dwa–trzy razy więcej niż firmy w Stanach Zjednoczonych, a za gaz cztery–pięć razy więcej. Zdaniem Wojciecha Dąbrowskiego jest to efekt prowadzonej przez UE polityki klimatycznej.

– Polityka klimatyczna jest przeciwskuteczna, bo nie dość, że wydaliśmy dziesiątki miliardów euro w Europie, aby wybudować odnawialne źródła, to są one niestabilne, bo pogodozależne. Po drugie, wcale nie dały nam taniej energii – ocenia prezes Fundacji SET. – OZE nie są tak tanie, jak wskazują informacje w mediach, że megawatogodzina wyprodukowanej energii kosztuje 200 zł. Nie są tu podawane wszystkie koszty, a są to m.in. wielomiliardowe dotacje, za które płaciliśmy, także koszty przyłączy, sieci energetycznych finansowanych przez spółki Skarbu Państwa, więc prawdziwy koszt wyprodukowania energii w OZE to jest około 1 tys. zł za megawatogodzinę. Jeśli chodzi o węgiel, to oficjalna cena wynosi ok. 500 zł, ale to wynika z tego, że jest obciążona w 50 proc. polityką klimatyczną, czyli kosztami emisji CO2, które drenują portfele Polaków i innych społeczeństw.

W 2025 roku Komisja Europejska przedstawiła Plan działań na rzecz przystępnej cenowo energii, który zakłada m.in. przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii i sieci elektroenergetycznych, ułatwienia dla długoterminowych umów zakupu energii oraz większą integrację europejskiego rynku energii. Komisja szacuje, że pełna realizacja planu pozwoli osiągnąć oszczędności rzędu 130 mld euro rocznie do 2030 roku i 260 mld euro rocznie do 2040 roku.

Powinniśmy zmienić swoje myślenie, szczególnie po doświadczeniach COVID-u, wojny na Ukrainie, gdzie mieliśmy kryzys energetyczny, zamknięcia cieśniny Ormuz i odcięcia od gazu i ropy. To powoduje, że w państwach, które mają swoje paliwa, a w Polsce tym surowcem, które daje bezpieczeństwo, jest węgiel, powinniśmy wrócić do paliw kopalnych. Produkcja energii na węglu daje stabilność, bezpieczeństwo i pewność, że państwo będzie w ogóle miało energię – mówi Wojciech Dąbrowski.

Jak podkreśla, rozwiązaniem, które podniesie bezpieczeństwo energetyczne kraju i zastąpi w tym węgiel, będzie w przyszłości energetyka jądrowa. Co więcej, ma ona także wymiar rozwojowy, bo budowa pierwszej polskiej elektrowni powinna także pobudzić przedsiębiorczość, gospodarkę i naukę.

Międzynarodowa Agencja Energetyki (IEA) wskazała, że w ubiegłym roku zainteresowanie energetyką jądrową było największe od czasu kryzysów naftowych z lat 70. XX wieku. W momencie publikacji raportu na świecie trwała budowa 63 reaktorów jądrowych o łącznej mocy ponad 70 GW, a ponad 40 państw planowało rozwój energetyki jądrowej lub wydłużenie pracy istniejących bloków. Według IEA atom ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego i zapewnienia stabilnych dostaw energii, uzupełniając rozwój odnawialnych źródeł energii.

– Powinniśmy dzisiaj strategicznie myśleć o tym, co w przyszłości będzie dawało nam pewność, że w ogóle będziemy posiadali energię. Takim rozwiązaniem jest energetyka jądrowa, bo kiedyś w przyszłości tego węgla nie będzie – przekonuje prezes Fundacji SET. – Tania energia jest niezbędna do reindustrializacji polskiego przemysłu, a Polska potrzebuje reindustrializacji.

Jego zdaniem tania energia jest także warunkiem, by zatrzymać przemysł energochłonny – stalowy, cementowy czy chemiczny – w Polsce i UE. Na razie, jak podkreśla, unijne przedsiębiorstwa nie wytrzymują konkurencji zagranicznej w warunkach prowadzonej polityki klimatycznej.

Nie możemy być konkurencyjni z naszymi produktami i towarami, jeśli mamy sześciokrotnie droższą energię niż w Chinach i czterokrotnie droższą niż w Stanach Zjednoczonych. Nie odbudujemy konkurencyjności europejskiej, w tym polskiej, gospodarki, jeśli dalej będziemy realizowali politykę klimatyczną, która powoduje, że ceny energii są najwyższe na świecie – wskazuje ekspert.

Odbudowa konkurencyjności unijnego przemysłu jest jednym z priorytetów Komisji Europejskiej. W 2025 roku przedstawiła Clean Industrial Deal, który zakłada zwiększenie inwestycji w przemysł niskoemisyjny, uproszczenie zasad pomocy publicznej oraz wsparcie produkcji technologii strategicznych w Europie.

Bezpieczeństwo energetyczne, konkurencyjność gospodarki oraz kierunki transformacji energetycznej były jednym z tematów Kongresu Fundacji SET „Polska ambitna”.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/fundacja-set-energia-z,p635235700

Efektywność energetyczna i redukcja kosztów energii priorytetami inwestycyjnymi przemysłu. Barierą staje się brak specjalistów

0

Przemysł chce zmniejszać koszty energii i inwestować w efektywność energetyczną – wynika z raportu „ABB Trends 2026/2027”. Coraz większe znaczenie mają też nakłady na modernizację infrastruktury elektroenergetycznej, automatyzację oraz cyberbezpieczeństwo. Inwestycje w technologie są jednak hamowane przez ograniczenia budżetowe oraz luki kompetencyjne.

W zakresie cyfryzacji polskiego przemysłu szczególnie dużo mówi się o sztucznej inteligencji, ale w naszym badaniu tylko 6 proc. respondentów związanych z przemysłem zadeklarowało, że wdrożyło tego typu rozwiązania. Nieco ponad 20 proc. tworzy pilotaże i testuje nową technologię. Z drugiej strony może niepokoić, że 25 proc. przedsiębiorstw na razie nie planuje wdrożeń sztucznej inteligencji do swoich procesów produkcyjnych – mówi agencji Newseria Maksymilian Pawłowski, dyrektor komunikacji korporacyjnej ABB w Polsce.

Badanie ABB, przeprowadzone na grupie 145 respondentów reprezentujących polski przemysł, pokazuje, że realne wykorzystanie także innych zaawansowanych technologii, które pozwalają przejść od zwykłego monitorowania procesów do ich automatyzacji, jest niskie. Dla przykładu cyfrowe bliźniaki wykorzystuje 7 proc. firm, a roboty i coboty – 13 proc.

– W technologie związane z AI inwestuje obecnie stosunkowo niewielki odsetek firm przemysłowych. Wzrost inwestycji w tym obszarze jest konieczny – mówi Stanisław Tański, prezes ABB Sp. z o.o.

Równolegle do postępującej cyfryzacji produkcji rośnie znaczenie cyberochrony. Z raportu ABB wynika, że ponad jedna trzecia firm doświadczyła incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem. Przekłada się to na coraz większe inwestycje w zabezpieczenie systemów produkcyjnych i danych. Ale nie tylko.

– Polskie przedsiębiorstwa mają pozytywne nastawienie do inwestycji w cyfryzację i efektywność energetyczną, zdając sobie sprawę, że to pomoże w budowaniu konkurencyjności zarówno w Polsce, jak i na rynkach europejskich – wskazuje Maksymilian Pawłowski.

Głównymi barierami inwestycyjnymi przedsiębiorstw pozostają jednak ograniczenia budżetowe – twierdzi tak 50 proc. respondentów. Wyzwanie stanowią również wymogi regulacyjne i formalne (41 proc. wskazań). Na przeszkodzie stają też czynniki organizacyjne: procedury i procesy decyzyjne są ograniczeniem dla blisko 30 proc. firm. Czynniki te mogą wpływać na wolniejsze tempo transformacji polskiego przemysłu.

– Według naszego raportu podstawowymi barierami inwestycyjnymi, które wpływają na rozwój firm, są przede wszystkim ograniczone budżety, co samo w sobie nie jest zaskoczeniem. Kolejny czynnik to jednak złożone procesy decyzyjne i biurokracja, a trzeci – niepewność co do ROI, czyli zwrotu z danej inwestycji – wymienia dyrektor komunikacji korporacyjnej ABB w Polsce. – Czwarty element to coś, co nas bardzo zaskoczyło, czyli braki kadrowe i kompetencyjne związane z umiejętnościami poprowadzenia strategii transformacyjnej polskiego przemysłu.

W badaniu 90 proc. respondentów wskazało, że ma trudności z pozyskaniem i utrzymaniem kadry technicznej. To oznacza, że tylko jedna firma na 10 nie odczuwa deficytów w tym zakresie. Dla blisko połowy przedsiębiorstw jest to obecnie istotnym lub wręcz krytycznym wyzwaniem dla dalszej działalności, wpływającym na możliwości modernizacji. Problem przestaje więc mieć charakter wyłącznie kadrowy. 

Najtrudniej pozyskać specjalistów z obszaru automatyki, integracji systemów IT i OT oraz cyberbezpieczeństwa przemysłowego. Autorzy raportu oceniają, że wraz z rozwojem automatyzacji i cyfryzacji firmy będą coraz mocniej odczuwać niedobór specjalistów odpowiedzialnych za integrację systemów, utrzymanie infrastruktury oraz bezpieczeństwo procesów produkcyjnych.

Wśród innych wyzwań związanych z transformacją przemysłu badane przez ABB firmy wskazują także na bariery natury technicznej i geopolitycznej. 30 proc. zwraca uwagę na ryzyko niezawodności infrastruktury, co zwiększa ryzyko przestojów i kosztów nieplanowanych napraw, a 27 proc. – na niestabilność łańcuchów dostaw skutkującą nieprzewidywalnością terminów i cen komponentów. Szans na przyspieszenie procesów transformacji przedsiębiorstwa upatrują za to w dostępnych europejskich funduszach spójnościowych, trendzie przenoszenia produkcji bliżej Europy oraz dalszej cyfryzacji.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/efektywnosc-energetyczna,p1277485880

Administracja skarbowa wie o podatnikach coraz więcej. Tradycyjne kontrole zastępowane są czynnościami sprawdzającymi

0

Administracja skarbowa coraz rzadziej sięga po tradycyjne kontrole, a coraz częściej weryfikuje rozliczenia przedsiębiorców na podstawie danych z Jednolitego Pliku Kontrolnego i Krajowego Systemu e-Faktur. Jak wynika z raportu MDDP i Konfederacji Lewiatan, w 2025 roku fiskus przeprowadził blisko 2,3 mln czynności sprawdzających, czyli średnio otwierano 19 nowych procedur na minutę. Dzięki nim wykrył niemal 11 mld zł zaległości podatkowych, o ponad 25 proc. więcej niż rok wcześniej.

– Widzimy zmianę charakteru relacji między fiskusem a podatnikami. Inny jest sposób weryfikacji rozliczeń podatników. O ile w latach ubiegłych w znacznie większym stopniu ta weryfikacja następowała przez standardowe kontrole celno-skarbowe, o tyle ostatnio przyjmuje bardzo uproszczoną, przyjazną formę czynności sprawdzającej – mówi agencji Newseria Tomasz Michalik, partner, doradca podatkowy z Kancelarii MDDP.

Dane z drugiej edycji raportu „Przedsiębiorcy pod lupą fiskusa”, przygotowanego przez MDDP i Konfederację Lewiatan, pokazują, że w latach 2021–2025 przeprowadzono ponad 12,4 mln tzw. czynności sprawdzających, z czego 10,6 mln dotyczyło VAT, PIT, CIT i akcyzy. Pozwoliły one wykryć 38,8 mld zł zaległości podatkowych, z czego ponad 37 mld zł dotyczyło VAT, PIT, CIT i akcyzy. Według autorów raportu czynności sprawdzające przynoszą budżetowi większe efekty niż kontrole podatkowe i celno-skarbowe łącznie.

Od 2022 roku liczba czynności sprawdzających realizowanych każdego roku systematycznie wzrasta. Tylko w ubiegłym roku przeprowadzono ich niemal 2,3 mln – o 10 proc. więcej niż rok wcześniej i o 23 proc. więcej niż w 2022 roku. Wyjątkiem był 2021 rok, kiedy liczba czynności sprawdzających wynosiła ponad 2,4 mln.

Czynność sprawdzająca to procedura, w której organy podatkowe sprawdzają pewne rozliczenia podatników, ewentualnie zadają pytania doprecyzowujące, czy to rozliczenie jest prawidłowe. Generalnie albo dają zalecenia, czyli protokół z czynności sprawdzających, na bazie którego firma koryguje zeznanie, albo jeśli stwierdzą, że nie ma nieprawidłowości, to takie czynności niczym się nie kończą – tłumaczy Przemysław Pruszyński, dyrektor Departamentu Podatkowego w Konfederacji Lewiatan.

Czynności sprawdzające są prostsze i mniej sformalizowane niż klasyczne kontrole, pozwalają na szybką i masową weryfikację wybranych obszarów rozliczeń, nie są też obciążone ograniczeniami proceduralnymi wynikającymi z przepisów. Duże znaczenie ma również coraz szerszy dostęp organów do danych oraz narzędzi analitycznych, które umożliwiają weryfikację rozliczeń „zza biurka”, często bez konieczności wcześniejszego kontaktu z podatnikiem.

– Administracja skarbowa wie więcej o podatnikach. Podatnicy przesyłają coraz więcej informacji, począwszy od plików JPK_VAT po tegoroczną nowość, jaką jest Krajowy System e-Faktur. Administracja widzi praktycznie pełne rozliczenia podatników, zatem też nie musi prowadzić kontroli na miejscu u podatnika, tylko zdalnie kontroluje poprawność rozliczeń firmy – wyjaśnia Przemysław Pruszyński.

W 2021 roku przeciętna wartość ustaleń przypadająca na jedną czynność sprawdzającą wynosiła 1705 zł, podczas gdy w 2025 roku było to już 4681 zł, przy podobnej liczbie procedur. Może to wskazywać, że organy podatkowe coraz skuteczniej typują podmioty do weryfikacji oraz lepiej wykorzystują dostępne narzędzia analityczne.

– Fiskus w dużo większym niż dotychczas stopniu potrafi wykorzystywać informacje, które dotychczas był w stanie zebrać przez Jednolity Plik Kontrolny czy inne sposoby, i najwyraźniej jest w stanie w sprawny sposób analizować źródła pozyskania tych danych. W związku z tym czynności weryfikujące są nastawione na konkretnych podatników, na konkretne działania i sfery, do których fiskus jest już przygotowany. Dzięki temu te działania są efektywne, sprawne i skuteczne – podkreśla doradca podatkowy z Kancelarii MDDP.

Bardziej sformalizowane narzędzia, takie jak JPK, KSeF, DAC7 czy STIR, sprawiają, że przedsiębiorcy funkcjonują dziś w stanie ciągłego monitoringu 24/7. Organy podatkowe, kontaktując się z danym podmiotem, często posiadają większość potrzebnych im informacji.

– Może to spowodować niemal permanentną inwigilację podatników, bo prawie wszystkie informacje będą dostępne w czasie albo rzeczywistym, albo niemal rzeczywistym dla organów podatkowych. Jesteśmy w przededniu dużej zmiany, jeżeli chodzi o możliwości kontrolne i prawdopodobnie sposób prowadzenia kontroli – przekonuje Tomasz Michalik.

Z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu wynika, że 91,3 proc. respondentów miało w ciągu ostatnich pięciu lat styczność z czynnościami sprawdzającymi. Przedsiębiorcy generalnie pozytywnie oceniają tę formę kontaktu z fiskusem. Dobrze lub bardzo dobrze oceniło ją 47,1 proc. badanych, a źle lub bardzo źle – 15,4 proc.

– Czynność sprawdzająca jest łatwa, prosta i przyjemna w relacjach między obydwiema stronami, jednak nie gwarantuje tych samych praw podatnikom, a przez to potrafi być niestety nadużywana – ocenia doradca podatkowy z Kancelarii MDDP.

Przedsiębiorcy badani na potrzeby raportu oczekują większej przewidywalności tej procedury. Za formalnym informowaniem o ich zakończeniu opowiedziało się 89,5 proc. badanych, 87,5 proc. chciałoby otrzymywać dokument z wynikiem i ustaleniami, a 85,5 proc. wskazuje na potrzebę określenia maksymalnego czasu trwania takich działań. Odpowiedzi przedsiębiorców, jak podkreślają autorzy raportu, należy odczytywać jako wyraz oczekiwania elementarnego standardu informacyjnego, a nie postulat nadmiernej formalizacji. Bez informacji, że sprawa została zakończona i z jakim rezultatem czynności sprawdzające pozostają procedurą nieprzejrzystą dla podatnika. Równie istotny jest drugi obszar – czas trwania czynności i ich powtarzalność. Wyniki ankiety pokazują, że przedsiębiorcy nie kwestionują elastyczności procedury, bieżących kontaktów mailowych i telefonicznych z urzędnikami, lecz nie mogą one trwać w nieskończoność.

Jednocześnie ważne dla podatników jest zachowanie właściwych granic tej procedury. Nie chcą, aby czynności sprawdzające upodobniły się do pełnych kontroli podatkowych. Z raportu wynika, że 61,5 proc. ankietowanych sprzeciwia się rozszerzeniu uprawnień dowodowych organów podatkowych, a 72,1 proc. nie popiera możliwości przesłuchiwania świadków i stron czy przeprowadzania oględzin w ramach tej procedury.

 Generalnie system podatkowy jest coraz bardziej skomplikowany, mamy coraz więcej wątków, interpretacji i sporów podatników z administracją skarbową, których rozstrzygnięcia są bardzo różne. Funkcjonowanie przedsiębiorców z tego powodu jest coraz bardziej wymagające – ocenia ekspert Konfederacji Lewiatan.

Podstawowym oczekiwaniem przedsiębiorców jest ograniczenie liczby zmian w prawie podatkowym. Jeżeli już są one wprowadzane, biznes oczekuje dłuższego vacatio legis, które pozwoli się przygotować do nowych obowiązków.

W rankingu International Tax Competitiveness Index 2025, przygotowywanym przez amerykański think tank Tax Foundation, Polska znalazła się w dolnej części zestawienia. Nasz kraj zajął 35. miejsce wśród 38 państw OECD, podczas gdy rok wcześniej był na 31. pozycji. Oznacza to, że pod względem konkurencyjności systemu podatkowego Polska wypada słabiej niż większość rozwiniętych gospodarek.

– Ciągłe zmiany są najtrudniejsze dla przedsiębiorców, ponieważ to wymaga permanentnego wdrażania, przygotowywania, ponoszenia kosztów i wypełniania obowiązków podatkowych. Potem okazuje się, że kiedy przedsiębiorca wszystko to zrobił i już miałby płacić na danych zasadach, w kolejnym roku pojawia się następna zmiana i kolejna – mówi Przemysław Pruszyński.

O relacjach na linii przedsiębiorcy–fiskus eksperci rozmawiali podczas Kongresu Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, który odbył się 16 czerwca w Warszawie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/administracja-skarbowa-wie,p88537492