Uczelnie chcą zachęcić młodych ludzi do studiów biotechnologicznych. Sektor daje szerokie możliwości rozwoju kariery

Biotechnologia odgrywa kluczową rolę w rozwoju medycyny, ale znajduje też zastosowanie w ochronie środowiska czy przemyśle. Eksperci podkreślają, że to dziedzina nauki oferująca szerokie możliwości budowania kariery i innowacji. We Wrocławiu rozwój sektora biotechnologii wspierają zarówno uczelnie, jak i biznes, inwestując w edukację, badania i nowoczesną infrastrukturę badawczą. Okazją do jego promocji wśród młodych ludzi był Wrocławski Dzień Biotechnologii, zorganizowany wokół otwarcia laboratorium biologiczno-chemicznego przez Coventry University Wrocław.

– Biotechnologia jest niezwykle ważna. Wystarczy cofnąć się kilka lat do globalnej pandemii, aby dostrzec rolę branży biotechnologicznej w ratowaniu świata – mówi agencji Newseria prof. John Dishman, prorektor Coventry University Wrocław, który w trakcie Wrocławskiego Dnia Biotechnologii otworzył nowe laboratorium biologiczno-chemiczne.

– Potrzebujemy dalszego rozwoju biotechnologii, ponieważ oddziałuje ona na niemal wszystkie sfery życia. W medycynie znajduje zastosowanie przy opracowywaniu nowych terapii i leków. W ochronie środowiska przyczynia się do udoskonalania oraz wytwarzania biopaliw. Natomiast w naukach biologicznych umożliwia pozyskiwanie i wykorzystywanie enzymów oraz białek, które mogą służyć jako cele terapeutyczne lub znajdować zastosowanie w przemyśle, na przykład przy produkcji kwasu bursztynowego – tłumaczy dr inż. Dorota Dobrzańska-Szoentag, dyrektorka kierunku Applied Biosciences w Coventry University Wrocław.

Biotechnologia może stanowić element rozwiązywania wielu wyzwań społecznych i środowiskowych, takich jak łagodzenie zmian klimatu i adaptacja do nich, dostęp do zasobów naturalnych i ich zrównoważone wykorzystanie, odbudowa systemów przyrodniczych, a także zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego i zdrowia ludzi.

– Biotechnologia medyczna odgrywa kluczową rolę w odpowiadaniu na współczesne wyzwania zdrowotne – szczególnie w obszarze rozwoju innowacyjnych terapii, w tym leków dla pacjentów z niezaspokojonymi potrzebami medycznymi czy chorobami rzadkimi. To jeden z najdynamiczniejszych sektorów, który realnie wpływa na jakość i długość życia ludzi – podkreśla Maja Halen, dyrektor do spraw współpracy biznesowo-akademickiej w BioInMed – Polskim Związku Innowacyjnych Firm Biotechnologii Medycznej.

Mnogość obszarów, w których biotechnologia może mieć zastosowanie, oznacza szerokie możliwości rozwoju naukowego i zawodowego.

– Branża oferuje szerokie możliwości rozwoju, również poza laboratorium. Coraz większe znaczenie mają kompetencje interdyscyplinarne, szczególnie na styku medycyny, analityki danych i nowych technologii, w tym AI. To kierunek, który będzie w najbliższych latach jeszcze silniej kształtował rynek pracy w Life Science – podkreśla Maja Halen.

Firmy biotechnologiczne angażują się w proces edukacji, by dostosować programy kształcenia do realnych potrzeb rynku i tym samym zwiększać dostępność specjalistów na rynku pracy. Pierwszym aspektem tego zaangażowania jest dzielenie się wiedzą i kompetencjami, natomiast drugim – inspirowanie młodych ludzi do podejmowania studiów w obszarze bioscience. Przykładem takiej współpracy jest kierunek Applied Biosciences realizowany na Coventry University Wrocław.

– Jest bardzo duże zainteresowanie, szczególnie na najbliższy wrzesień, więc mamy nadzieję, że ten kierunek będzie się rozwijać. Prowadzimy go od dwóch lat, więc pierwsi studenci za rok ukończą naukę licencjatem. Planujemy wprowadzić studia magisterskie, aby studenci w przyszłości mogli zdobyć tytuł magistra nauk ścisłych i pracować w tej branży w Polsce lub w Europie – zapowiada prof. John Dishman.

Coventry University Wrocław to filia Coventry University założona w 2020 roku jako pierwszy brytyjski uniwersytet w Polsce. Jednocześnie jest siedzibą Coventry University Research Institute Europe (CURIE), który ma na celu wykorzystanie wiedzy specjalistycznej z brytyjskich ośrodków badawczych Uniwersytetu Coventry we współpracy z polskimi naukowcami.

– Znaczna część naszej kadry zajmuje się tematami związanymi z biotechnologią i jej podsektorami w Wielkiej Brytanii – mówi prorektor Coventry University Wrocław. – Prowadzimy szereg badań. Mamy bardzo duże centrum badawcze na Uniwersytecie Coventry, które wyznacza kierunki prowadzonego przez nas nauczania. To bardzo ważny element naszej działalności obok innych przedmiotów STEM – technologii i inżynierii, które również stanowią bardzo ważny element zarówno naszego uniwersytetu, jak i gospodarki Wielkiej Brytanii.

– Kierunek Applied Biosciences od początku nastawiony jest na rozwój studenta nie tylko w obszarze wiedzy i kompetencji teoretycznych, ale również kompetencji miękkich, takich jak umiejętność prezentacji danych, zastosowania nowych technologii, w tym wielkich modeli językowych AI stosowanych w zaliczeniach – podkreśla dr inż. Dorota Dobrzańska-Szoentag. – Studenci od samego początku mają dostęp do przestrzeni laboratoryjnej i sprzętu badawczego. Stawia ich to przed kolegami z innych uczelni, ponieważ uczą się praktycznych umiejętności dotyczących technik molekularnych.

Wrocławski Dzień Biotechnologii był okazją do zaprezentowania tego modelu kształcenia. W trakcie wydarzenia podkreślano znaczenie nauki poprzez doświadczenie, w tym m.in. pracy w małych grupach, kontaktu z metodami badawczymi oraz wczesnego oswajania studentów z laboratoryjnym i projektowym charakterem pracy.

– Chcieliśmy zaprezentować nowo otwartą przestrzeń laboratoryjną, która jest dedykowana studentom Applied Biosciences, ale również zachęcić młodzież ze szkół średnich i szkół podstawowych do wzięcia udziału w interaktywnych warsztatach. Uczniowie mieli okazję zobaczyć ekstrakcję DNA z truskawek, anatomię serca zwierzęcego czy wziąć udział w warsztatach związanych z reakcjami chemicznymi – tłumaczy dyrektorka kierunku Applied Biosciences. – Dzięki temu chcemy pokazać, że nauka i biotechnologia są ważne, że są obecne w naszym codziennym życiu i dzięki nim nastąpił postęp medycyny, np. wprowadzane są nowe terapie onkologiczne.

– Praktyczne stosowanie wiedzy w laboratorium sprawia, że nasi absolwenci mają rozległe możliwości zatrudnienia, a przejście z uczelni do miejsca pracy staje się dużo łatwiejsze, kiedy są zaznajomieni z wyposażeniem nowoczesnych laboratoriów – dodaje prof. John Dishman.

– Wrocławski Dzień Biotechnologii był fantastyczną okazją, aby zaprezentować młodym ludziom, które kompetencje są kluczowe. Mogliśmy powiedzieć im o tym, że bardzo ważne są te twarde, takie jak doświadczenie, certyfikaty, ukończone studia. Ale pod tą powierzchnią jest ogromna pozostała część, która dziś wskazuje, że kompetencje miękkie są najbardziej transferowalne i najbardziej pożądane – tłumaczy dyrektorka w BioInMed. – Na te kompetencje firmy bardzo stawiają i należy komunikować to młodzieży już w szkołach średnich, zanim podejmie decyzję. Nawet jeśli ją zmienią, to z miękkimi kompetencjami będą mogli się swobodnie odnaleźć w innym środowisku pracy.

Wrocławski Dzień Biotechnologii połączył edukację, naukę i perspektywę rynku pracy, ale ukazał również Wrocław jako miasto, które konsekwentnie buduje kompetencje przyszłości w obszarze bioscience.

– Wrocław od lat jest jednym z najsilniejszych ośrodków akademickich w Polsce. Co roku kształcimy niemniej niż 100 tys. studentów na 30 uczelniach wyższych, w tym 12 publicznych. Mamy około 400 ośrodków badawczych, skupionych między innymi na biotechnologii czy chemii. To jest jedna z przyszłościowych dziedzin, niezwykle ważna dla rozwoju nauki. Niezwykle się cieszymy, że możemy otwierać kolejne laboratoria. To kolejna przestrzeń badawcza dla wzmocnienia nauki oraz innowacyjności we Wrocławiu – podkreśla Michał Młyńczak, wiceprezydent Wrocławia.

W sondażu „Potencjał miast”, przeprowadzonym przez Ogólnopolską Grupę Badawczą na zlecenie Łukasiewicz – PORT, Wrocław został uznany za najbardziej innowacyjne miasto w Polsce spośród sześciu badanych (Gdańsk, Łódź, Katowice, Kraków, Poznań, Wrocław). Uzyskał ok. 35 proc. wskazań, niemal dwukrotnie więcej niż drugi Gdańsk (18,95 proc.). Badanie wykazało również, że osoby w wieku 18–19 lat najczęściej wskazywały stolicę Dolnego Śląska jako miasto o największym potencjale edukacyjnym. 

– Rozwój nauki, nowych technologii, w tym również biotechnologii, to jest po prostu część naszego wspólnego rozwoju. Cieszy nas, że ma to miejsce we Wrocławiu – podsumowuje Michał Młyńczak.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/uczelnie-chca-zachecic,p144087145

Mocne przyspieszenie innowacji w e-commerce. Sztuczna inteligencja już jest jednym z najmocniejszych trendów

Innowacje w e-commerce z kategorii przewagi przechodzą dziś do kategorii konieczności. Retail media, czyli reklama w miejscu zakupu, dojrzewa do roli nowego źródła przychodów właścicieli sklepów i platform sprzedażowych, marketplace’y przyspieszają rozwój wyspecjalizowanych platform oferujących jedną kategorię produktów, a sztuczna inteligencja coraz mocniej wspiera zarówno operacje, jak i kontakt z klientem. Równolegle rośnie jednak presja na bezpieczeństwo, bo automatyzacja i AI zwiększają możliwości po stronie atakujących.

– Innowacje w e-commerce to już nie jest „nice to have”, tylko realna potrzeba, jeśli firma chce się rozwijać i budować przewagę konkurencyjną. Można funkcjonować bez innowacji, ale to strategia stagnacji, bo konkurencja nie śpi. Innowacja może dotyczyć zarówno user experience, jak i obsługi klienta czy pojedynczego elementu procesu zakupowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Cyrek, country manager VTEX, platformy e-commerce, która była jednym z partnerów tegorocznego Retail Summit.

Jak podkreśla, w tym roku w e-commerce najmocniej widać trzy trendy. Jednym z nich jest coraz ważniejsza rola retail mediów, czyli reklam opartych na przestrzeni i danych udostępnianych przez retailerów. Jak szacuje IAB Polska, rynek ten rośnie w Polsce w tempie ok. 30 proc. rocznie, a jego dynamika nieco przewyższa wyniki rynku światowego. Według IAB Europe w 2025 roku odsetek reklamodawców współpracujących z sieciami retail media dłużej niż rok wzrósł z 50 do 63 proc., a udział marek pracujących jednocześnie z czterema–sześcioma sieciami zwiększył się ponaddwukrotnie.

– To stworzenie nowego źródła generowania przychodów z ruchu, który już mamy jako duża organizacja. Widzimy ten trend po rozmowach z naszymi klientami. Kolejnym są marketplace’y wertykalne, niszowe – mówi Tomasz Cyrek. – Kolejnym trendem jest wdrażanie AI, zarówno od strony operacyjnej, gdzie zespoły klientów mają narzędzia, które automatyzują i pozwalają im podejmować lepsze i szybsze decyzje, jak i od strony front-endowej, na styku z klientem, w obsłudze klienta, user experience, rekomendacjach i personalizacjach.

To kierunek spójny z globalnymi badaniami rynku. Adobe w raporcie na 2026 rok wskazuje, że AI zmienia obszar doświadczeń klienta na całej ścieżce: od odkrywania produktu do zakupu. Z badania, które objęło 3 tys. menedżerów i praktyków customer experience oraz 4 tys. klientów, wynika, że wdrożenia agentów AI są wciąż na wczesnym etapie: tylko 16 proc. organizacji deklaruje pełne wdrożenie w obsłudze klienta, a 13 proc. w obszarze brand discovery i search, przy czym 47 proc. firm nie ma jeszcze ram pomiaru efektów AI albo nie wie, czy takie ramy istnieją.

– Są e-commerce’y, w których 94 proc. wszystkich zapytań od klientów obsługuje sztuczna inteligencja, a tylko 6 proc. jest przekazywanych do ludzi. Są systemy e-commerce, które mają AI wdrożone w wyszukiwarkach, na przykład semantyczne wyszukiwanie. Jako klienci wpisujemy jakieś słowa kluczowe, na przykład „wygodne buty”, a system sam, znając nasze upodobania, wie, co nam najlepiej zasugerować – mówi country manager VTEX.

Wdrożenie AI na coraz większą skalę wiąże się także z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa transakcji w e-commerce. Sama sztuczna inteligencja może bowiem być wykorzystywana do identyfikowania luk w zabezpieczeniach czy ich obchodzenia.

– Bezpieczeństwo transakcji i danych to temat, który nadal bywa pomijany zarówno przez średnie, jak i duże organizacje – podkreśla Tomasz Cyrek. – To się jednak mocno zmieni, a firmy, które nie inwestowały w ten obszar, nagle się obudzą. Mamy przykład firmy Anthropic, która stworzyła model o nazwie Mythos i sama była zaskoczona tym, jak mocny jest on w obchodzeniu zabezpieczeń i tworzeniu scenariuszy ataków. Ataki z wykorzystaniem AI będą się tylko nasilać.

Zdaniem eksperta w kolejnych latach istotnym trendem w e-commerce może się stać conversational commerce.

– To moment, w którym rozmowa stanie się naturalnym interfejsem zakupowym. Chciałbym zobaczyć przyszłość, w której można po prostu powiedzieć telefonowi, żeby zamówił zakupy spożywcze do domu – mówi country manager VTEX.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mocne-przyspieszenie,p1261129526

Polska gospodarka nadal rośnie szybciej niż unijna, ale traci przewagi kosztowe. Potrzebny nowy model rozwoju

– Polska gospodarka coraz wyraźniej zbliża się do granic dotychczasowego modelu rozwoju – ocenia Mariusz Zielonka,  główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. W 2025 roku nasz PKB zwiększył się o 3,6 proc. i był to jeden z najlepszych wyników w Unii Europejskiej. Jednak rosnące koszty pracy, kurczący się zasób pracowników i niższe niż w innych krajach inwestycje świadczą o tym, że trudno będzie się dalej rozwijać, opierając się na taniej pracy i funduszach unijnych.

– Przechodzimy transformację, widać to w przedsiębiorstwach i ich zachowaniu, w tym, jak reagują na to, co się dzieje na świecie i jakie strategie przyjmują na przyszłość. Widzimy jako gospodarka pewien mur, a w zasadzie kilka, które stoją przed nami w niedalekiej przyszłości. Od decyzji, które zapadają w tej chwili, będzie zależało to, czy ominiemy ten mur, czy jednak się z nim zderzymy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Mariusz Zielonka podczas wiosennej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei.

Choć sytuacja firm w ostatnich miesiącach się poprawia, przedsiębiorstwa nadal ostrożnie podchodzą do inwestycji. W kwietniu 2026 roku Miesięczny Indeks Koniunktury PIE wzrósł do 103,6 pkt, co potwierdza ożywienie popytu. Jednocześnie wskaźnik inwestycji pozostaje wyraźnie niższy i wynosi 71,3 pkt. Oznacza to, że firmy wstrzymują się z decyzjami rozwojowymi. Poziom inwestycji w Polsce jest niższy niż w Unii Europejskiej. Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, opierając się na danych Eurostatu, wynosi ok. 17 proc. PKB, podczas gdy średnia unijna sięga ok. 21 proc.

– Polska gospodarka przez ostatnie 35 lat opierała swój rozwój na niskich kosztach pracy, na taniej i dostępnej sile roboczej oraz funduszach europejskich. Ten model się wyczerpuje. Koszty pracy w ciągu ostatnich czterech lat wzrosły o 40 proc. To bardzo szybki wzrost w stosunku do tego, co jest w Unii Europejskiej – ocenia Mariusz Zielonka.

Stopa bezrobocia w Polsce utrzymuje się na poziomie ok. 3 proc. i należy do najniższych w Unii Europejskiej, co oznacza, że rynek pracy jest bliski pełnego wykorzystania zasobów. Jednocześnie współczynnik dzietności pozostaje jednym z najniższych w Europie i wynosi ok. 1,16, więc liczba ludności systematycznie maleje. W praktyce oznacza to, że dalszy wzrost gospodarczy w coraz większym stopniu będzie zależał od produktywności, a nie od wzrostu zatrudnienia.

– Na rynku pracy mamy coraz mniej pracowników. Bardzo szybko wchodzimy w okres, w którym firmy i przedsiębiorstwa muszą dokonać pewnych zmian, w znacznym stopniu technologicznych, które podniosą produktywność bez podnoszenia ceny finalnego produktu czy usługi – przekonuje główny ekonomista Konfederacji Lewiatan.

Mimo że Polska należy do liderów wzrostu wydajności pracy, dystans do najbardziej rozwiniętych gospodarek pozostaje wyraźny. Dane PIE i Eurostatu wskazują, że w latach 2015–2025 produktywność wzrosła o 34 proc., co dało Polsce drugie miejsce w Unii, jednak w 2024 roku wynosiła 66,4 proc. średniej unijnej i zajęliśmy pod tym względem czwarte miejsce od końca. Według prognoz Komisji Europejskiej do 2027 roku wzrośnie do ok. 72 proc.

– Obecny model gospodarki musi ulec przekształceniu. Najlepiej by było, gdyby to było wspierane przez rząd. I to rząd, który niekoniecznie myśli o perspektywie kolejnych wyborów. Strategia zmiany powinna być długofalowa i bardzo skonkretyzowana, jeśli chodzi o priorytety – ocenia Mariusz Zielonka.

W ostatnich dwóch latach jednym z priorytetowych działań rządu pozostają inwestycje zbrojeniowe. Polska należy do krajów o najwyższych nakładach obronnych w NATO – w 2025 roku wyniosły one blisko 5 proc. PKB. Przy ich odpowiednim wykorzystaniu mogą one wspierać rozwój krajowej gospodarki.

– Musimy mieć dobry pomysł na to, jak te środki spożytkować, żeby zostały w polskiej gospodarce. Wraz ze wzrostem deficytu rosną mimo wszystko przychody przedsiębiorstw. Deficyt, czyli pieniądze pożyczane przez rząd, przekłada się na wyższe rentowności firm i wspiera polską gospodarkę – mówi ekonomista.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy w wiosennej edycji badania „World Economic Outlook” wskazał, że zwiększenie wydatków na obronność może pobudzić aktywność gospodarczą w krótkim okresie. Do tej pory wzrost nakładów w Polsce w umiarkowany sposób przekładał się na gospodarkę, co może wynikać z tego, że w dużej mierze zamówienia trafiały do innych państw, szczególnie Korei i USA, ze względu na ograniczone moce produkcyjne w kraju.

– Musimy robić wszystko, żeby środki, czy to z SAFE, czy krajowe, zostawały w Polsce i w Europie, tak jak zresztą sugeruje Komisja Europejska – podkreśla Mariusz Zielonka.

Udział Unii Europejskiej w globalnym PKB spadł w ostatnich latach i, jak podaje Eurostat, wynosi obecnie mniej niż 15 proc. Kraje europejskie inwestują w rozwój technologii wyraźnie mniej niż inni globalni gracze – nakłady na badania i rozwój w UE sięgają średnio ok. 2,2 proc. PKB, a w USA – ok. 3,4 proc. Jednym z problemów, zidentyfikowanych m.in. w raporcie Mario Draghiego, jest nadmierna biurokracja i przeregulowanie unijnej gospodarki. Obciążenia administracyjne lub przeszkody regulacyjne zgłasza ponad połowa unijnych MŚP, które odpowiadają za większość miejsc pracy w Unii.

Potwierdza to raport PIE „Aktywność inwestycyjna polskich firm”, który wskazuje, że przedsiębiorcy zmagają się z częstymi zmianami przepisów i interpretacji podatkowych oraz nowymi obowiązkami sprawozdawczymi, które nie tylko zwiększają niepewność, ale też obciążają ich dodatkowym ryzykiem i kosztami. Ryzyko ustawodawcze utrudnia firmom podejmowanie decyzji o długofalowym znaczeniu, w tym decyzji inwestycyjnych.

– Największą słabością, dobrze zdefiniowaną i uwidocznioną przez Komisję Europejską, jest nadregulacja. Nie dość, że próbujemy regulować bardzo wiele obszarów, to jednocześnie polskie prawo, próbując się dostosować do unijnego, reguluje jeszcze bardziej i jeszcze mocniej. To utrudnia życie przedsiębiorcom, ale też wpływa na to, w jaki sposób postrzegają polską gospodarkę obywatele – podkreśla ekonomista.

Polska znalazła się na 35. miejscu wśród 38 państw OECD w rankingu International Tax Competitiveness Index 2025, oceniającym przejrzystość systemu podatkowego. Według „Barometru prawa” przygotowywanego cyklicznie przez Grant Thornton w 2024 i 2025 roku rocznie przybywa kilkanaście tysięcy stron nowych przepisów, ale w poprzedniej dekadzie były lata, kiedy liczba ta przekraczała 30 tys.

O wyzwaniach transformacji gospodarczej, poszukiwaniu nowego modelu oraz budowie odporniejszej i bardziej innowacyjnej gospodarki eksperci rozmawiali podczas otwarcia konferencji EFNI Wiosna 2026, zorganizowanej przez Konfederację Lewiatan.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-gospodarka-nadal,p1593793531

Polskie cementownie tracą przewagę konkurencyjną. Import spoza UE, droga energia i ETS uderzają w branżę

Lawinowo rosnący import cementu, zwłaszcza z krajów spoza Unii Europejskiej, zagraża polskim producentom. Na ich konkurencyjność negatywnie wpływają również wysokie ceny energii i paliw oraz zakup uprawnień do emisji CO2 w ramach systemu EU ETS. Zdaniem ekspertów sektor ten jest kluczowy dla strategicznych inwestycji budowlanych i obronnych, których kumulacja czeka nas w kolejnych latach. Dlatego postulują szereg zmian, m.in. zwiększenie liczby bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 i większą kontrolę importu.

W 2025 roku import cementu do Polski osiągnął rekordowe 1,73 mln t, co stanowi ponad 10 proc. krajowej produkcji cementu. Według prognoz Stowarzyszenia Producentów Cementu (SPC) w tym roku będzie to ok. 2 mln t. Dynamicznie rośnie przede wszystkim import z Ukrainy, który w 2021 roku wyniósł 53 tys. t, a w tym roku ma osiągnąć poziom ponad 1 mln t. Sprowadzanie cementu z zagranicy powoduje spadek krajowej produkcji – w tym roku może on wynieść 2 proc. r/r (do poziomu 16,8 mln t). Prognozy może jeszcze zweryfikować trwający konflikt na Bliskim Wschodzie powodujący m.in. wzrost cen paliw, transportu i konieczność waloryzacji kontraktów.

– Aby podnieść konkurencyjność branży cementowej, potrzebujemy kilku mechanizmów. Wdrożenie przez Unię Europejską mechanizmu, który wyrównuje szanse między producentami w kraju oraz spoza UE, czyli podatku węglowego, zwanego również CBAM, to jest dobra inicjatywa – mówi agencji Newseria Maciej Sypek, prezes Holcim Polska, członka Stowarzyszenia Producentów Cementu.

Celem mechanizmu CBAM jest zapobieganie tzw. ucieczce emisji do krajów o niższych standardach polityki klimatycznej i środowiskowej. Dzieje się tak, gdy firmy przenoszą produkcję do miejsc, gdzie wymogi dotyczące dekarbonizacji są mniej rygorystyczne. CBAM obejmuje cement, żelazo i stal, aluminium, nawozy, energię elektryczną i wodór.

– Aby mechanizm CBAM realnie poprawił konkurencyjność, potrzebna jest jego szczelność. To oznacza, że materiały, produkty, w naszym wypadku cement importowany do Polski spoza Unii Europejskiej, powinien być kontrolowany. Powinna być weryfikowana jego emisyjność, która wynika ze składu tego cementu – uważa Maciej Sypek.

Jak wyjaśniają eksperci SPC, obecna klasyfikacja cementu w ramach CBAM nie opiera się na zawartości klinkieru, co ma bezpośrednie przełożenie na ślad węglowy i związaną z nim opłatę za emisję CO2. Do tego potrzebne jest m.in. zweryfikowanie ulg dla państw trzecich, uporządkowanie kwestii określenia kraju pochodzenia produktu czy weryfikacja podawanych przez producentów wartości emisji.

– Bardzo istotne jest to, aby importerzy, którzy podlegają tym opłatom, płacili podatek węglowy. Mechanizm działa tak, że jest on nakładany po roku działalności. Ci, którzy importują w tym roku, będą płacić podatek w przyszłym – tłumaczy prezes Holcim Polska.

Importerzy z UE zobowiązani są do deklarowania emisji wynikających z importu i co roku oddają odpowiednią liczbę certyfikatów. Jeśli potrafią udowodnić, że cena za emisję dwutlenku węgla została już zapłacona podczas produkcji importowanych towarów, odpowiednia kwota może zostać odliczona.

– Drugi mechanizm, który jest wart wdrożenia, to opracowany przez Komisję Europejską mechanizm pomocy publicznej dla przemysłu energochłonnego. Polega on na tym, że dla firm energochłonnych oferowane jest wsparcie w postaci ulgi albo obniżonej ceny za energię elektryczną. Środki zaoszczędzone w ten sposób mają być reinwestowane w technologie, które wspierają przemysł zdekarbonizowany – podkreśla Maciej Sypek. 

Komisja Europejska wskazała wytyczne CISAF (Clean Industrial State Aid Framework), które pozwalają na opracowanie i wdrożenie programu stabilizacji cen energii elektrycznej dla branż energochłonnych na poziomie 50 euro/MWh. Warunkiem otrzymania wsparcia jest przeznaczenie co najmniej 50 proc. uzyskanej pomocy na realizację inwestycji w OZE, poprawę efektywności energetycznej czy też zwiększenie elastyczności zużycia energii. 

– Branża cementowa od wielu lat zdecydowanie podąża drogą dekarbonizacji. Zostały już poczynione szerokie inwestycje, a jeszcze większe są przed nami. Natomiast w aktualnym otoczeniu geopolitycznym należałoby pomyśleć o zyskaniu czasu, żeby móc postawić na inwestycje związane z obronnością i bezpieczeństwem energetycznym naszego kraju – uważa Mariusz Adamek, prezes Cementu Ożarów.

W ciągu najbliższych 10 lat do realizacji kluczowych projektów, w tym Tarczy Wschód, budowy schronów, bunkrów i miejsc schronienia, będzie potrzeba około 3 mln t cementu. Zapotrzebowanie na beton, którego składnikiem jest cement, do realizacji polskiej elektrowni jądrowej jest szacowane na ponad 1 mln m3. Budowa ma się rozpocząć w 2028 roku.

– Jako branża oczekiwalibyśmy wydłużenia okresu redukcji wolnych alokacji CO2. W 2030 roku zostaniemy pozbawieni około połowy alokacji, a w 2034 roku musimy być już praktycznie zeroemisyjni. Jeśli chodzi o benchmark, do którego się odnosimy w przypadku wolnych alokacji ETS, chcemy, żeby był on na poziomie 690 kg na tonę klinkieru – podkreśla Mariusz Adamek.

W ramach obecnych regulacji liczba bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 dla producentów cementu jest obliczana na podstawie tzw. benchmarków. W związku z tym, że są one niższe niż rzeczywista emisja, ma to bezpośrednie przełożenie na spadek konkurencyjności przemysłu. System zakłada stopniowe wygaszanie darmowych uprawnień do 2034 roku.

– Przed nami jest ogromne wyzwanie dotyczące wychwytu dwutlenku węgla i jego zatłaczania. Nie ma tu jeszcze pełnych regulacji rządowych, a one byłyby kołem zamachowym, żeby takie inwestycje móc przeprowadzić własnymi środkami. Dobrze byłoby też, żeby środki, które pochodzą z programu ETS, zasilały fundusz dekarbonizacji dla branży cementowej – zaznacza prezes Cementu Ożarów.

Dochody z systemu EU ETS trafiają głównie do budżetów krajowych. Państwa członkowskie muszą je przeznaczyć na wspieranie inwestycji w energię odnawialną, poprawę efektywności energetycznej i technologie niskoemisyjne, które pomagają zmniejszyć emisje, a tym samym koszty emisji dwutlenku węgla ponoszone przez przedsiębiorstwa.

Eksperci SPC wyliczają, że koszt zakupu uprawnień do emisji CO2 w ramach EU ETS jest jednym z kluczowych czynników, który obniża konkurencyjność przemysłu cementowego w Polsce. Dotychczas ich ceny przekraczały już pułap 100 euro/t CO2, a prognozy na 2030 rok zapowiadają ich wzrost do 123–150 euro.

Branża wskazuje także na poważny problem, jakim są wysokie ceny energii. Z danych Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, podawanych przez SPC, wynika, że ceny energii w Polsce (w kontraktach terminowych na lata 2027–2028) wynoszą około 100 euro/MWh. W Hiszpanii i Francji wahają się między 50 a 53 euro/MWh, a w Niemczech są na poziomie 80 euro/MWh. W perspektywie 2030–2050 prognozowane przez Komisję Europejską hurtowe ceny energii dla przemysłu mogą osiągnąć nawet 130 euro za 1 MWh.

– Rok 2026 będzie wyjątkowy na rynku budowlanym. Będzie to okres kumulacji inwestycji infrastrukturalnych wspieranych w ramach KPO. Z drugiej strony mamy czarnego łabędzia w postaci rosnących cen nośników energii i kosztów działalności. To jest czynnik ryzyka, którego jeszcze kilka miesięcy temu rynek się nie spodziewał. W związku z tym będzie to na pewno czynnik negatywnie wpływający na szanse związane z rozwojem rynku budowlanego – podkreśla Szymon Jungiewicz, główny analityk rynku budowlanego w PMR Market Experts.

PMR Market Experts przygotował symulację wrażliwości polskiej gospodarki na efekty konfliktu na Bliskim Wschodzie i niepewności wywołującej m.in. wzrost cen paliwa. W scenariuszu „szoku naftowego” inflacja może wzrosnąć do 4,9 proc. w 2026 roku i do 6,2 proc. w 2027 roku wobec bazowych 3 proc.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polskie-cementownie-traca,p469024252

System kaucyjny w Polsce wciąż w fazie rozbudowy. Konsumenci narzekają na zbyt małą liczbę zwrotomatów

Branża handlowa wciąż jest w procesie przygotowywania swojej infrastruktury na potrzeby zbiórki opakowań w ramach systemu kaucyjnego. Zdaniem ekspertów liczba punktów odpowiada dziś za około jedną czwartą zapotrzebowania krajowego. Konsumenci również narzekają na ten aspekt systemu, ale zwracają uwagę także na krótki termin ważności voucherów otrzymywanych ze zwrotomatów. Po pierwszych miesiącach funkcjonowania systemu kaucyjnego jego uczestnicy podkreślają potrzebę powołania organizacji parasolowej, która nadzorowałaby operatorów systemu.

– System kaucyjny, który odbiera opakowania po napojach – w tym momencie rozmawiamy o metalowych puszkach i plastikowych butelkach – jest jeszcze w okresie rozwoju. Mamy mniej więcej 6,5–8 tys. punktów, gdzie możemy opakowania kaucjonowane zwracać do automatów, a minimalną liczbę potrzebnych automatów szacujemy na 30–35 tys. sztuk – mówi agencji Newseria Jacek Wodzisławski, prezes Fundacji RECAL.

Zgodnie z szacunkowymi danymi Ministerstwa Klimatu i Środowiska od początku uruchomienia systemu kaucyjnego w październiku 2025 roku do końca marca br. w ramach systemu zebrano około 520 mln pustych opakowań. Od stycznia 2026 roku system działa w pełnym reżimie prawnym, ale wciąż jest rozbudowywany pod kątem infrastruktury.

– Do końca roku pojawi się pewnie około 12–14 tys. maszyn. W perspektywie najbliższych dwóch–trzech lat osiągniemy pełne nasycenie rynku maszynami do zwrotu – prognozuje Piotr Okurowski, prezes Kaucja.pl – Krajowego Systemu Kaucyjnego. – Jako operatorzy patrzymy na rozwój infrastruktury jako proces, który ma swoje etapy i postępuje zgodnie z założonym planem. Natomiast konsument może to widzieć jako niedogodność. Udaje się z opakowaniami do maszyny, których nie ma tak wiele, jak powinno być. One mogą być zapchane i kilka razy dziennie wymagają opróżnienia. To są bolączki wieku dziecięcego, o których wiemy i je rozumiemy. Natomiast konsument oczekuje i ma do tego pełne prawo, żeby system działał idealnie od pierwszego dnia.

Jak wynika z badania zrealizowanego przez Instytut Badań Opinii IQS, 62 proc. ankietowanych korzysta z systemu kaucyjnego, z czego 40 proc. robi to regularnie. Wśród największych wyzwań, na które wskazują zbierający opakowania i oddający je do punktu, jest składowanie ich w domu (46 proc.). 41 proc. zwraca jednak uwagę na nieczynne zwrotomaty. Dla 32 proc. ankietowanych zbierających i oddających opakowania do punktów utrudnieniem jest odległość od punktów zbiórki i zapchane zwrotomaty. Wśród niezbierających opakowań 34 proc. przyznało, że brak punktów zwrotu w okolicy jest dla nich głównym wyzwaniem.

– W momencie kiedy przynosimy opakowania do sklepu, a takiego automatu nie ma albo jest, tylko nie działa, pytajmy o zbiórkę manualną. Sklepy są przygotowane do tego, żeby opakowania kaucjonowane odbierać od nas, skanując je manualnie – wskazuje Jacek Wodzisławski.

Obowiązujące przepisy wprowadziły wymóg utworzenia co najmniej jednego stacjonarnego punktu odbierania opakowań i odpadów opakowaniowych objętych systemem kaucyjnym w każdej gminie. Ponadto przewidują możliwość tworzenia punktów zbierania pustych opakowań poza jednostkami handlowymi.

– Mamy obowiązek, żeby operatorzy kaucyjni dotarli do każdej gminy w Polsce, więc liczba punktów wzrasta z miesiąca na miesiąc, ale cały czas, powiedzmy to głośno, jest jeszcze niewystarczająca – ocenia prezes Fundacji RECAL.

Polskie przepisy o systemie kaucyjnym wskazują, że przy oddawaniu w punkcie opakowania ze znakiem kaucji przysługuje zwrot w formie pieniężnej, na przykład w gotówce lub na kartę. Polscy operatorzy organizujący zbiórkę opakowań oferują jednak bony, które można wymienić na gotówkę. Nie wszyscy konsumenci wiedzą jednak, że mają ograniczony czas na ich wykorzystanie.

– Aby system kaucyjny stał się przyjaźniejszy, podnoszone jest przede wszystkim to, żeby opłatę za kaucję móc w sposób bezpośredni kasować na przykład za pomocą karty kredytowej czy od razu przy kasie. Bony cieszą się złą oceną. Zwłaszcza że one mają swoją żywotność. I to nie tylko formalną, ale też fizyczną ze względu na jakość wydruku – podkreśla Gabriela Lenartowicz, posłanka na Sejm RP z Koalicji Obywatelskiej.

Jak wynika z obowiązujących przepisów, zwracane w punkcie zbiórki opakowanie powinno być puste, bez oznak uszkodzenia i zawierać czytelny kod kreskowy.

– Kolejną kwestią poruszaną przez konsumentów jest zmiana nawyku związana z wymogiem niezgniatania opakowań. My to tłumaczymy tak, że recyklomat powinien przeczytać kod z etykiety, rozpoznać kształt, wielkość i wagę, dopiero wtedy może przyjąć opakowanie – zaznacza Piotr Okurowski. – Nadrzędną wartością i celem, dla którego wdrożyliśmy system kaucyjny, jest zebranie wszystkich butelek i puszek wprowadzonych na rynek i przetworzenie ich na nowe opakowania. Aby zrobić to efektywnie i bez strat, urządzenia nie powinny w zbyt dużym stopniu ich niszczyć. Puszki nie powinny być cięte na małe fragmenty. Mogą wówczas nie trafić do recyklingu, zgubić się po drodze czy wymieszać z opakowaniami plastikowymi. Uczulamy jednostki handlu, producentów RVM-ów na budowę i instalację takich urządzeń, które puszkę aluminiową tylko zgniatają, ale nie tną jej i nie perforują.

8 kwietnia br. w siedzibie Krajowej Izby Gospodarczej w Warszawie odbyło się III Seminarium Kaucyjne, w trakcie którego przedstawiciele administracji, branży handlowej i operatorów systemu debatowali na temat pierwszych miesięcy funkcjonowania systemu i towarzyszących mu wyzwań operacyjnych i logistycznych.

– Mamy w tym momencie do czynienia z wielością operatorów. Obecnie jest ich siedmiu i niestety nie ma jednego punktu, który centralnie widziałby wszystkie operacje przeprowadzane na rynku. Każdy operator widzi tylko swoją część. Jeżeli dojdzie do sytuacji, kiedy zaczną oni kwestionować swoje rozliczenia, może się okazać, że nie ma źródła danych, które byłoby w stanie w sposób jednoznaczny i wiarygodny rozstrzygnąć, który z tych operatorów ma rację – podkreśla prezes Fundacji RECAL, która postuluje w tym celu utworzenie jednej organizacji parasolowej sprawującej nadzór nad rynkiem.

– Ze względu na to, że weszliśmy w system wielooperatorowy i mamy problem nadzoru nad przepływami, także pieniężnymi z nieodzyskanej kaucji, organizacja parasolowa zwiększyłaby przejrzystość całego procesu. Mogłaby czuwać, nawet w sposób cyfrowy, nad tym, aby nie było ryzyka, że któryś z operatorów kaucyjnych zbankrutuje na przykład z powodu mniejszej efektywności. Co wtedy z jego zobowiązaniami? – mówi Gabriela Lenartowicz.

Uczestnicy seminarium podkreślali także, że doświadczenia z funkcjonowania systemu kaucyjnego pozwolą lepiej zaprojektować rozwiązania z obszaru rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Ureguluje to procedowana ustawa o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (UC100).

– Wnioski z systemu kaucyjnego pozwalają nam tak zaprojektować ROP, czyli opłatę za recykling opakowań, żeby to działało, żebyśmy mieli mniej opakowań i żeby były robione z materiałów, które są najtańsze i najbardziej przyjazne, ale także z zachowaniem zasad bezpieczeństwa – wskazuje posłanka KO. – Obecnie ten projekt po kolejnej modyfikacji jest w międzyresortowych konsultacjach. Zaproponowano wersję, która niewiele się zmieniła, nie spełnia oczekiwań najważniejszych interesariuszy, zarówno mieszkańców, jak i podmiotów wprowadzających. Prowadzimy bardzo merytoryczną dyskusję, żeby uczynić ten projekt skutecznym i przyjaznym dla środowiska, ale przede wszystkim dla nas obywateli.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/system-kaucyjny-w-polsce,p1144876288

Ponad 30 proc. energii elektrycznej w Polsce jest produkowane w odnawialnych źródłach. Zielona transformacja wciąż napotyka bariery

Transformacja energetyczna w Polsce nabrała tempa, jednak wciąż stoi przed wieloma wyzwaniami. Jednym z nich są wciąż długie procedury związane z pozwoleniami na realizację inwestycji w odnawialne źródła. Branża liczy, że pomoże w tym nowelizacja Prawa energetycznego, która ma uprościć proces przyłączania OZE do sieci i odblokować inwestycje. W opinii przedstawicieli sektora energii odnawialnej największego wsparcia wymaga obecnie energetyka wiatrowa na lądzie.

– Z perspektywy czasu uznajemy, że transformacja energetyczna zdecydowanie przyspieszyła – powiedział agencji Newseria Tomasz Guzowski, prezes OX2 Polska, podczas 43. konferencji energetycznej EuroPOWER & OZE POWER.

Jak w lutym poinformowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska, w ubiegłym roku po raz pierwszy w historii udział odnawialnych źródeł w produkcji energii elektrycznej przekroczył 30 proc. i wyniósł 31,41 proc., podczas gdy w 2020 roku było to niecałe 18 proc. To oznacza, że OZE wyprodukowały niemal 55 tys. GWh. Na koniec 2025 roku udział OZE w mocy zainstalowanej przekroczył 50 proc. Wyniosła ona 37 777 MW i w relacji do 2020 roku wzrosła ponad trzykrotnie. Najszybszy wzrost odnotowały elektrownie słoneczne, zwiększając swoją moc do 24 808 MW, i wiatrowe – do 10 555 MW.

Dane Eurostatu pokazują, że udział OZE w całkowitej konsumpcji energii elektrycznej w Polsce w 2024 roku wyniósł 30,37 proc., a w końcowym zużyciu energii brutto – 17,7 proc. To wyniki pozostające wciąż poniżej unijnej średniej, która wyniosła odpowiednio 47,5 proc. oraz 25,2 proc., oraz daleko w tyle za europejskimi liderami.

– Można śmiało powiedzieć, że transformacja przebiega z pewnymi perturbacjami. Nadal konieczne wydaje się przyspieszenie pewnych procesów, żebyśmy byli w stanie zrealizować cele, które stawiamy sobie chociażby w propozycjach zawartych w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu – wyjaśnia Tomasz Guzowski.

Zgodnie z projektem zaktualizowanego KPEiK do 2030 roku udział OZE w produkcji energii elektrycznej osiągnie 51,6 proc. (w scenariuszu zrównoważonej transformacji WEM) i 53,2 proc. (w scenariuszu przyspieszonej transformacji WAM). W perspektywie do 2040 roku ma to być odpowiednio 65 proc. i 68 proc. Celem jest także wzrost udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto do 2030 roku do 30 proc. w scenariuszu WEM i do 32 proc. w scenariuszu WAM.

– Inwestycje w OZE zdecydowanie są traktowane jako korzyść, a nie jako koszt konieczny do poniesienia. To jest inwestycja w nasze bezpieczeństwo, szczególnie w dobie zawirowań geopolitycznych, których jesteśmy świadkami. Każdy megawat mocy zainstalowany w naszych polskich, lokalnych źródłach jest na wagę złota – podkreśla prezes OX2 Polska.

Jak podaje resort klimatu i środowiska, polska gospodarka wciąż jest silnie uzależniona od paliw kopalnych, a koszt importu surowców energetycznych w 2024 roku wyniósł około 112 mld zł. Ogólna zależność importowa wzrosła natomiast do 45 proc. 

MKiŚ jednocześnie powołuje się na analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, które zakładają, że utrzymywanie energetyki opartej na węglu będzie do 2040 roku nawet o 40 proc. droższe niż system w większym stopniu oparty na OZE. Powodem są nie tylko rosnące koszty emisji CO2 i ceny paliw kopalnych na rynkach światowych, lecz również konieczność modernizacji krajowych elektrowni węglowych i spadające wydobycie węgla w Polsce, które musi być uzupełniane kosztownym importem.

– Jeśli mówimy o barierach rozwoju OZE w Polsce, skupiłbym się na usprawnieniu procesów, na prowadzeniu kilku pozwoleń w tym samym czasie, co jest na pewno osiągalne i jest dyskutowane w projekcie zmian chociażby do regulacji związanych z implementacją dyrektywy RED III do polskich przepisów prawa – podkreśla Tomasz Guzowski.

Zgodnie z unijną dyrektywą RED III udział energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii brutto w Unii Europejskiej w 2030 roku ma wynieść co najmniej 42,5 proc., z ambicją osiągnięcia poziomu 45 proc. W 2024 roku, jak podaje Eurostat, było to 25,2 proc. Przepisy mają za zadanie m.in. przyspieszyć procesy administracyjne i wydawania pozwoleń dla inwestycji wiatrowych czy słonecznych.

– To przyspieszenie jest nam zdecydowanie potrzebne. Rozwój projektów energetyki wiatrowej na lądzie to jest też niezbędny czas do uzyskania pozwolenia na budowę, który wynosi siedem–osiem lat. Jest też kwestia zabezpieczenia prawa do gruntu na terenie, na którym będą realizowane tego typu inwestycje. Druga rzecz to jest kwestia związana z planami zagospodarowania przestrzennego czy planami ogólnymi, które weszły w zmienionych regulacjach. To jest też kwestia decyzji środowiskowej, uzyskania warunków przyłączenia – wymienia ekspert. – Jest również element związany chociażby ze zmianami prawa mówiącymi o usprawnieniu tego procesu, większej transparentności, ale też przede wszystkim wyczyszczeniu tzw. projektów zombie.

2 kwietnia br. prezydent podpisał nowelizację Prawa energetycznego (UC84), która jest elementem pakietu antyblackoutowego i działań deregulacyjnych. Zakłada ona m.in. odblokowanie mocy przyłączeniowych, czyli eliminację projektów blokujących rozwój rynku. Ma być też mniej formalności w trakcie procesu przyłączeniowego, a procedury mają trwać krócej. 

– Na końcu tego procesu jest pozwolenie na budowę. Ze względu na realia i chociażby uzyskanie decyzji środowiskowej czas niezbędny dla projektów lądowej energetyki wiatrowej to jest nawet kilkanaście miesięcy, kiedy musimy czekać na uzyskanie tego typu decyzji. Wszystkie rozwiązania, które przyspieszą ten proces, są pożądane – uważa prezes OX2 Polska. – Zdecydowanego wsparcia potrzebuje energetyka wiatrowa na lądzie. Przez długie lata rozwój nowych projektów był zablokowany przez tak zwaną ustawę odległościową.

Ustawa odległościowa z 2016 roku wprowadziła tzw. zasadę 10H, zgodnie z którą turbiny wiatrowe mogły być budowane w odległości równej co najmniej dziesięciokrotności ich całkowitej wysokości od zabudowań mieszkalnych i obszarów przyrodniczych. Po zmianach w ustawie obecnie odległość ta wynosi 700 m. W ubiegłym roku rząd chciał tę odległość zmniejszyć do 500 m, ale tzw. ustawę wiatrakową zawetował prezydent Karol Nawrocki, tłumacząc swoją decyzję m.in. brakiem społecznego poparcia dla takiej zmiany.

– Tutaj konieczna jest przede wszystkim szersza komunikacja do społeczności, promocja tego typu technologii, która jest tania, dość łatwa do zainstalowania i rozwinięcia, oraz szeroko zakrojona akcja promocyjna, tak jak to miało miejsce w przypadku atomu. Niestety nadal jest to przedmiot licznych dyskusji i sporów politycznych, zdecydowanie bardziej politycznych niż merytorycznych – uważa Tomasz Guzowski.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez More in Common Polska w sierpniu 2025 roku, 64 proc. ankietowanych Polaków popierało rozwój lądowych farm wiatrowych. 24 proc. było przeciwnych, a 12 proc. nie miało zdania na ten temat. Ponad połowa badanych pozytywnie odniosła się do możliwości budowy takich instalacji w okolicy własnego miejsca zamieszkania. Podobny odsetek dotyczył też mieszkańców wsi i małych miast, gdzie potencjalnie powstaje najwięcej takich inwestycji. Obawy wobec sąsiedztwa farm wiatrowych deklarowało mniej niż jedna trzecia Polaków.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ponad-30-proc-energii,p1342283851

W przyszłym roku powstanie unijna pula talentów. Nowa platforma ułatwi firmom z UE rekrutację pracowników z państw trzecich

Decyzją instytucji Unii Europejskiej już wkrótce powstanie unijna pula talentów, czyli nowa platforma, która połączy firmy z państw członkowskich i osoby z krajów trzecich chętne do pracy w Europie. Ma to być narzędzie, dzięki któremu państwa członkowskie będą mogły zapełnić luki siły roboczej w deficytowych sektorach gospodarki. Opinie polskich europarlamentarzystów na temat mechanizmu są jednak podzielone. Część z nich uważa, że może się on stać kolejnym szlakiem migracyjnym. Inni natomiast widzą w nim potencjał na rozwiązanie problemów kadrowych.

– Pula talentów to dobrowolny mechanizm. Jest on skierowany do pracodawców w poszczególnych państwach członkowskich, aby mogli w sposób kontrolowany, także przez państwo, zwracać się o specjalistów z krajów trzecich, którzy są niezbędni do prowadzonej przez nich działalności gospodarczej. Mogą sięgnąć po nich w sytuacji, gdy na rynku europejskim nie będą mogli znaleźć osób o odpowiednich kwalifikacjach i kompetencjach wśród tych, które przebywają już na terenie Unii Europejskiej bądź danego państwa członkowskiego – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Krzysztof Hetman, poseł do Parlamentu Europejskiego z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Najpierw w marcu za utworzeniem tzw. EU Talent Pool zagłosowali posłowie do Parlamentu Europejskiego, a 30 marca br. Rada UE zatwierdziła rozporządzenie ustanawiające ten mechanizm. Skorzystanie z nowego cyfrowego narzędzia będzie dobrowolne i bezpłatne zarówno dla osób poszukujących pracy, jak i pracodawców. Za stworzenie platformy odpowiada Komisja Europejska. Ma ona zacząć działać najpóźniej w 2027 roku.

– Unijna pula talentów rodzi duże emocje. Jej nazwa jest bardzo interesująca i piękna, ale przy tym pomyśle zwraca się uwagę na to, że w ten sposób zostanie utworzony kolejny szlak migracyjny. Tym razem będzie to legalna migracja. Już w takiej dziedzinie jak transport słyszeliśmy o pomysłach Komisji, żeby ściągać kierowców z Bangladeszu czy Pakistanu, ponieważ jest ich niedostatek w Unii Europejskiej – mówi Jadwiga Wiśniewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. – Zwracam uwagę na to, że poziom kształcenia w poszczególnych zawodach w państwach trzecich jest inny niż w Unii Europejskiej. Po drugie, musimy pamiętać o tym, że standardy dotyczące uzyskiwania kwalifikacji są zupełnie różne. Trzeba też bardzo uważnie patrzeć na to, czy nie będzie tak, jak mówią krytycy tego programu, że będzie to szlak legalnej migracji do Unii Europejskiej.

Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU) podaje, że w Unii Europejskiej brakuje około 500 tys. zawodowych kierowców, a w kolejnych latach luka ma się pogłębiać. Powodami są m.in. starzejąca się siła robocza i ograniczony napływ nowych kierowców. Dlatego IRU z zadowoleniem przyjęła nową inicjatywę UE. Kierowcy znaleźli się wśród kilkudziesięciu zawodów deficytowych w całej Unii, których listę opublikowano jako załącznik do rozporządzenia ustanawiającego unijną pulę talentów. W zestawieniu znaleźli się także m.in. inżynierowie budownictwa, mechanicy, elektrycy, murarze, programiści, lekarze, pielęgniarki i pomocniczy personel medyczny, a także kucharze i kelnerzy.

– Potrzeby europejskich firm są zróżnicowane: od bardzo wysoko wykwalifikowanych specjalistów, dotyczących chociażby fizyki kwantowej, aż po kierowców z określoną specjalizacją, których dzisiaj na rynku bardzo brakuje – wylicza europoseł PSL.

– Na europejskim rynku brakuje pracowników, ale są przecież umowy czasowe i z tych rozwiązań korzystają pracodawcy, którzy sprowadzają pracowników spoza Unii Europejskiej na określony czas do wykonywania danych prac. To się sprawdza, jeżeli jest prowadzone zgodnie z przepisami, transparentnie, w sposób przejrzysty. Przed tym się przecież nie zamykamy. Natomiast zwracamy uwagę, że masowe korzystanie z takich programów jak pula talentów może spowodować utworzenie legalnego szlaku migracyjnego do Unii Europejskiej. Unia jest otwarta, ale chcemy mieć pełną świadomość tego, kto do nas wjeżdża, na jakich zasadach i czy ta osoba rzeczywiście będzie skoncentrowana na tych zadaniach, do których się zgłasza – wskazuje Jadwiga Wiśniewska.

Jak podkreśla Parlament Europejski, państwa członkowskie będą musiały zapewnić, aby wszyscy zainteresowani pracodawcy i inne podmioty, takie jak agencje pracy tymczasowej lub pośrednicy, byli legalnie zarejestrowani w danym państwie UE i przestrzegali odpowiednich przepisów unijnych i krajowych dotyczących uczciwej rekrutacji, odpowiednich warunków pracy, niedyskryminacji, ochrony przed niekorzystnym traktowaniem i handlu ludźmi.

Osoby spoza UE, które otrzymają ofertę za pośrednictwem unijnej puli talentów, będą musiały się poddać krajowym procedurom imigracyjnym, aby otrzymać dokumenty pobytowe i zezwolenia na pracę w danym państwie członkowskim. Kraje uczestniczące w mechanizmie będą mogły jednak ten proces przyspieszyć.

– Ten mechanizm nie zwiększy presji migracyjnej z bardzo prostych powodów. Po pierwsze, jest to mechanizm dobrowolny, po drugie, dotyczący specjalistów, po trzecie, pod kontrolą państwa. Po czwarte, to sami pracodawcy będą się zwracali z prośbą i propozycją o określoną grupę zawodową, z której ci specjaliści mieliby się wywodzić – wymienia Krzysztof Hetman.

Z danych Eurostatu wynika, że w IV kwartale 2025 roku 2 proc. miejsc pracy w całej Unii Europejskiej pozostawało nieobsadzonych. W strefie euro było to 2,2 proc. Najwyższy wskaźnik wakatów odnotowano w Holandii (3,9 proc.) i Belgii (3,5 proc.). Polska znajduje się na końcu zestawienia z wynikiem na poziomie 0,7 proc. Mniej wolnych stanowisk pracy miała tylko Rumunia (0,6 proc.).

Eurostat wskazuje, że w styczniu 2026 roku stopa bezrobocia w Unii Europejskiej wyniosła 5,8 proc. W porównaniu ze styczniem 2025 roku spadła o 0,2 proc. (274 tys. osób). Najwięcej osób pozostających bez pracy było w Finlandii (10,2 proc.) i Hiszpanii (9,8 proc.), a najmniej w Polsce i Bułgarii (po 3,1 proc.).

– W Unii Europejskiej jest ponad 12 mln osób bezrobotnych. Powinniśmy przygotować program ich aktywizacji, ponieważ są one dużym obciążeniem dla budżetu wszystkich państw członkowskich, a przecież mają wykształcenie, talenty i są mieszkańcami Unii. W związku z tym trzeba przede wszystkim korzystać z tych zasobów ludzkich, którymi już dysponujemy, a nie sprowadzać kolejnych ludzi, którym następnie trzeba będzie zapewniać wszystkie zobowiązania wynikające z opieki społecznej czy zdrowotnej – uważa Jadwiga Wiśniewska. – Państwa członkowskie podnoszą, że koszty utrzymania migrantów są bardzo wysokie. Systemy zdrowotne, edukacyjne, społeczne są coraz mniej wydolne, ponieważ utrzymanie migrantów stanowi ogromne obciążenie dla budżetów państw. Przy tak wielkiej liczbie osób bezrobotnych w Unii Europejskiej atrakcyjne programy ich aktywizowania do prac zawodowych z całą pewnością dałyby lepsze efekty

Jak podaje Komisja Europejska, na koniec 2024 roku spośród wszystkich wydanych zezwoleń na pobyt na terenie UE 21 proc. (5,64 mln) dotyczyło zatrudnienia. Najczęstszą przyczyną były względy rodzinne (33 proc., 8,65 mln). W kwietniu 2025 roku na unijnym rynku pracy zatrudnionych było 12,5 mln obywateli państw trzecich spośród 198,5 mln osób pracujących w wieku od 20 do 64 lat. To 6 proc. ogółu zatrudnionych.

– Stany Zjednoczone zbudowały na cudzoziemcach swoją potęgę i wykorzystują swoje potencjały, chociażby patrząc na Dolinę Krzemową. To było miejsce, w którym światowe talenty, także z Europy i Azji, miały szansę na rozwój i realizację swoich projektów. Wniosły swoją wiedzę i doświadczenie do tych, które powstawały w Dolinie Krzemowej i wielu innych miejscach w Stanach Zjednoczonych. Dzisiaj widzimy niezwykłe projekty, szczególnie jeśli chodzi o kwestie cyfrowe, które właśnie stamtąd się wywodzą – zaznacza Krzysztof Hetman.

Jak wynika z raportu Silicon Valley Institute for Regional Studies „Silicon Valley Indicators 2026”, pracownicy sektora technologicznego w Dolinie Krzemowej pochodzą z całego świata. Największy odsetek z Indii (26 proc.), Chin (17 proc.) i innych regionów Azji (9 proc.). Z Europy pochodziło 6 proc. specjalistów. Tylko 30 proc. zatrudnionych to Amerykanie.

– Biorąc pod uwagę jakość życia w Europie, perspektywy, jakie daje, możliwości skorzystania z wiedzy, know-how, doświadczenia osób, które chciałyby się rozwijać w projektach ważnych dla Unii Europejskiej, mam nadzieję, że będą one chciały obrać kierunek na Europę – mówi europoseł PSL.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-przyszlym-roku,p1888239317

Wojsko rozwija systemy sztucznej inteligencji do wsparcia dowodzenia i cyberobrony. Ważna współpraca z przemysłem i nauką

Sztuczna inteligencja coraz mocniej wchodzi do polskiej armii – od analizy danych wywiadowczych po obronę przed cyberatakami. Działające od roku centrum wdrożeniowe ma już za sobą pierwsze projekty łączące kompetencje wojska, nauki i przemysłu. Współpraca tych trzech obszarów jest kluczowa, by budować własne kompetencje technologiczne.

– Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji rozpoczęło swoją działalność w zeszłym roku. Od tego czasu rozpoczęliśmy współpracę w ramach hubu technologicznego z przemysłem, nauką i wojskiem. Naszą ambicją jest to, żeby te trzy podmioty łączyć i zwiększać zdolności związane z wdrażaniem sztucznej inteligencji w siłach zbrojnych. W tym zakresie mocno współpracujemy z dostawcami sprzętu i platform dla wojska, aby rozszerzać te nowoczesne platformy wojskowe o elementy sztucznej inteligencji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria płk Piotr Turek, szef Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Funkcjonujące od roku Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji odpowiada za rozwój i wdrażanie rozwiązań AI w kluczowych obszarach działania Sił Zbrojnych RP, w tym w analizie danych wywiadowczych i rozpoznawczych, wsparciu dowodzenia oraz cyberbezpieczeństwie. Projekty rozwijane w ramach centrum mają charakter wdrożeniowy i są testowane w warunkach zbliżonych do operacyjnych. Ich celem jest szybkie przejście od etapu badań do praktycznego zastosowania w siłach zbrojnych, przy ścisłej współpracy z instytutami badawczymi i partnerami przemysłowymi.

– Zrealizowaliśmy pierwsze projekty pilotażowe z polską nauką, w szczególności z instytutami badawczymi, np. Instytutem Badawczym IDEAS. Udało nam się wspólnie zrealizować pięć projektów. Jeden z nich dotyczył budowania świadomości sytuacyjnej na polu walki, a cztery pozostałe dotyczyły obszaru wzmacniania cyberbezpieczeństwa z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Mocno współpracujemy też z naszymi partnerami i sojusznikami NATO – wskazuje szef CISI DKWOC.

Rozwój projektów AI w wojsku wpisuje się w szerszy trend zacieśniania współpracy między sektorem cywilnym a obronnym. W Polsce powstają elementy tego ekosystemu, w tym akcelerator NATO DIANA w Krakowie, który łączy naukę, start-upy i wojsko w rozwijaniu technologii o podwójnym zastosowaniu – zarówno dla bezpieczeństwa, jak i gospodarki.

Rozwiązania rozwijane w tym modelu znajdują zastosowanie bezpośrednio w działaniach operacyjnych. Na współczesnym polu walki kluczowe znaczenie ma szybkie łączenie i analiza danych z wielu źródeł, w tym systemów rozpoznania i sensorów. Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji pozwalają przekształcać te informacje w spójny obraz sytuacji operacyjnej i wspierać proces podejmowania decyzji.

– Stworzyliśmy Inkubator Projektów AI, gdzie nasi inżynierowie budują pewne rozwiązania od podstaw. Naszym celem jest zbudowanie również w zakresie sztucznej inteligencji autonomii technologicznej, żeby w newralgicznych obszarach, gdzie mówimy o wsparciu dowodzenia, nasze wojska były autonomiczne, żeby były w stanie wykorzystywać technologie, które daje zarówno polski przemysł, polska nauka, jak i te elementy, które wytworzyliśmy w naszych zespołach DKWOC – mówi płk Piotr Turek.

Rozwój własnych rozwiązań technologicznych ma ograniczać zależność od zewnętrznych dostawców w kluczowych obszarach bezpieczeństwa. W systemach dowodzenia i cyberobrony oznacza to większą kontrolę nad danymi i algorytmami oraz szybsze dostosowywanie narzędzi do potrzeb operacyjnych.

– Obszar cyberbezpieczeństwa po roku 2016 po konferencji NATO został uznany za jedną z domen, kolejną po lądzie, powietrzu, morzu i kosmosie. Jak ważny jest to obszar oddziaływań operacyjnych, dowiedzieliśmy się m.in. w trakcie trwającej wojny Rosji z Ukrainą – podkreśla szef Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji.

Jak dodaje, od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji liczba cyberataków na wojskowe sieci i systemy teleinformatyczne w Polsce wzrosła około pięciokrotnie. Coraz częściej ich celem stają się także infrastruktura krytyczna i systemy państwa, od których zależy funkcjonowanie gospodarki i administracji.

– Jako Siły Zbrojne RP odpowiadamy za sektor defence, natomiast współpracujemy również z innymi CSIRT-ami, które odpowiadają za zagrożenia w kierunku przemysłu, nauki i administracji państwowej. Ten połączony wysiłek sprawia, że pokrywamy w 100 proc. polską cyberprzestrzeń – przekonuje płk Piotr Turek. – Naszą odpowiedzią jest mitygacja tych zagrożeń w trybie 24/7. Nasi specjaliści w specjalnych zespołach ds. cyberbezpieczeństwa na bieżąco mitygują najważniejsze zagrożenia z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Co istotne, również do obrony naszej cyberprzestrzeni wykorzystujemy narzędzia z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

Również współpraca międzynarodowa odgrywa istotną rolę w budowaniu zdolności cyberobronnych. 12 stycznia br. DKWOC podpisało list intencyjny o partnerstwie z Dowództwem Sił Zbrojnych USA w Europie, który tworzy ramy współpracy w zakresie wzmacniania zdolności i koordynacji działań w cyberprzestrzeni oraz przygotowania do reagowania na coraz bardziej złożone zagrożenia cyfrowe. W ramach NATO realizowane są wspólne działania, ćwiczenia oraz wymiana doświadczeń i technologii, które wspierają reagowanie na zagrożenia o charakterze transgranicznym.

– Dowództwo Komponentów Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni ma podpisane porozumienia między innymi z ośrodkami cyberdefence w Stanach Zjednoczonych. Prowadzimy wspólne działania, wymieniamy się doświadczeniami, technologią, również w krytycznych obszarach, w których może dojść do pewnej korelacji zdarzeń. Działamy tak, żeby z naszymi sojusznikami bronić natowskiej cyberprzestrzeni – podkreśla szef Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni w MON.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wojsko-rozwija-systemy,p13440525

Sektor energetyczny przyspiesza wdrażanie rozwiązań AI. Bez odpowiedniego zarządzania zwiększa to podatność infrastruktury krytycznej na ataki

Nieautoryzowane wykorzystanie sztucznej inteligencji staje się jednym z głównych zagrożeń dla bezpieczeństwa firm, także w sektorze energetycznym. Z raportów wynika, że nawet 47 proc. użytkowników korzysta z narzędzi AI poza kontrolą działów IT, co zwiększa ryzyko wycieku danych i cyberataków. W branży infrastruktury krytycznej skutki takich działań mogą mieć charakter systemowy.

– AI, czyli technologia, która szturmem zdobywa polskie przedsiębiorstwa i nie tylko, wdrażana bez przemyślanej strategii i tak zwanego governance’u to zaproszenie dla atakujących. Ta technologia jest w powszechnym użyciu, a więc niemal każdy dzisiaj ma do niej dostęp. Z powszechności jej stosowania wynika fakt, że może być również wykorzystana przez osoby bądź organizacje, które chcą zaszkodzić naszemu przedsiębiorstwu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Jarosław Zarychta, head of business development w Billennium.

Zjawisko określane jako shadow AI oznacza wykorzystywanie narzędzi sztucznej inteligencji poza kontrolą działów IT i cyberbezpieczeństwa, najczęściej z użyciem prywatnych kont pracowników. Według raportu Netskope „Cloud and Threat Report: Shadow AI and Agentic AI 2025” skala tego zjawiska rośnie wraz z upowszechnieniem generatywnej AI – niemal połowa użytkowników korzysta z niej w sposób niezarządzany, a przeciętna organizacja odnotowuje ok. 223 przypadki miesięcznie związane z przesyłaniem danych do aplikacji AI. Liczba użytkowników narzędzi generatywnej AI wzrosła trzykrotnie rok do roku, a liczba zapytań kierowanych do tych systemów – sześciokrotnie.

– W wielu organizacjach pracownicy mają dziś stosunkowo swobodny dostęp do dużych modeli językowych, takich jak ChatGPT, Google Gemini czy rozwiązania Anthropic, i wykorzystują je do formułowania zapytań, tzw. promptów. Problem polega na tym, że często odbywa się to bez nadzoru zespołów cyberbezpieczeństwa oraz departamentów IT. Brak takiej kontroli oznacza realne ryzyko dla przedsiębiorstwa – w szczególności w przypadku organizacji infrastruktury krytycznej, takich jak spółki energetyczne – ponieważ otwiera nowe wektory ataku, których źródłem mogą być narzędzia oparte na sztucznej inteligencji – tłumaczy Jarosław Zarychta.

Według analiz Microsoftu nawet 71 proc. pracowników korzystało z narzędzi AI poza oficjalnymi rozwiązaniami udostępnianymi przez pracodawcę, a część świadomie omija obowiązujące polityki bezpieczeństwa.

Raport Netskope wskazuje, że liczba dostępnych aplikacji generatywnej AI przekracza już 1,5 tys., a organizacje często nie mają narzędzi do monitorowania ich wykorzystania ani kontroli przepływu danych. Problem pogłębia fakt, że pracownicy korzystają z wielu narzędzi jednocześnie – przeciętna firma stosuje co najmniej kilkanaście różnych aplikacji AI, co znacząco utrudnia zarządzanie ryzykiem. W efekcie powstają niewidoczne dla organizacji procesy przetwarzania danych oraz nowe wektory ataku, w tym związane z wykorzystaniem generatywnej AI do manipulacji treściami i podszywania się pod inne osoby.

– Proszę sobie wyobrazić sytuację, że do dyrektora firmy energetycznej dzwoni prezes danego koncernu energetycznego i prosi o zlecenie do księgowości wykonania przelewu na konkretną kwotę do jakiegoś kontrahenta, a także mówi, żeby nie zadawać pytań, bo sprawa jest bardzo pilna. Wygenerowała to sztuczna inteligencja, to jest klasyczny deepfake, jeżeli nie wdrożymy jako przedsiębiorstwo energetyczne mechanizmów zapobiegania tego typu atakom, jesteśmy podatni m.in. na na podszywanie się pod ważne osoby w hierarchii naszej organizacji – tłumaczy head of business development w Billennium.

Rozwój AI zmienia charakter zagrożeń. Technologie generatywne mogą być wykorzystywane do automatyzacji phishingu, tworzenia złośliwego oprogramowania czy generowania wiarygodnych materiałów deepfake, które utrudniają identyfikację ataku. Jednocześnie użytkownicy, wprowadzając do narzędzi AI dane operacyjne, finansowe czy techniczne, mogą nieświadomie przekazywać wrażliwe informacje do zewnętrznych systemów.

Rosnące znaczenie bezpieczeństwa w tym obszarze znajduje odzwierciedlenie w regulacjach unijnych. Firmy energetyczne muszą dziś równolegle odpowiadać na wymagania dyrektywy NIS2, krajowych przepisów o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (ustawa o KSC) oraz AI Act. Oznacza to, że wykorzystanie sztucznej inteligencji przestaje być wyłącznie obszarem innowacji, a staje się elementem odpowiedzialności operacyjnej i zarządczej, bezpośrednio powiązanym z ryzykiem biznesowym i regulacyjnym.

– Powszechnie się narzeka na regulacje, niemniej jednak sektor energetyczny od lat pracuje z regulatorem rynkowym, podobnie jak sektor finansowy, telekomunikacyjny. Celem regulacji w tym przypadku jest ochrona konsumentów i przedsiębiorstw przed negatywnymi skutkami stosowania sztucznej inteligencji. Dzisiaj framework budowy bezpiecznego AI dla organizacji to przede wszystkim zbadanie swoich polityk wewnątrzorganizacyjnych, dostosowanie tych polityk do procedur i regulacji np. Unii Europejskiej – mówi Jarosław Zarychta.

Dyrektywa NIS2 nakłada na przedsiębiorstwa infrastruktury krytycznej obowiązki związane z zarządzaniem ryzykiem, raportowaniem incydentów oraz zabezpieczeniem łańcucha dostaw, natomiast AI Act wprowadza ramy dla bezpiecznego wykorzystania sztucznej inteligencji. Regulacje te wymagają m.in. identyfikacji systemów AI, oceny ryzyka oraz wdrożenia mechanizmów kontrolnych.

– Jako europejski rynek powinniśmy zbudować rozwiązania, które będą nas doskonale zabezpieczały przed różnego rodzaju zagrożeniami. Związane z tym elementy, takie jak zawarte w NIS 2 regulacje i wymagania, pozwalają nam się lepiej przygotować na to nowe środowisko. Po pierwsze, musimy zadbać o to, aby mieć pełną kontrolę nad danymi, po drugie – o to, aby te dane były bezpieczne, czyli pod kątem cyberbezpieczeństwa, m.in. szyfrowanie danych w spoczynku i w przesyle – ocenia  Mariusz Aksamit, head of cloud delivery domain w Billennium.

Jednym z kluczowych kierunków rozwoju jest koncepcja tzw. sovereign cloud, czyli rozwiązań zapewniających pełną kontrolę nad danymi oraz ich przetwarzaniem w ramach określonej jurysdykcji. W połączeniu z architekturą multicloud pozwala to ograniczyć ryzyko uzależnienia od jednego dostawcy oraz zwiększyć odporność systemów na zakłócenia i ataki.

Coraz większe znaczenie ma także bezpieczeństwo całego łańcucha dostaw AI – od dostawców modeli i usług chmurowych, przez interfejsy API i integratorów, po dane wejściowe i kontekstowe wykorzystywane przez organizację. Słabo zabezpieczony element ekosystemu może przenosić ryzyko na całą organizację, co ma szczególne znaczenie w sektorze energetycznym jako infrastrukturze krytycznej.

– Dzięki temu będziemy mogli szerzej wykorzystać chociażby nadchodzące rozwiązania AI czy nowe elementy, które za chwilę się pojawią na rynku. Ma to też oczywiście ogromne znaczenie w kontekście bezpieczeństwa państwa, bo sektor energetyczny jest sektorem krytycznym – tłumaczy Mariusz Aksamit.

Unia Europejska planuje przeznaczyć setki miliardów euro na wzmacnianie odporności infrastruktury, w tym energetycznej i cyfrowej. Ma to wspierać rozwój bezpiecznych technologii oraz ograniczać ryzyka związane z cyberzagrożeniami.

– System energetyczny już w 1/3 próbuje wdrażać rozwiązania AI, natomiast pytanie, czy jest przygotowany, jest pochodną tego, w jaki sposób do tego podchodzi. Według badań SIG 72 proc. organizacji zajmujących się energią wdraża AI poniżej dobrze pojętych standardów bezpieczeństwa, które mamy w IT. Jest więc jeszcze trochę do poprawienia – ocenia head of cloud delivery domain w Billennium.

Kluczowym elementem bezpiecznego wdrażania AI jest governance, czyli zestaw zasad, procedur i narzędzi pozwalających kontrolować sposób wykorzystania tej technologii w organizacji. Oznacza to konieczność budowy spójnego systemu zarządzania AI, obejmującego m.in.: rejestr modeli i zastosowań, kontrolę dostępu i zgodności z regulacjami, monitoring wykorzystania narzędzi oraz pełną ścieżkę audytu działań użytkowników i modeli. Coraz częściej elementem takiego podejścia jest także kontrola kosztów korzystania z dużych modeli językowych oraz ograniczanie zjawiska shadow AI poprzez centralne polityki i narzędzia. Dokładnie takie rozwiązanie ma w swoim portfolio Billennium – AI Governance Suite, który działa jak „system operacyjny”, zapewniając bezpieczne wdrożenie AI w organizacji.

– Ustawodawca narzuca na przykład kilka elementów, które są wprost związane z governance’em AI, czyli między innymi konieczność zweryfikowania łańcucha dostaw AI w całej rozciągłości, konieczność zgłaszania incydentów związanych z AI w ciągu 24 godzin i regularne testy rozwiązań AI, które powinny być wykonywane. Ze względu na to, że my jako Billennium pracujemy na tym rynku i mamy spore doświadczenie, wiemy, że wiele tych aspektów stanowi spore wyzwanie dla firm, również z sektora energetycznego – mówi Mariusz Aksamit.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/sektor-energetyczny,p1605384910

Polska chce zwiększyć znaczenie sektora półprzewodników. Toczą się prace nad krajową polityką w tym obszarze

Ministerstwo Cyfryzacji przygotowuje strategię dla sektora półprzewodników, który dziś odpowiada za mniej niż 0,1–0,15 proc. PKB, ale ma rosnąć wraz z napływem kolejnych inwestycji. Dokument zakłada m.in. rozwój infrastruktury i kompetencji, przyciąganie inwestorów oraz budowę co najmniej jednej linii pilotażowej do 2028 roku. Polska już dziś jest jednym z najatrakcyjniejszych miejsc dla inwestycji w końcowy etap produkcji półprzewodników – według analizy firmy Kearney zajmuje piąte miejsce na świecie i pierwsze w Europie.

Ministerstwo Cyfryzacji na początku marca skierowało do konsultacji, uzgodnień i opiniowania projekt uchwały Rady Ministrów dotyczący przyjęcia dokumentu „Polska w grze o przyszłość – polityka dla sektora półprzewodników 2026+”. Dokument wyznacza strategiczne kierunki rozwoju krajowego sektora półprzewodników w latach 2026–2030 oraz zakreśla docelową wizję w dłuższym okresie. Zakłada wzmocnienie badań i innowacji, rozwój kompetencji projektowych i produkcyjnych, przyciąganie inwestycji, budowę kapitału kadrowego oraz aktywną współpracę międzynarodową w ramach inicjatyw europejskich.

– Niewątpliwie mamy bardzo duże tradycje w obszarze półprzewodników. Od ponad dwóch dekad rozbudowujemy tę branżę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr Zbigniew Piątek, naczelnik w Wydziale Inwestycji w Nowe Technologie w Departamencie Badań i Innowacji w Ministerstwie Cyfryzacji.

Z danych zawartych w projekcie strategii wynika, że krajowa branża pozostaje relatywnie niewielka, ale rozwija się w wyspecjalizowanych obszarach technologicznych. Obejmuje obecnie kilkadziesiąt firm zatrudniających łącznie ok. 9 tys. osób, a szerszy ekosystem – wraz z branżą fotoniki i podmiotami działającymi na styku pokrewnych obszarów – liczy ok. 200–250 firm. Według analizy firmy Kearney, obejmującej 30 państw i regionów, Polska znalazła się w czołówce krajów na świecie i w Europie pod względem atrakcyjności dla inwestycji końcowych etapów produkcji półprzewodników, czyli np. ich testowania, łączenia z obudową czy pakowania.

Sektor generuje obecnie mniej niż 1 proc. polskiego PKB, ale zgodnie z założeniami dokumentu ma zwiększać swój udział wraz z rozwojem kompetencji technologicznych i napływem inwestycji. Wśród kierunków specjalizacji wskazywane są m.in.: projektowanie układów scalonych, technologie materiałowe, fotonika oraz rozwiązania dla energetyki i elektromobilności. Zgodnie z projektem Polska ma rozwijać przewagi w wybranych segmentach rynku, zamiast konkurować z największymi globalnymi producentami w pełnym łańcuchu produkcji.

– Mamy kilka specjalizacji jako Polska. Jedną z nich jest projektowanie półprzewodników i oprogramowania do nich. To jest realizowane zarówno w dużych firmach, jak i coraz częściej w podmiotach z kapitałem prywatnym. Jesteśmy specjalistami w tzw. półprzewodnikach szerokoprzerwowych dla energetyki i elektromobilności oraz rozwijamy z dużymi sukcesami, również eksportowymi, branżę fotoniki – wymienia dr Zbigniew Piątek.

W sektorze działają firmy specjalizujące się w architekturze czipów, systemach druku czy projektowaniu układów ASIC. Rozwijane są również technologie fotoniczne, w tym detektory podczerwieni wykorzystywane w automatyzacji, mobilności autonomicznej czy systemach bezpieczeństwa.

– Istnieją pewne obszary, gdzie możemy budować naszą specjalizację i pozycję konkurencyjną. Należy do nich produkcja tzw. półprzewodników dojrzałych, które są wykorzystywane w bardzo różnych branżach przemysłu, również na potrzeby elektromobilności, energetyki czy fotoniki. Ważne, że wraz z rozwojem tego typu komponentów budujemy cały ekosystem – w zakresie rozwoju kadr i utrzymywania talentów, tworzenia własności intelektualnej i zatrzymywania marży w kraju – zapewnia ekspert Ministerstwa Cyfryzacji.

Znaczenie półprzewodników pokazały zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw w latach 2020–2022. Niedobory komponentów produkowanych m.in. na Tajwanie ograniczały wówczas produkcję w wielu sektorach, głównie w przemyśle motoryzacyjnym i elektronicznym. W odpowiedzi Unia Europejska przyjęła European Chips Act, którego celem jest zwiększenie udziału Europy w globalnej produkcji, rozwijanie infrastruktury i wzmocnienie odporności łańcuchów dostaw. Instrument zakłada mobilizację ok. 43 mld euro środków publicznych i prywatnych oraz wsparcie inwestycji, badań i pilotażowych linii technologicznych.

Procedowana w Polsce strategia ma umożliwić krajowej branży włączenie się w europejskie łańcuchy wartości oraz rozwój krajowych kompetencji technologicznych. Projekt obejmuje siedem filarów kluczowych dla rozwoju sektora – od finansowania, przez kadry i współpracę międzynarodową, po konieczne zasoby: energię, wodę i surowce.

– Jednym z filarów jest rozwój infrastruktury, takiej jak linie pilotażowe. Są one tworzone na poziomie europejskim, ale też chcemy tworzyć linie polskie. Chcemy, żeby do 2028 roku powstała minimum jedna linia pilotażowa, która będzie angażowała polskie podmioty, bo mamy przedsiębiorstwa czy instytuty, które mogą być podstawą rozwoju w tym zakresie – mówi dr Zbigniew Piątek. – Jeżeli chodzi o europejski pilotaż linii półprzewodników, to jest on wpisany w European Chips Act, który obowiązuje od 2023 roku. Wskazano pięć linii wyspecjalizowanych w różnych obszarach łańcucha tworzenia wartości. W tych projektach uczestniczą polskie podmioty, m.in. w projekcie FAMES uczestniczy CEZAMAT Politechniki Warszawskiej.

Uruchomienie linii pilotażowej do 2028 roku to jeden z kluczowych wskaźników w filarze infrastrukturalnym, które wpisano w rządowej strategii. Kolejnym jest wskaźnik inwestycji infrastrukturalnych na poziomie co najmniej 800 mln zł wydatków inwestycyjnych i 300 mln zł operacyjnych do 2029 roku. Celem jest także wzrost liczby absolwentów kierunków elektronicznych/półprzewodnikowych oraz wzrost liczby projektantów czipów z ok. 1,5 tys. do 3 tys. do 2030 roku.

– Wyzwaniem jest to, że sektor półprzewodnikowy jest branżą ekstremalnie kapitałochłonną, nie można go rozwijać w kontekście pojedynczych lat czy kadencji, to zadanie strategiczne na dekady. Drugim wyzwaniem jest to, że w Polsce nie mamy jak na razie produkcji przemysłowej półprzewodników, czyli nie mamy domkniętego łańcucha wartości – wskazuje ekspert resortu cyfryzacji. – Dużo się mówi o surowcach, pierwiastkach ziem rzadkich, natomiast moim zdaniem w kontekście Polski głównym wyzwaniem jest stworzenie ram instytucjonalnych i polityki, która będzie wspierała kompleksowy rozwój branży.

Ocena skutków regulacji rządowego projektu podkreśla, że brak spójnej polityki utrudnia dziś koordynację działań państwa i określanie priorytetów inwestycyjnych.

Rozwój sektora półprzewodników ma w dłuższej perspektywie zwiększyć konkurencyjność polskiej gospodarki oraz wzmocnić jej bezpieczeństwo technologiczne. W dokumentach strategicznych podkreśla się, że półprzewodniki mają kluczowe znaczenie nie tylko dla przemysłu cywilnego, ale również dla sektorów wrażliwych takich jak energetyka, infrastruktura krytyczna czy obronność.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-chce-zwiekszyc,p1826854633