Strona główna Blog Strona 30

Konsumenci coraz częściej sięgają po owoce i warzywa z mniejszą ilością pestycydów. Sadownicy zmieniają podejście do produkcji

0

Rośnie zainteresowanie konsumentów zdrową żywnością. Dla 57 proc. Polaków istotne jest, czy owoce nie zawierają pozostałości środków ochrony roślin i pestycydów – wskazuje badanie Indicatora przeprowadzone dla Związku Sadowników RP. To też zmienia podejście rolników i sadowników do produkcji. W odchodzeniu od rolnictwa opartego na stosowaniu dużej ilości sztucznych nawozów pomocne jest zastosowanie nowych systemów: produkcji integrowanej, ekologicznej i systemu „zero pozostałości”. – Zrównoważona produkcja owoców to konieczność – przekonuje prof. dr hab. Joanna Puławska z Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach.

– W oparciu o aktualne trendy rynkowe, ale także wymagania związane z warunkami przedstawionymi przez Komisję Europejską, istnieje pilna potrzeba, żeby produkcję sadowniczą prowadzić metodami zrównoważonymi. Trzeba analizować, obserwować to, co się dzieje w przyrodzie, jak rozwijają się choroby, szkodniki, jakie wymagania ma gleba, i stosować jak najwięcej praktyk naturalnych, a jak najmniej środków sztucznych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Unijna strategia Europejski Zielony Ład wprowadza wiele zmian dla rolnictwa. Zakłada  m.in. zwiększenie do 2030 roku udziału rolnictwa ekologicznego do 25 proc. wszystkich upraw w UE. Zużycie chemicznych pestycydów ma być mniejsze o 50 proc., a nawozów sztucznych o 20 proc. W Polsce zużycie substancji czynnej na hektar nie jest wysokie, w 2020 roku średnia wyniosła 2,1 kg/ha, czyli poniżej unijnej średniej (ok. 3 kg/ha).

– Zrównoważona produkcja nie jest trudna i jest możliwa do wprowadzenia. Mam głębokie przekonanie, że ona będzie także doceniana finansowo przez konsumentów, finalnych odbiorców naszych produktów – ocenia Mirosław Maliszewski.

Badanie Centrum Badań Marketingowych Indicator, przeprowadzone w ramach kampanii „Czas na zrównoważoną produkcję owoców”, wskazuje, że zdaniem 81 proc. sadowników, 80 proc. handlowców i 70 proc. respondentów indywidualnych zrównoważona produkcja owoców gwarantuje lepsze zyski i jest korzystniejszym dla klimatu sposobem produkcji rolnej. Zdecydowana większość (91 proc. sadowników, 84 proc. handlowców i 80 proc. indywidualnych) uważa, że owoce pochodzące ze integrowanej produkcji są bezpieczne, smaczne i wartościowe.

– Zrównoważona produkcja owoców to na pewno konieczność, dlatego że musimy dbać o naszą planetę, czyli m.in. też o to, jak produkujemy owoce. Poza tym konsumenci są coraz bardziej świadomi, chcą jeść zdrowe, bezpieczne dla siebie owoce, wyprodukowane w taki sposób, aby nie niszczyć środowiska naturalnego – przekonuje prof. dr hab. Joanna Puławska, kierowniczka Zakładu Ochrony Roślin w Instytucie Ogrodnictwa – Państwowym Instytucie Badawczym w Skierniewicach.

– Konsumenci, zwłaszcza po wybuchu pandemii koronawirusa, oczekują produktów stuprocentowo bezpiecznych, bez przekroczeń pozostałości środków ochrony roślin – dodaje Dawid Królikowski, sadownik, który w Błędowie, w powiecie grójeckim prowadzi gospodarstwo metodą integrowanej produkcji.

Dla ponad połowy Polaków (57 proc.) istotne jest, że owoce pochodzące z produkcji zrównoważonej nie zawierają pozostałości środków ochrony roślin oraz mają wysokie walory jakościowe (55 proc.).

Obecnie sadownicy mogą stosować jeden z trzech rodzajów zrównoważonej produkcji: IP – metodę integrowanej produkcji, „zero pozostałości” oraz produkcję ekologiczną.

– W pierwszych dwóch systemach priorytetem są metody niechemiczne. Chemiczne można stosować tylko wtedy, gdy jest uzasadniona potrzeba. W systemie „zero pozostałości” dodatkowo metody chemiczne można stosować tylko do pewnej fazy rozwojowej roślin, tak aby w owocach, które wędrują już do konsumentów, nie było żadnych pozostałości pestycydów. W produkcji ekologicznej w ogóle nie stosuje się sztucznej chemii, a tylko naturalne substancje i naturalne metody – tłumaczy prof. Joanna Puławska.

Rośnie liczba rolników zainteresowanych prowadzeniem upraw w systemie IP, w dużej mierze ze względu na dopłaty. Za realizację ekoschematu mogą uzyskać dopłatę w wysokości 249 euro/ha. W tym systemie chemiczne środki ochrony roślin są zastępowane metodami biologicznymi lub pochodzenia roślinnego i o działaniu mechanicznym, np. olejami roślinnymi.

– Integrowana produkcja to wiele korzyści, m.in. wzrost aktywności organizmów pożytecznych, ograniczenie pewnej liczby zabiegów, oczywiście poszanowanie środowiska naturalnego, możliwość certyfikacji produkcji, dzięki czemu możemy uzyskać po części większe ceny za swoje produkty. Dodatkowo produkt jest w pełni identyfikowalny – wymienia Dawid Królikowski.

– Osiągnięcie „zero pozostałości” nie jest łatwe, ale jest możliwe. W tym systemie produkowane są np. jabłka oznakowane znakiem Amela, w których nie ma żadnych pozostałości pestycydów. Natomiast nie jest to łatwa produkcja, dlatego że cała produkcja rolnicza zależy od wielu czynników, na które człowiek nie ma wpływu – tłumaczy prof. Joanna Puławska.

Jak przekonują eksperci, odejście od dużej ilości nawozów nie musi oznaczać dla rolników wyższych kosztów.

– Dzięki świadomemu zastosowaniu produktów, wyprzedzaniu pewnych zagrożeń oraz stałemu monitoringowi szkodników oraz chorób możemy pominąć pewne zabiegi, które wcześniej wykonywaliśmy na oko. A ograniczenie pewnej liczby zabiegów przynosi nam korzyści ekonomiczne – ocenia Dawid Królikowski.

Związek Sadowników RP już od roku prowadzi kampanię informacyjno-edukacyjną „Czas na zrównoważoną produkcję owoców” skierowaną do polskich, ale też niemieckich i austriackich producentów owoców.

– Podstawowym celem kampanii jest przyswojenie sadownikom możliwości stosowania integrowanych metod produkcji, jak integrowana produkcja owoców, produkcja „zero pozostałości” czy produkcja ekologiczna. Chcemy pokazać zalety z tego tytułu i możliwości ich wdrożenia przy niewygórowanych nakładach finansowych. Kampania ma też na celu przekonanie handlowców i konsumentów, że warto sięgać po produkty wykorzystujące te metody produkcji – mówi Mirosław Maliszewski.

Elementem kampanii jest opracowany przez zespół ekspertów poradnik produkcji owoców w systemach integrowanej produkcji, zero pozostałości i produkcji ekologicznej. Znajdują się tam informacje na temat produkcji, materiału nasadzeniowego, nawożenia, zabiegów ochrony roślin i zbioru.

– Sadownictwo będzie musiało współtworzyć rolnictwo zrównoważone środowiskowo, bez jego chemicznej degradacji. I nie są to tylko fanaberie unijnych urzędników, ale są to oczekiwania społeczeństw w większości krajów świata. Chcąc więc sprzedawać do nich, musimy spełnić ich wymagania. Czasy konkurowania tylko ceną i wygrywania dzięki niej szybko mijają. Tańszą produkcję ma i będzie miała Ukraina, Turcja, Iran, Mołdawia i pod tym względem jesteśmy skazani na porażkę. Wygrać możemy innymi parametrami, cechami wewnętrznymi owoców, w tym ograniczoną zawartością pestycydów, produkcją zero pozostałości i choćby ekologiczną. To ostatni dzwonek, aby sadownicy to zrozumieli, i ostatni moment na wprowadzanie zmian w naszej produkcji – czytamy we wstępie do poradnika. 

Dane z ekspertyzy Instytutu Ogrodnictwa – PIB w Skierniewicach wskazują, że uprawy sadownicze województwa mazowieckiego pochłaniają w ciągu roku ponad 460 tys. t węgla z atmosfery, co równoważy emisję 1,3 mln samochodów osobowych rocznie. Sady są więc istotne dla ograniczania śladu węglowego.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/konsumenci-coraz,p2046169453

Odstawienie alkoholu pomaga poprawić stan kory mózgowej. Efekty widać już w ciągu kilku tygodni abstynencji

0

Nieprzerwana abstynencja prowadzi do poprawy kondycji mózgu u osób, które wcześniej nadużywały alkoholu – udowodnili naukowcy z Uniwersytetu Stanforda. Badacze zaobserwowali zwiększenie grubości kory mózgowej w wielu obszarach. Proces „gojenia się” mózgu ograniczają niektóre choroby współistniejące, a także inne nałogi. Znaczenie ma też stopień nadużywania alkoholu w przeszłości.

Dotychczasowe badania naukowe wykazały niszczący wpływ alkoholu na mózg. U osób z zaburzeniami związanymi ze spożywaniem alkoholu (AUD) zaobserwowano degradację struktur kory mózgowej, która odgrywa kluczową rolę w funkcjach poznawczych. Brakowało jednak badań dotyczących wpływu długotrwałej abstynencji na grubość kory mózgowej u osób z AUD. Naukowcy ze Stanfordu pochylili się nad tym zagadnieniem i przeanalizowali zmiany grubości kory mózgowej, jakie zaszły u uczestników po ponad siedmiu miesiącach od odstawienia alkoholu. W tym celu wytypowali 88 osób z AUD, które badali za pomocą rezonansu magnetycznego w różnych odstępach czasu. Wyniki porównali z grupą 45 uczestników bez historii nadużywania alkoholu.

 Celem naszego badania było przyjrzenie się, w jaki sposób grubość kory mózgowej, która jest markerem różnych aspektów struktury mózgu, zmienia się przy abstynencji trwającej ponad siedem miesięcy. Wszyscy uczestnicy naszego badania leczyli się z zaburzeń związanych ze spożywaniem alkoholu – mówi agencji Newseria Innowacje dr Timothy Durazzo, neuropsycholog VA Palo Alto Health Care System, profesor na Wydziale Psychiatrii i Nauk Behawioralnych Uniwersytetu Stanforda. – Zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie tego badania, ponieważ jest bardzo niewiele opracowań poświęconych wpływowi długotrwałej abstynencji na szeroko rozumianą poprawę kondycji mózgu, szczególnie grubość kory mózgowej.

Naukowcy zaobserwowali znaczne zwiększenie grubości kory mózgu w większości badanych obszarów (w 26 z 34), choć w żadnym przypadku nie zaobserwowano pełnej poprawy. U uczestników, którzy wypijali więcej alkoholu w roku poprzedzającym badanie, zaobserwowano zmniejszoną zdolność do odbudowy, zwłaszcza w części oczodołowej, trójkątnej oraz w zakręcie nadbrzeżnym. Także u palaczy z długą historią palenia obserwowaliśmy mniejszy stopień poprawy w około 11 z 34 badanych obszarów mózgu. Te obszary są powiązane z obwodami odpowiedzialnymi za logiczne myślenie, rozwiązywanie problemów, przetwarzanie i regulowanie emocji oraz samokontrolę i kontrolę zachowań.

 Co istotne, w obszarach, w których stwierdzono znaczną poprawę w okresie siedmiu miesięcy, około połowa wykazywała najszybszy postęp w ciągu pierwszych czterech–pięciu tygodni abstynencji. Jest to logiczne, ponieważ w przypadku każdego innego rodzaju urazu u człowieka najszybszą poprawę obserwujemy bezpośrednio po urazie lub uszkodzeniu. Nie inaczej jest w przypadku mózgu – wyjaśnia dr Timothy Durazzo.

Naukowcy przeanalizowali ponadto wpływ chorób współistniejących, takich jak nadciśnienie, cukrzyca, wysoki poziom cholesterolu, na tempo i skalę poprawy stanu kory mózgowej w określonych obszarach.

 Wyniki badania wyraźnie wskazują, że takie schorzenia jak wysokie ciśnienie krwi, cukrzyca i nałogowe palenie tytoniu należy skutecznie leczyć, aby możliwy był pełny powrót do zdrowia. Bardzo ważnym wnioskiem jest to, że negatywny wpływ na mózg ma nie tylko spożycie alkoholu, ale także czynniki związane ze stylem życia i choroby współistniejące często obserwowane u osób z zaburzeniami związanymi z używaniem alkoholu. Leczenie tych schorzeń w połączeniu ze zdrowszym odżywianiem, dbałością o dobry sen i ćwiczeniami fizycznymi może się przyczynić do potencjalnie optymalnego powrotu do zdrowia – podkreśla neurolog z Uniwersytetu Stanforda.

Ekspert zauważa, że nadmierne spożycie alkoholu ma negatywny wpływ na strukturę wszystkich rodzajów komórek w mózgu.

– Jest to jednak zależne od ilości spożywanego dziennie alkoholu – jeśli jest ona zgodna z ilościami rekomendowanymi na stronie Amerykańskiego Instytutu ds. Alkoholizmu i Nadużywania Alkoholu (https://www.niaaa.nih.gov/alcohol-health/overview-alcohol-consumption/moderate-binge-drinking), ryzyko negatywnych konsekwencji dla mózgu i innych organów jest znacznie zmniejszone – mówi dr Timothy Durazzo.

– Według Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych umiar w spożyciu alkoholu w przypadku mężczyzn oznacza dwie standardowe jednostki alkoholu dziennie, a w przypadku kobiet – jedną standardową jednostkę alkoholu dziennie – wyjaśnia Lauren Stephens, koordynatorka badań klinicznych z Uniwersytetu Stanforda, współautorka badań.

Według Światowej Organizacji Zdrowia nie istnieje bezpieczna dla zdrowia dawka alkoholu, ponieważ każde jego spożycie wiąże się z krótko- lub długoterminowymi skutkami dla zdrowia. Jego nadmierne spożycie każdego roku odpowiada za 3 mln zgonów na świecie, co stanowi 5,3 proc. ogółu, przy czym w grupie wiekowej 20–39 lat jest to 13,5 proc. zgonów. Alkohol jest głównym czynnikiem ryzyka przedwczesnej umieralności i niepełnosprawności wśród osób w wieku od 15 do 49 lat i odpowiada za 10 proc. wszystkich zgonów w tej grupie wiekowej. Napoje alkoholowe zostały sklasyfikowane przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem jako rakotwórcze i powodujące zwiększenie ryzyka kilku typów nowotworów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/odstawienie-alkoholu,p181764539

Naukowcy proponują czwarte światło w sygnalizacji drogowej dla samochodów autonomicznych. Pomoże upłynnić ruch na skrzyżowaniach

0

Trójkolorowe sygnalizacje świetlne są używane od ponad 100 lat. Teraz naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej proponują czwarte światło, które mogłoby skrócić czas tracony pomiędzy zmianami świateł, a tym samym zwiększyć płynność ruchu i zmniejszyć zużycie paliwa. Do działania nowej sygnalizacji potrzebna byłaby jednak komunikacja między pojazdami autonomicznymi a infrastrukturą oraz wysoki poziom automatyzacji samochodów.

 Od kilku lat zajmujemy się zagadnieniem prowadzenia pojazdów autonomicznych na skrzyżowaniach. Zaproponowaliśmy kilka metod – niektóre z początkowych pomysłów były bardzo pomocne, ale wyłącznie wtedy, gdyby flota była w 100 proc. złożona z pojazdów autonomicznych – mówi agencji Newseria Innowacje Ali Hajbabaie z z Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiskowej Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej, współautor badania. – Próbowaliśmy więc znaleźć sposób na wykorzystanie pojazdów autonomicznych do kontroli sytuacji na skrzyżowaniu i przepływu pojazdów przez nie, aby osiągnąć poprawę bezpieczeństwa, ruchu, skrócenie czasu podróży, większą przepustowość, a także zwiększyć równość pomiędzy pojazdami prowadzonymi przez kierowców oraz pomiędzy pojazdami konwencjonalnymi i autonomicznymi.

Symulacje komputerowe przeprowadzone przez inżynierów z Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiskowej Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej wykazały, że takie zadanie mogłoby spełniać dodatkowe światło w sygnalizacji.

Musieliśmy znaleźć sposób na komunikację z pojazdami prowadzonymi przez kierowców, dlatego potrzebowaliśmy nowego elementu sygnalizacji świetlnej. W naszych opracowaniach i modelach wykorzystaliśmy światło białe, ale można zastosować każdy niewykorzystany i dobrze widoczny kolor – mówi Ali Hajbabaie.

Zgodnie z założeniem nowy system świateł miałby działać w taki sam sposób jak obecny, czyli stosowane byłyby trzy podstawowe kolory: czerwony, pomarańczowy i zielony. Jeżeli jednak zostanie wykryta progowa liczba samochodów autonomicznych zbliżających się do skrzyżowania, uruchamiana byłaby dodatkowa faza światła, zastępując system trzech świateł.

– Białe światło oznaczałoby, że żaden pojazd nie może zmienić pasa, a oprócz tego każdy pojazd prowadzony przez człowieka musi podążać za poprzedzającym go pojazdem. Jeśli pojazd przed nami przyspiesza, my też możemy przyspieszyć, jeśli się zatrzymuje, również musimy się zatrzymać – tłumaczy naukowiec. – Nie jest to drastyczna zmiana w porównaniu do jazdy w normalnych warunkach. Różnica polega na tym, że białe światło pojawi się jednocześnie w kilku punktach skrzyżowania wyznaczających różne kierunki jazdy. Dzięki podążaniu za poprzedzającym nas pojazdem będzie można kontrolować przepływ pojazdów i unikać kolizji oraz poprawić przepustowość na skrzyżowaniu.

Symulacje wykazały, że niewielka poprawa płynności ruchu (o ok. 3 proc.) następuje już wówczas, gdy na skrzyżowaniu znajduje się 10 proc. pojazdów autonomicznych. Wraz ze wzrostem ich odsetka wzrastała także poprawa w przepływie ruchu. Wyliczenia pokazały, że przy co trzecim samochodzie autonomicznym opóźnienia zmniejszają się o niemal 11 proc.

– Przy dotychczasowej sygnalizacji świetlnej sporo czasu upływa na zmianę między światłem zielonym w jednym kierunku a w kolejnym. W inżynierii ruchu nazywamy to czasem straconym. Jest to ok. 4–5 sekund przy każdej zmianie. Są skrzyżowania, na których występują przejścia między czterema kierunkami, i tak w sumie daje to 16 sekund straconych na każdym cyklu świateł – wylicza Ali Hajbabaie.

Jak przekonuje, wprowadzenie czwartego światła pomogłoby upłynnić ruch, czas tracony w korkach, a także zmniejszyć zużycie paliwa. Jak podaje ranking TomTom Traffic Index 2022, w najbardziej zatłoczonych miastach w korkach spędza się nawet ponad 150 godz. rocznie (m.in. w Londynie czy Chicago). W rankingu znalazło się też siedem polskich miast, na czele z Wrocławiem (80 godz.).

– Skrzyżowania są głównym źródłem zatorów w sieci drogowej. Dlatego to badanie jest bardzo ważne, ponieważ pokazuje, że możemy uzyskać znaczne ograniczenie czasu jazdy – ocenia naukowiec. – Przetestowaliśmy to rozwiązanie za pomocą symulacji komputerowych i nie stwierdziliśmy żadnych problemów, jednak symulacja znacznie się różni od rzeczywistych warunków na drodze, kiedy poruszają się po niej prawdziwi kierowcy. Naszym zdaniem dzięki odpowiedniemu szkoleniu i rozpowszechnianiu wiedzy na temat nowego oznakowania nie będzie chaosu ani zagrożenia dla bezpieczeństwa. Najważniejsze jest to, aby po włączeniu się nowego światła po prostu podążać za pojazdem znajdującym się z przodu możliwie jak najbliżej. Nie musimy ściśle zachowywać tej samej odległości – jeśli zwiększy się ona lub zmniejszy, model pozwoli na odpowiednie dostosowanie ruchu, więc moim zdaniem nie powstanie chaos ani zagrożenie dla bezpieczeństwa. Wyniki symulacji wskazują raczej na poprawę bezpieczeństwa.

Zdaniem naukowców rozwiązanie można byłoby przetestować już teraz, w miejscach z dużą liczbą autonomicznych samochodów, m.in. w punktach przeładunkowych czy portach. W miastach na takie rozwiązanie trzeba będzie jednak poczekać.

– Rozwiązanie wymaga łączności między pojazdami a infrastrukturą oraz między samymi pojazdami. Potrzebny jest również wysoki poziom automatyzacji, który określamy jako poziom czwarty lub piąty. Pod względem technologii automatyzacji jesteśmy bardzo bliscy osiągnięcia tych poziomów, ale nadal czasami zdarzają się kolizje. Brakuje jeszcze łączności między pojazdami oraz między pojazdami a infrastrukturą. Gdy taka łączność zostanie wprowadzona, będziemy mogli wdrożyć nasze rozwiązanie – mówi Ali Hajbabaie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/naukowcy-proponuja,p1653677013

Przedstawiciele państw UE zadecydują o nowej regulacji odpadowej. Producenci papieru i opakowań tekturowych ostrzegają przed niekorzystnymi dla środowiska zmianami

0

18 grudnia br. przedstawiciele państw członkowskich zajmą się projektem Packaging and Packaging Waste Regulation – przepisów, które mają m.in. pomóc ograniczyć ilość odpadów opakowaniowych i jeszcze bardziej przybliżyć kraje członkowskie do wdrożenia gospodarki obiegu zamkniętego. Branża recyklerów, papierników oraz producentów opakowań z papieru i tektury apeluje do nowego rządu o wsparcie komplementarności recyklingu i ponownego użycia jako podstawy gospodarki o obiegu zamkniętym podczas głosowania nad projektem rozporządzenia. Priorytetyzacja ponownego użycia opakowań, przy jednoczesnej marginalizacji roli recyklingu, w którym przoduje segment papieru i tektury, może się przyczynić do zalania unijnego rynku milionami ton tworzyw sztucznych. 

– Aby przyspieszyć rozwój gospodarki obiegu zamkniętego w Polsce, konieczne są zmiany legislacyjne, które pomogą w rozwoju różnego rodzaju innowacyjnych, zrównoważonych rozwiązań, na przykład w sektorze opakowaniowym, gdzie tworzywa sztuczne zalewają nasz świat, bardzo go zanieczyszczając – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Sznyk, prezeska Instytutu Innowacji i Odpowiedzialnego Rozwoju INNOWO

Przyjęty w 2018 roku tzw. pakiet odpadowy  ma przybliżyć państwa UE do wdrożenia gospodarki o obiegu zamkniętym (GOZ) i pośrednio przyczynić się do zmniejszenia ilości plastiku i odpadów opakowaniowych, które stanowią potężny problem środowiskowy. Taki jest też cel procedowanego obecnie rozporządzenia PPWR (Packaging and Packaging Waste Regulation), które w listopadzie br. zaaprobowali europosłowie z Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności (ENVI). Natomiast 18 grudnia br. nad projektem będą głosować przedstawiciele państw członkowskich. Nowe przepisy mają być przyjęte jeszcze przed końcem kadencji europarlamentu.

Rozporządzenie PPWR ma m.in. wyznaczyć szczegółowe cele w zakresie redukcji odpadów w zakresie opakowań z tworzyw sztucznych (10 proc. do 2030 roku, 15 proc. do 2035 i 20 proc. do 2040 roku). Kraje UE będą musiały też dopilnować, żeby do 2029 roku 90 proc. materiałów zawartych w opakowaniach (tworzywa sztuczne, drewno, metale żelazne, aluminium, szkło, papier i tektura) było zbieranych selektywnie. Nowa regulacja ma ponadto wprowadzić wymogi dotyczące obowiązkowych poziomów udziału surowca z recyklingu (recyklatu) w wyrobach opakowaniowych oraz przyczynić się do zwiększenia liczby opakowań wielokrotnego użytku i do ponownego napełnienia, dla których zostały wyznaczone konkretne cele (do 2030 i 2040 roku) w poszczególnych kategoriach produktowych.

– Projekt rozporządzenia Komisji Europejskiej z 30 listopada 2022 roku ma w intencji zastąpić dotychczasowe przepisy i obowiązki wynikające z postanowień dyrektywy opakowaniowej UE – mówi Janusz Turski, dyrektor generalny Stowarzyszenia Papierników Polskich. – To, co proponuje komisja, np. zwiększenie wskaźnika recyklingu czy recyklatu w produkcie, jest właściwym podejściem, natomiast nie rozumiemy, dlaczego proces recyklingu przez niektóre kraje nie jest uznawany jako komplementarny z wielokrotnym użytkowaniem.

– Wspieramy cele rozporządzenia PPWR, jakim jest ograniczenie negatywnego wpływu opakowań na środowisko. Jednocześnie wierzymy, że zarówno ponowne użycie, jak i recykling są komplementarne dla gospodarki o obiegu zamkniętym. I w taki sposób powinny być traktowane – dodaje Kamila Koźbiał, dyrektor ds. relacji zewnętrznych i marketingu DS Smith w Europie Środkowo-Wschodniej.

Kwestia przedkładania przez niektóre kraje ponownego użycia opakowań nad ich recykling budzi obawy w branży recyklerów, papierników oraz producentów opakowań z papieru i tektury. Paradoksalnie może się bowiem przyczynić  do promowania plastiku, czyli surowca, który lepiej spełnia wymóg wielorazowości – kosztem papieru i tektury.

– Dzięki infrastrukturze tworzonej przez dziesięciolecia tektura falista i papier są dziś modelowym wzorem recyklingu w Unii Europejskiej. Wskaźnik recyklingu w przypadku tych materiałów wynosi prawie 90 proc., a sam surowiec ze źródeł odnawialnych stanowi 89 proc. Tymczasem w przypadku plastiku wskaźnik recyklingu w UE wynosi dzisiaj 32 proc., a globalnie to jest zaledwie 9 proc. i szacuje się, że do 2060 roku będzie wynosił raptem ok. 17 proc. – mówi Kamila Koźbiał.

Opakowania z tworzyw sztucznych oraz papieru pełnią też często różne funkcje.

– Nie da się ponownie użyć opakowań, które służą np. wysoko przetworzonej żywności, lekarstwom czy napojom, chociażby ze względów sanitarnych czy higienicznych. To może powodować w sposób niezamierzony dużo większe zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi. Poza tym zarówno papier, jak i tektura są znacznie bezpieczniejsze dla środowiska. Dlatego oczekujemy bardziej racjonalnego i zrównoważonego podejścia do recyklingu i ponownego użycia. Postulujemy to wspólnie z krajami, które dobrze rozumieją pryncypia realizowania odpowiedzialnej środowiskowo i społecznie gospodarki – to są kraje skandynawskie, Francja czy Włochy – podkreśla Janusz Turski.

Szeroko pojęta branża tekturniczo-papiernicza przestrzega przed priorytetyzacją ponownego użyciu (re-use) kosztem recyklingu i marginalizacji opakowań z papieru i tektury oraz liczy, że nowy rząd będzie wspierał komplementarność w tym zakresie. 

– Sprzeciwiamy się podejmowanym przez niektóre kraje próbom zminimalizowania roli recyklingu papieru oraz tektury i dania pierwszeństwa ponownemu użyciu opakowań z tworzyw sztucznych – podkreśla dyrektorka w DS Smith. – Liczymy na to, że nowy rząd również będzie wspierał komplementarne podejście do recyklingu oraz ponownego użycia jako podstawę gospodarki o obiegu zamkniętym podczas głosowania nad projektem Packaging and Packaging Waste Regulation.

– W gospodarce cyrkularnej bardzo ważna jest współpraca i to jest w tej chwili dość duża bariera, mamy mało zaufania do swoich partnerów biznesowych, a tutaj bardzo ważna jest  współpraca międzysektorowa, w ramach całego łańcucha wartości, i na tym powinniśmy się skupiać – dodaje Agnieszka Sznyk. 

Komisja Europejska uzasadnia projekt nowej regulacji tym, że stale rosnące ilości wytwarzanych opakowań – w połączeniu z niewielkim stopniem ich ponownego użycia i niedostatecznym poziomem recyklingu – są dużą barierą dla niskoemisyjnej gospodarki o obiegu zamkniętym.

Branża podkreśla, że rozumie i wspiera kierunek zmian proponowanych w ramach PPWR. Jednak ważne jest, by zmiany te nie wywołały swoistego „armagedonu” dla środowiska i przemysłu tekturniczego. Dlatego jego przedstawiciele apelują o uwzględnienie takich zapisów, które nie będą promować plastiku kosztem papieru i tektury ani nie będą uderzać w tę gałąź przemysłu, która już w tej chwili stawia ogromny nacisk na ekologię, recykling i obieg zamknięty.

– My jako branża producentów mas celulozowych, papierów opakowaniowych i tektury falistej doskonale rozumiemy intencje Komisji Europejskiej. Nasze materiały i ekspertyzy, dotyczące oddziaływania na aspekty społeczne, ekonomiczne i gospodarcze, dowodzą jednak, że wprowadzenie części zapisów postulowanych przez niektóre kraje, takie jak Niemcy,  mogą mieć zgoła odwrotny efekt dla środowiska od zamierzonego. – mówi Janusz Turski

Do podobnych wniosków doszła również Europejska Federacja Producentów Tektury Falistej (FEFCO). Przeprowadzona przez nią analiza wykazała, że gdyby zastosowano wymóg wielokrotnego użytku w transporcie i e-commerce, by wypełnić unijne cele, potrzebnych byłoby ok. 8,1 mld nowych, plastikowych skrzynek o wadze ok. 12 mln t, do których mycia potrzeba ok. 16 mld l wody.

Jak wynika z opinii prawnej Kancelarii Kieszkowska Rutkowska Kolasiński, przyjęcie art. 26 PPWR bez zaproponowanych przez Parlament Europejski wyłączeń dla opakowań papierowych mogłoby być również sprzeczne z popieranymi przez Unię Europejską międzynarodowymi działaniami na rzecz przeciwdziałania plastikowi, w tym z nowo tworzonym traktatem Organizacji Narodów Zjednoczonych dotyczącym wyeliminowania zanieczyszczenia plastikiem.

SPP wskazuje, że PPWR będzie mieć ogromny wpływ nie tylko na środowisko, ale także na branżę opakowaniową i przemysł tekturowo-papierniczy. Jeśli branża ta zostanie zmarginalizowana, będzie to oznaczać duże koszty ekonomiczne dla polskich przedsiębiorstw oraz uderzenie w kondycję sektora, który jest znaczącym pracodawcą i kontrybutorem do krajowej gospodarki.

– W sektorze produkcji mas celulozowych, papieru, papierów opakowaniowych i tektury falistej w Polsce jest zatrudnionych ok. 65 tys. osób. To są zakłady produkcyjne, jak również wszystkie segmenty związane z łańcuchem dostaw i zaopatrzenia – mówi dyrektor generalny Stowarzyszenia Papierników Polskich. – Sektor opakowań z papieru i tektury w Polsce ma też ogromne znaczenie dla naszej gospodarki, jego udział w produkcie krajowym brutto to jest ok. 0,7 proc. i na tle innych krajów europejskich on może wydawać się mało imponujący, ale notuje stały, stabilny przyrost w związku z rosnącymi potrzebami gospodarki.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przedstawiciele-pastw-ue,p1738274186

Miniaturowe roboty mogą czerpać energię z otoczenia. Wyeliminowanie baterii pozwala na zmniejszenie rozmiaru urządzenia i wydłużenie żywotności

0

Naukowcy z Uniwersytetu Waszyngtońskiego stworzyli mobilnego robota MilliMobile, który ma wielkość monety i nie potrzebuje baterii. Porusza się w pełni autonomicznie, czerpiąc energię z otoczenia – ze światła i fal radiowych. Może przenosić ładunek trzykrotnie przekraczający jego masę, dzięki czemu za pomocą różnych czujników i kamer będzie w stanie dokonywać różnych pomiarów, np. poziomu gazu, wilgotności czy temperatury.

– Jedną z najważniejszych innowacji w naszej pracy jest to, że faktycznie stworzyliśmy malutkiego robota, który może działać i przemieszczać się bez baterii. Większość dużych robotów, na przykład samochody autonomiczne lub inne mobilne roboty, napędzane są jakimś rodzajem akumulatora. Eliminując tę potrzebę i tworząc ten projekt, wykazaliśmy, że możemy zmniejszyć robota do bardzo małych rozmiarów. Co do zasady robot ten może działać w nieskończoność, tak długo jak w otoczeniu pozostało trochę energii do pozyskania: albo ze źródła światła z użyciem ogniwa solarnego, albo z fal radiowych – mówi agencji Newseria Innowacje Vikram Iyer, adiunkt na Wydziale Informatyki i Inżynierii na Uniwersytecie Waszyngtońskim.

Wiele branż pokładało spore nadzieje w małych robotach, ale do tej pory istotną przeszkodę stanowił sposób ich zasilania. Baterie okazują się niewystarczające, a poza tym stanowiły zbyt duży ładunek dla małych robotów i budziły obawy związane z ochroną środowiska. Inżynierowie od dawna poszukiwali rozwiązania, które mogłoby zastąpić baterie.

– Celem prac nad małymi robotami jest przyspieszenie rozwoju tego obszaru. Nasze prace wykazały, że istnieje możliwość stworzenia urządzenia wyposażonego w funkcje detekcyjne i komunikacyjne, które może samodzielnie funkcjonować oddalone o setki metrów, czerpiąc energię z otoczenia, bez konieczności zapewnienia źródła energii w pobliżu bądź podłączenia przewodu. Ideą, jaka nam przyświecała, jest fakt, że urządzenia te mogą mieć wiele zastosowań: od akcji ratowniczych po inwentaryzacje w magazynach lub w ramach kontroli infrastruktury, w ramach monitoringu w rolnictwie, gdzie niezbędne jest użycie jakiegoś czujnika, który ma możliwość przemieszczania się i wykonania różnych odczytów na danym obszarze, w dużych ilościach – wyjaśnia Kyle Jonhson, doktorant na Wydziale Informatyki i Inżynierii z Uniwersytetu Waszyngtońskiego.

– Ten robot to mały, elastyczny obwód, który może być złożony do bardzo małych rozmiarów. Obejmuje to chip Bluetooth do komunikacji i sterowania, jak również zespół obwodów pozwalających na pozyskiwanie energii z otoczenia: ogniw solarnych lub częstotliwości radiowej ­– wyjaśnia Zachary Englhardt, doktorant na Wydziale Informatyki i Inżynierii z Uniwersytetu Waszyngtońskiego.

– Udało nam się stworzyć obwód, który jest w stanie przekierowywać energię z ogniwa solarnego lub częstotliwości radiowej zarówno na potrzeby silników, jak i na potrzeby obliczeniowe – dodaje Vincente Arroyos, doktorant na Wydziale Informatyki i Inżynierii na Uniwersytecie Waszyngtońskim.

Fakt, że robot może działać i przemieszczać się bez baterii, ma wiele zalet. Mały, generujący energię obwód zajmuje mniej miejsca, dzięki czemu MilliMobile ma niewielkie rozmiary. Jest wielkości pięćdziesięciogroszówki, waży tyle, co rodzynka i jest w stanie przenosić do 3 g użytecznego ładunku, np. w postaci różnych czujników, co umożliwia wykonywanie więcej niż jednego pomiaru.

­– W laboratorium udało nam się zainstalować bardzo małe kamery na innych robotach. Możliwość zainstalowania takich kamer na robocie MilliMobile jest bardzo obiecująca. Mikrokontroler, który zastosowaliśmy w MilliMobile, jest bardzo sprawny. Możemy również umieścić innego rodzaju mikrokontrolery i inne czujniki, aby uzyskać jeszcze większą sprawność, umożliwiając nawet uczenie maszynowe w urządzeniu brzegowym – mówi Vincente Arroyos.

W ciągu godziny robot może pokonać odległość 10 m. Dobrze radzi sobie na betonie lub ubitej ziemi. Z uwagi na niewielki rozmiar z powodzeniem omija przeszkody, wykorzystując wąskie szczeliny w ich pobliżu. MilliMobile jest wyposażony w funkcję bezprzewodowego przesyłania komunikatów. Dzięki temu, jeśli nawet zatrzyma się przed przeszkodą, której nie będzie w stanie pokonać, prześle informację do operatora oraz do innych robotów znajdujących się w pobliżu. Robot z powodzeniem przeszedł testy, zarówno w pomieszczeniu, jak i w warunkach zewnętrznych. Może się poruszać nawet przy bardzo słabym, sztucznym oświetleniu. Testy wykazały, że wystarczy nawet nikłe światło pod blatem kuchennym, aby robot wciąż pracował. Jego tempo jest wtedy jednak znacznie wolniejsze. Zresztą jego sposób poruszania też został zaprojektowany tak, by pobierać jak najmniej energii – porusza się on bowiem nie ruchem ciągłym, ale przerywanym – koła obracają się etapami.

­Części MilliMobile zostały złożone ręcznie pod mikroskopem z użyciem pincety. Korpus i rama robota są zbudowane z laminowanej, zgrzewanej płytki z włókna węglowego. Cały zespół obwodów został zbudowany na elastycznej płytce drukowanej PCB o grubości kilkudziesięciu mikronów, gdzie również umieszczone zostały czujniki. ­Koła także wykonane zostały z płaskiego arkusza. Dzięki metodzie cięcia laserowego uzyskały odpowiedni kształt i zostały zamontowanie do silnika i łożysk kulkowych. Czujniki i chipy komputerowe pozwalają robotowi na samodzielne sterowanie.

Naukowcy mają nadzieję, że metody, które wykorzystali do budowy MilliMobile, znajdą zastosowanie także w innych dziedzinach niż budowa małych, mobilnych robotów.

­­– Z zastosowaniem tych samych technologii, które opracowaliśmy, możemy stworzyć inne technologie, jak interfejsy dotykowe, w których użytkownik ma przykładowo do dyspozycji przycisk lub siłownik reagujący na wprowadzone dane. Możliwe jest opracowanie zastosowania tego typu technologii w mikrorobotach medycznych – mówi Vikram Iyer.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/miniaturowe-roboty-moga,p1512567501

Utratę sprawności manualnej można zatrzymać. Ważne są regularne ćwiczenia i powtarzanie czynności wymagających precyzyjnych ruchów

0

Naukowcy z Uniwersytetu Kolorado udowodnili, że sam wiek nie wpływa na umiejętność szybkiego wykonywania ćwiczeń wymagających sprawności manualnej. Jej utracie, zwykle postępującej wraz z wiekiem, można zapobiec dzięki regularnym ćwiczeniom. Eksperci radzą, by osoby starsze nie tylko dbały o siłę mięśni, ale i precyzję ruchów. Wspomagają ją takie czynności jak m.in. szycie, sznurowanie butów czy gra w karty.

Każda cecha fizyczna, na przykład siła czy wytrzymałość, zależy od częstotliwości wykonywania danych czynności. Gdy osoba starsza chce się stać silniejsza lub zachować dotychczasową siłę mięśni, musi wykonywać czynności, które rozwijają siłę mięśni. To samo dotyczy sprawności manualnej – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje prof. Roger Enoka z Uniwersytetu Kolorado w Boulder w USA. – Jej miarą jest to, jak dobrze dana osoba radzi sobie z manipulowaniem przedmiotami, które trzyma w rękach. Jest ona w różnym stopniu rozwinięta u poszczególnych osób i zazwyczaj ulega osłabieniu z wiekiem.

Naukowcy z Wydziału Fizjologii Integracyjnej uczelni sprawdzili, czy sprawność manualna może się z czasem poprawiać. W przeprowadzonym przez nich badaniu wzięło udział 26 osób w wieku od 60 do 83 lat. W ramach sześciu sesji uczestnicy wielokrotnie wykonywali ćwiczenia z testu sprawności manualnej o nazwie Pegboard Test, który polega na kolejnym umieszczaniu kołków w otworach w tablicy. Czas, jaki zajmuje ukończenie zadania, stanowi miarę sprawności manualnej danej osoby.

– Badaliśmy sprawność osób w wieku młodym, średnim i starszym oraz osób z chorobami neurologicznymi, aby zebrać wiedzę na temat zmian, jakie mają miejsce w układzie nerwowym w różnych warunkach. Ogólnie mówiąc, z naszych badań wynika, że czas potrzebny osobie starszej na ukończenie testu tablicy z kołkami jest dłuższy niż w przypadku osoby młodej – wyjaśnia prof. Roger Enoka.

Wśród uczestników badania w przedziale wiekowym 60–83 lata wyłoniono dwie grupy, z których jedna już na wstępie wykonywała test szybciej, a druga wolniej. Po szóstej sesji okazało się, że średni czas potrzebny na wykonanie ćwiczeń z tablicy narzędziowej skrócił się w przypadku wszystkich uczestników.

– W obydwu grupach nastąpiła poprawa sprawności manualnej, jednak przyczyny tej poprawy różniły się w poszczególnych grupach. Obydwie grupy uzyskały lepsze wyniki, jednak zaobserwowano u nich innego rodzaju zmiany w układzie nerwowym. Wyniki badania uzupełniają wiedzę na temat możliwości fizycznych osób starszych. Należy podkreślić, że wiek osoby nie jest wyznacznikiem jej sprawności fizycznej. Na przykład jedną z uczestniczek badania była 65-letnia kobieta, która wykonała test sprawności manualnej szybciej niż jakakolwiek inna osoba, którą badaliśmy, włączając w to młode osoby dorosłe – zauważa naukowiec.

Starzenie się nie musi więc oznaczać konieczności godzenia się z gorszym funkcjonowaniem fizycznym, które w naturalny sposób przeradza się w potrzebę wsparcia opiekunów w codziennych czynnościach. Kluczowe jest jednak zachowanie aktywności, zwłaszcza takiej, która pozwala utrzymać lub wzmocnić siłę mięśni. Ważne jest też utrzymywanie sprawności wykonywania jak najbardziej precyzyjnych ruchów.

– Oprócz dbania o siłę mięśni i wytrzymałość osoby starsze powinny wykonywać czynności, które wymagają manipulowania przedmiotami, aby spowolnić utratę sprawności manualnej postępującą z wiekiem. Jeśli osoba starzejąca się chce zachować tę sprawność, musi wykonywać czynności takie jak wiązanie sznurowadeł, zapinanie guzików koszuli, szycie ręczne, gra w karty czy gra na instrumentach muzycznych – wszystko to są czynności, które wymagają sprawności manualnej – radzi prof. Roger Enoka.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/utrate-sprawnosci,p1724951834

PGE planuje rozbudowę elektrowni szczytowo-pompowej w Żarnowcu. Działający od 40 lat obiekt zyska największy w Europie bateryjny magazyn energii

0

Elektrownia szczytowo-pompowa Żarnowiec na Pomorzu o mocy ponad 700 MW, uruchomiona dokładnie 40 lat temu, do tej pory pozostaje największym w Polsce obiektem tego typu. W jej sąsiedztwie powstanie niedługo największy w Europie, wielkoskalowy magazyn energii, który pomoże w bilansowaniu Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i ułatwi integrację budowanych na Bałtyku morskich farm wiatrowych. – Jesteśmy w tej chwili posiadaczem łącznie 1,5 GW mocy w energetyce szczytowo-pompowej. Będziemy budować kolejną taką elektrownię w Młotach o mocy sięgającej ok. 1 GW. Mocno stawiamy w tej chwili na rozwój energetyki szczytowo-pompowej – mówi Lechosław Rojewski, wiceprezes zarządu PGE.

– Elektrownia w Żarnowcu odgrywa kluczową rolę w krajowym systemie elektroenergetycznym. Po pierwsze, ze względu na moc samej elektrowni, a po drugie, ze względu na wielkość magazynów, które pozwalają na magazynowanie i oddawanie energii z pełną mocą przez ok. 5–5,5 godzin. Jest to istotne nie tylko w kontekście stabilizacji KSE, ale i w warunkach kryzysowych, kiedy zachodzi konieczność odbudowy tego systemu albo mamy ryzyko blackoutu. Elektrownia szczytowo-pompowa ma dużą szybkość reakcji. W ciągu trzech minut jesteśmy w stanie podać tak dużą ilość energii, która będzie mogła np. odbudować Krajowy System Energetyczny albo postawić jedną z elektrowni konwencjonalnych – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Karlikowski, prezes zarządu PGE Energia Odnawialna.

Elektrownia szczytowo-pompowa Żarnowiec, położona nad Jeziorem Żarnowieckim w miejscowości Czymanowo, to największy tego typu obiekt w Polsce. Jej górny zbiornik jest budowlą sztuczną o powierzchni 135 ha i może pomieścić 13,8 mln m3 wody. Kiedy zaczyna brakować energii, np. w godzinach szczytu, następuje zrzut tej wody z górnego zbiornika do dolnego, co napędza turbiny, które przekształcają ruch w energię kinetyczną. Z kolei w momentach nadwyżki energii następuje przepompowanie wody z dolnego zbiornika do górnego, gdzie jest przechowywana jako energia potencjalna.

Z okazji 40-lecia uruchomienia elektrowni wodnej Żarnowiec w Centrum Kultury w Gniewinie odbyła się uroczystość z udziałem pracowników, którzy odebrali Odznaki Honorowe za Zasługi dla Energetyki oraz Zasłużony dla PGE Energia Odnawialna.

 Elektrownia szczytowo-pompowa Żarnowiec o mocy 716 MW jest jednym z naszych największych aktywów. Biorąc pod uwagę, że całe województwo pomorskie ma obecnie zapotrzebowanie na moc wynoszące ok. 600 MW, to ta elektrownia w razie potrzeby jest w stanie je zaspokoić w całości. Jednak ona nie tylko zabezpiecza dostawy energii, ale może też stanowić akumulator tej energii, zgromadzona w niej nadpodaż daje nam możliwość zagospodarowania 3,6 GWh – mówi Lechosław Rojewski, wiceprezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

 Ważne, że ta elektrownia jest niezawodna, co zresztą zawsze podkreślamy, bo liczbą godzin pracy, którą wykonuje bez przerw, bije po prostu rekordy i jest pewnym wyznacznikiem dla innych elektrowni szczytowo-pompowych. A wiemy już, że przed tymi źródłami jest przyszłość – dodaje Marcin Karlikowski.

Elektrownia w Żarnowcu jest jednak ważna nie tylko z punktu widzenia systemu energetycznego, ale i dla regionu. Nie tylko zabezpiecza dostawy energii, ale generuje też m.in. miejsca pracy.

– Sam fakt, że tutaj powstała i funkcjonuje od tylu lat, spowodował, że gmina i okolice się zmieniły. Ta elektrownia jest ważna nie tylko dla gminy Gniewino, ale również dla całego subregionu północnych Kaszub, czyli powiatu puckiego, po trosze lęborskiego, a w szczególności dla powiatu wejherowskiego. To jest m.in. zatrudnienie, współpraca z wieloma firmami, które świadczą usługi na rzecz tej elektrowni. Nie jest też tajemnicą, że duża wartość obiektów energetycznych ma wpływ na podatki lokalne, bez których trudno byłoby sobie wyobrazić realizację szeregu różnych inwestycji na terenie gminy – mówi Zbigniew Walczak, wójt gminy Gniewino.

 Mamy tutaj doskonałą kadrę, która pracuje od pokoleń – dodaje prezes zarządu PGE Energia Odnawialna. – Aktualnie w elektrowni Żarnowiec pracuje ok. 85 osób, to są w większości hydroenergetycy. Są też praktykanci ze szkoły w Wejherowie, nad którą objęliśmy patronat, z której zresztą pochodzi wielu naszych pracowników. To jest cała ścieżka kariery: od hydroenergetyków czy dyżurnych inżynierów ruchu po automatyków, elektryków i mechaników, więc jest to dość szeroka specjalizacja. Ona wymaga dużej fachowości, a dzisiaj już hydroenergetyków jako takich się nie szkoli, dlatego tak ważna jest praktyka, ta kultura pracy w elektrowni i przekazywanie tej wiedzy kolejnym pracownikom.

ESP Żarnowiec została uruchomiona w 1983 roku i w tym roku obchodzi 40-lecie pracy. To w tej chwili nowoczesny, zmodernizowany obiekt – w  2012 roku zakończyła się w nim gruntowna modernizacja, która przełożyła się na znaczące usprawnienie jego pracy zarówno w wymiarze operacyjnym, jak i ekonomicznym.

– W tej chwili mamy w planach modernizację górnego zbiornika i posadowienie przy elektrowni w Żarnowcu dodatkowego akumulatora o mocy około 200 MW – zapowiada Lechosław Rojewski.

Wielkoskalowy, bateryjny magazyn energii o mocy powyżej 200 MW i pojemności powyżej 820 MWh przy ESP Żarnowiec ma być największą tego typu instalacją w całej Europie. Zapewni zrównoważony dostęp do energii w okresach zwiększonego zapotrzebowania, zwiększy możliwości stabilizacji Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i ułatwi integrację z systemem elektroenergetycznym OZE zlokalizowanych na północy Polski, zwłaszcza planowanych morskich farm wiatrowych. ESP Żarnowiec jest bowiem oddalona o około 10 km od Morza Bałtyckiego, gdzie Grupa PGE wybuduje w niedalekiej przyszłości morskie farmy wiatrowe.

– Posiadamy w tej chwili łącznie ok. 1,5 GW mocy w energetyce szczytowo-pompowej i niedawno podjęliśmy decyzję o rozwoju tego typu aktywów. Będziemy budować kolejną elektrownię szczytowo-pompową w Młotach, o większej od Żarnowca mocy sięgającej ok. 1 GW. Mocno stawiamy w tej chwili na rozwój energetyki szczytowo-pompowej – mówi wiceprezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

PGE zamierza zrealizować ESP Młoty do końca 2030 roku na Dolnym Śląsku, niedaleko Bystrzycy Kłodzkiej. Pod koniec ubiegłego roku spółka oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej podpisały umowę o współpracy przy budowie tej elektrowni, a w marcu br. wystąpiły do UOKiK o zgodę na powołanie spółki celowej, która zajmie się realizacją tego projektu.

ESP Młoty to jedna z trzech strategicznych inwestycji tego typu, ujętych w ubiegłorocznym raporcie opracowanym przez Zespół Ekspercki do spraw Budowy Elektrowni Szczytowo-Pompowych, powołany przez premiera („Rola elektrowni szczytowo-pompowych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym: uwarunkowania i kierunki rozwoju”). W celu usprawnienia takich inwestycji Sejm przyjął w tym roku specustawę w zakresie elektrowni szczytowo-pompowych oraz inwestycji towarzyszących. Jej celem jest skrócenie procedur i zniesienie barier administracyjnych dla takich projektów, które zostały scharakteryzowane jako inwestycje celu publicznego. W Polsce jest sześć głównych elektrowni szczytowo-pompowych (Żarnowiec, Porąbka-Żar, Solina, Żydowo, Niedzica i Dychów), które pełnią też funkcję wielkoskalowych magazynów energii. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pge-planuje-rozbudowe,p1971642152

Cyfryzacja procesów budowlanych przyspiesza. Efektem są lepszej jakości projekty i mniej błędów na budowach

0

Modelowanie informacji o budynku, czyli BIM, oraz współpraca oparta na platformach wymiany danych to obecnie kluczowe elementy cyfrowej transformacji w branży architektonicznej i budowlanej. W Polsce wdrażanie tej metodyki jest na coraz wyższym poziomie. Stosuje ją ponad 1/3 osób i podmiotów zaangażowanych w procesy inwestycyjne i budowlane. W porównaniu z 2019 rokiem stanowi to aż 70-proc. wzrost – wynika z raportu „BIM, współpraca i zarządzanie informacją w polskim budownictwie”, który na zlecenie Autodesku przygotował Kantar. Z BIM powszechnie korzystają projektanci i architekci, ale w ostatnich kilku latach świadomość i wykorzystanie tej metodyki wzrosły najbardziej wśród firm wykonawczych i inwestorów. Aż 70 proc. przedstawicieli wszystkich tych grup ocenia, że BIM pozwala na obniżenie kosztów w całym cyklu powstawania i życia budynku. 

 Cyfryzacja rynku budowlanego w Polsce przebiega bardzo dobrze – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Nogaj, dyrektor ds. sprzedaży regionalnej w Autodesku. – Raport „BIM, współpraca i zarządzanie informacją w budownictwie”, który we współpracy z agencją badawczą Kantar przygotowaliśmy już po raz trzeci, pokazuje, że mamy bardzo wysoki odsetek osób o dużej świadomości wykorzystania tej technologii w budownictwie.

W tym roku już 34 proc. respondentów zadeklarowało, że stosuje BIM w pracy zawodowej (co stanowi aż 70-proc. wzrost względem 2019 roku), a 59 proc. miało styczność z tą metodyką pracy. Najwyższy odsetek wykorzystania metodyki BIM jest odnotowywany w grupie architektów i projektantów, gdzie utrzymuje się na stabilnym poziomie (41 proc.).

– Mocno zmieniło się wykorzystanie tej metodyki wśród generalnych wykonawców i inwestorów – wskazuje Przemysław Nogaj.

Raport Autodesku pokazuje, że w ostatnich trzech latach w Polsce miał miejsce bardzo dynamiczny wzrost świadomości i wdrożenia BIM wśród generalnych wykonawców (z 9 do 21 proc.) oraz inwestorów i zarządców (z 5 do 37 proc.). To oznacza, że BIM i praca oparta na platformach wymiany danych (ang. common data environment, CDE) stają się metodyką coraz powszechniej stosowaną przez wszystkie grupy związane z przygotowaniem i realizacją procesu inwestycyjnego. 

– Mamy trzy typy danych w procesie budowlanym. Po pierwsze, dane z projektu, które projektantowi są niezbędne do uzyskania pozwoleń formalnych i opracowania szczegółowych projektów. Po drugie, są dane, których inwestor potrzebuje na końcu, do zarządzania obiektem. Dla nas, jako generalnego wykonawcy, jest również grupa danych, które są nam pomocne w trakcie prowadzenia budowy. Dobre zaplanowanie i zarządzanie wszystkimi trzema zbiorami danych jest kluczowe dla sukcesu inwestycji – mówi Maciej Dusza, BIM manager w firmie wykonawczej PORR.

BIM, czyli modelowanie informacji o budynku, stanowi fundament transformacji cyfrowej w branżach architektonicznej, inżynieryjnej i budowlanej. Metodyka ta – oparta na inteligentnym modelu i danych dostępnych na platformie w chmurze – integruje i porządkuje informacje o budowanym obiekcie pochodzące z wielu obszarów, umożliwiając m.in. tworzenie szczegółowych prognoz, analiz i cyfrowych wizualizacji na każdym etapie procesu budowlanego – od planowania, poprzez projekt, po budowę i eksploatację. Innymi słowy, jest to całościowy proces tworzenia informacji o budowanym obiekcie i zarządzania nimi.

– Respondenci wskazują na bardzo wiele korzyści, które płyną z nowych metodyk pracy i cyfryzacji procesu projektowo-budowlanego – mówi Przemysław Nogaj.

70 proc. respondentów w badaniu Kantara wskazało, że zastosowanie BIM pozwala na obniżenie kosztów w całym cyklu powstawania i życia budynku. Wśród wskazywanych głównych zalet tej metodyki pracy są m.in. tworzenie lepszej jakości projektów (62 proc.), mniejsza liczba błędów na etapie realizacji inwestycji (60 proc.) oraz lepsza komunikacja całego projektu i zrozumienie go przez wszystkie zaangażowane strony (53 proc.). Co istotne, prawie 65 proc. badanych zadeklarowało też, że wdrożenie nowych, cyfrowych metod pracy zwiększa konkurencyjność ich firmy.

Rozwiązania związane z modelowaniem informacji o budynku wpisują się również w zrównoważone projektowanie, które wkrótce będzie przeważające na rynku, w związku z wprowadzeniem konieczności raportowania niefinansowego (ESG). Nowy obowiązek będzie obejmował stopniowo coraz więcej firm w całym łańcuchu wartości. Czynnikiem motywującym będą również kwestie zielonych finansów – inwestorzy będą mogli liczyć na wsparcie banków tylko wtedy, gdy wykażą odpowiedni stopień przyjazności środowiskowej budynku i samego procesu budowlanego.

 W zrównoważonym budownictwie rola projektanta jest kluczowa – jako twórcy budynków i projektów zagospodarowania terenu mamy realny wpływ m.in. na obniżanie śladu węglowego czy optymalizację zużycia energii. I ten wpływ będzie najbardziej efektywny, jeżeli zaplanujemy go już na samym początku – mówi Anna Wojcieszek, BIM manager w pracowni APA Wojciechowski. – Dane i cyfryzacja mogą bardzo w tym pomóc, ponieważ organizując pracę w oparciu o dane na każdym etapie procesu projektowego, możemy w kontrolowany i przejrzysty sposób wpływać na jego jakość, mierzyć oraz porównywać  efekty, które finalnie mogą być bardziej zrównoważone. Przemyślany w wyniku analiz design będzie się przekładał również na model energetyczny budynku, zużycie surowców, lepsze ich ponowne wykorzystanie, ale i komfort użytkowników.

– Dane są dziś kluczem do tego, żeby z sukcesem zrealizować obiekt. Kiedyś zaczynaliśmy od modeli 3D i wizualizacji, żeby klient zrozumiał projekt, a my – żebyśmy byli pewni koordynacji geometrycznej. Natomiast teraz jesteśmy na etapie, kiedy kluczowe są właśnie dane i procesy zarządzania ich ogromem. Mamy do tego świetne narzędzia oparte na wielobranżowych modelach oraz platformie CDE. Pozwala to na efektywne wykorzystanie danych z projektu, zarządzanie zmianami oraz zbieranie danych z realizacji niezbędnych do zarządzania obiektem w przyszłości – mówi Maciej Dusza.

W badaniu Autodesku i Kantara respondenci wskazali też na szereg barier, które wciąż utrudniają rozwój i upowszechnienie BIM. Tu ważna okazała się zwłaszcza dostępność kadr – mała liczba specjalistów posiadających umiejętność projektowania lub wykonawstwa na podstawie BIM stanowi barierę dla blisko 70 proc. firm i wyraźnie wzrosła (z 59 proc. wskazań w 2019 roku). Na brak wykwalifikowanych kadr najczęściej wskazywali przede wszystkim inwestorzy (86 proc.). Natomiast 50 proc. firm wykonawczych wskazało, że tym, co mogłoby pomóc rynkowi pełniej korzystać z BIM, byłoby wprowadzenie tej technologii na uczelniach.

Badanie Kantara na zlecenie Autodesku zostało przeprowadzone na grupie blisko 350 osób reprezentujących firmy architektoniczne i projektowe, budowlane i zajmujące się realizacją inwestycji, zarządzające nieruchomościami oraz inwestorów prywatnych i publicznych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/cyfryzacja-procesow,p2118790428

Czworo wybitnych polskich naukowców otrzymało po 200 tys. zł. Ich badania i osiągnięcia przyczyniają się do realnych postępów w nauce

0

Fundacja na rzecz Nauki Polskiej po raz 32. przyznała swoje prestiżowe nagrody, uznawane za najważniejsze wyróżnienie naukowe w Polsce. Wśród nagrodzonych w tym roku osiągnięć są badania nad mechanizmem działania białek opiekuńczych, zaprojektowanie i otrzymanie nowych związków aromatycznych o unikatowej strukturze i właściwościach, psychologiczna koncepcja pamięci miejsca i przywiązania do miejsca oraz opracowanie narzędzi matematycznych, które umożliwiły udowodnienie pewnej hipotezy. – Te nagrody stanowią uhonorowanie pracy naukowej, ale coraz częściej mają też pośrednie przełożenie na gospodarkę w postaci nowych, innowacyjnych firm – zauważa prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, prof. Maciej Żylicz.

 Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej mają duże znaczenie dla społeczności akademickiej, to jest wyróżnienie najlepszych spośród naszego środowiska. Do tej nagrody nie można się zapisać, nie można się zgłosić, trzeba zostać nominowanym przez osobę ze środowiska naukowego. To jest uhonorowanie naszej pracy, ale z drugiej strony te nagrody coraz częściej mają też bezpośrednie przełożenie na otwieranie nowych firm, które pracują nad innowacyjnymi produktami i technologiami. Otrzymując taką nagrodę, dużo łatwiej jest rozpocząć na przykład sprzedawanie swojej własnej licencji czy patentu – mówi agencji Newseria Biznes prof. Maciej Żylicz, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej przyznawane są w drodze konkursu za szczególne osiągnięcia i odkrycia naukowe, które przesuwają granice poznania i otwierają nowe perspektywy poznawcze, wnoszą wybitny wkład w postęp cywilizacyjny i kulturowy naszego kraju oraz zapewniają Polsce znaczące miejsce w podejmowaniu najbardziej ambitnych wyzwań współczesnego świata. Laureaci otrzymują też po 200 tys. zł. Obecnie lista nagrodzonych liczy blisko 120 osób, wśród których znajdują się najwybitniejsi polscy uczeni z różnych dziedzin – od nauk matematyczno-fizycznych i inżynierskich aż po literaturę i nauki humanistyczne.

Nagrody fundacji przyznawane są w czterech obszarach. Nagrodę FNP w obszarze nauk humanistycznych i społecznych odebrała w tym roku prof. Maria Lewicka, psycholożka społeczna i środowiskowa z Wydziału Filozofii i Nauk Społecznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, uhonorowana za sformułowanie i weryfikację psychologicznego modelu przywiązania do miejsca i pamięci miejsca. Wiele instytucji i organizacji w całej Polsce – m.in. Forum Dialogu, Centrum Żydowskie w Oświęcimiu czy Muzeum POLIN – prowadzi swoją praktyczną działalność, opierając się na koncepcji prof. Lewickiej.

– Miejsce to nie jest tylko lokalizacja, koordynaty geograficzne, umiejscowienie gdzieś na mapie. To nie jest również treść wypełniająca to miejsce, czyli budynki, ulice, parki. Miejsce to przede wszystkim znaczenie, które to dane miejsce dla nas ma. Razem z moimi asystentami, doktorantami, współpracownikami zajmujemy się bardzo szeroko tym zagadnieniem, sprawdzamy, jak znaczenie miejsca przekłada się na różne sfery funkcjonowania człowieka – mówi prof. Maria Lewicka.

Jak podkreśla, ma nadzieję, że kiedyś koncepcja dotycząca miejsc pamięci znajdzie zastosowanie także w szkolnych ławkach.

Moim marzeniem jest to, żeby wprowadzić lokalną historię do szkół, i to lokalną rozumianą nie na zasadzie pewnych treści, które się podaje odgórnie do wierzenia, w dodatku jeszcze wysyconych pewną polityką historyczną ogólnonarodową, tylko taką historię, gdzie sami uczniowie będą odkrywać przeszłość swojego miejsca, swojego domu, w którym mieszkają, swojej dzielnicy, ulicy, gdzie będą pytać swoich dziadków, dopóki jeszcze żyją, co tu kiedyś było. Jak zainteresujemy ich korzeniami tego miejsca, w którym mieszkają, to przełoży się to później na ich znacznie większą otwartość również na współczesność – wyjaśnia laureatka Nagrody FNP.

W obszarze nauk chemicznych i o materiałach Nagrodę Fundacji na rzecz Nauki Polskiej 2023 odebrał prof. Marcin Stępień z Wydziału Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego – uznany w międzynarodowym środowisku autorytet, kształtujący dziedzinę badań nad związkami aromatycznymi. W trakcie dotychczasowej kariery ściśle współpracował z badaczami z Hiszpanii, Francji, Niemiec, Korei, Chin, Indii i USA, co zaowocowało publikacją ponad 30 międzynarodowych artykułów naukowych. Jest też autorem lub współautorem ponad 90 publikacji i laureatem wielu prestiżowych nagród naukowych.

Badania wyróżnione Nagrodą Fundacji na rzecz Nauki Polskiej dotyczą związków aromatycznych, czyli dużej grupy związków organicznych, które są interesujące zarówno z punktu widzenia niektórych ich zastosowań, jak i ze względów poznawczych, ponieważ pozwalają chemikom dowiedzieć się dużo na temat tego, jakie relacje rządzą właściwościami i strukturą związków chemicznych w ogóle – mówi prof. Marcin Stępień. – Moja grupa badawcza interesuje się wprowadzaniem nietypowych modyfikacji do budowy tych cząsteczek aromatycznych z nadzieją, że zaobserwujemy jakieś niezwykłe właściwości albo niezwykłe zmiany w ich właściwościach.

Wśród zsyntetyzowanych przez profesora związków aromatycznych są m.in. takie, które naśladują swoją budową fragmenty grafenu i które – dzięki obecności nietypowych pierścieni oraz atomów innych niż węgiel – wykazują unikatowe właściwości optyczne i elektronowe. Mogą one stanowić bazę w poszukiwaniach nowych materiałów organicznych, w szczególności barwników funkcjonalnych. Materiały takie mogą znaleźć różnorodne zastosowania, m.in. w urządzeniach LED i fotowoltaice, ale także w diagnostyce medycznej i fototerapii.

Przykładem tego, gdzie te barwniki funkcjonalne mogą być stosowane, jest np. bioobrazowanie w medycynie albo terapia fotodynamiczna – wskazuje prof. Marcin Stępień.

Kolejnym z nagrodzonych jest prof. Krzysztof Liberek z Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, który otrzymał tegoroczną Nagrodę Fundacji na rzecz Nauki Polskiej 2023 w obszarze nauk o życiu i o Ziemi za wykazanie roli białek opiekuńczych w odzyskiwaniu białek z agregatów i zwijaniu ich do aktywnej formy. Badania w tym zakresie umożliwiają zrozumienie molekularnych mechanizmów leżących u podstaw zaburzeń neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Alzheimera, i mogą pomóc w walce z tymi chorobami.

Czwartym laureatem Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej jest prof. Rafał Latała z Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, który został wyróżniony w obszarze nauk matematyczno-fizycznych i inżynierskich za opracowanie narzędzi matematycznych umożliwiających udowodnienie hipotezy Talagranda dotyczącej procesów Bernoulliego.

Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej zostały w tym roku przyznane po raz 32., a laureaci odebrali je podczas uroczystej gali 6 grudnia br. w Warszawie. Fundacja, która jest ich fundatorem, od ponad 30 lat realizuje misję wspierania nauki w Polsce poprzez przyznawanie m.in. stypendiów, nagród i grantów dla wybitnych naukowców i zespołów badawczych oraz wspieranie transferu osiągnięć naukowych do praktyki gospodarczej. Fundacja angażuje się też w stymulowanie międzynarodowej współpracy naukowej i zwiększanie samodzielności naukowej młodego pokolenia badaczy.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/czworo-wybitnych-polskich,p1003453723

Jedzenie orzechów pomocne w zapobieganiu depresji. Ryzyko wystąpienia choroby można zredukować nawet o niemal jedną piątą

0

Regularne spożywanie orzechów może zmniejszyć ryzyko depresji. Do takich wniosków doszli naukowcy, którzy przeanalizowali dane dotyczące dużej grupy dorosłych Brytyjczyków. U tych, którzy jedli małe albo umiarkowane ilości orzechów (maksymalnie garść dziennie), zaobserwowano zmniejszenie ryzyka depresji o 17 proc. w pięcioletniej perspektywie.  

– Przyglądamy się tylko pojedynczemu rodzajowi żywności i nie może on być magicznym rozwiązaniem ani kluczową strategią zapobiegania depresji. Zajęliśmy się tym zagadnieniem w ramach badania zdrowych wzorców żywieniowych, takich jak dieta śródziemnomorska. Zdrowe wzorce żywieniowe z uwzględnieniem orzechów wiążą się z korzyściami dla układu sercowo-naczyniowego i metabolizmu. Stworzyliśmy hipotezę, że mogą one również przynosić korzyści dla zdrowia psychicznego – mówi agencji Newseria Innowacje Arthur Mesas z Centrum Badań Zdrowotnych i Społecznych na Uniwersytecie Castilla-La Mancha w Cuence w Hiszpanii.

Naukowcy przeanalizowali informacje pochodzące z brytyjskiego Biobanku, czyli badania epidemiologicznego prowadzonego w latach 2006–2010 wśród pół miliona osób zarejestrowanych w brytyjskiej służbie zdrowia.  Przyjrzeli się dużej grupie ponad 13 tys. uczestników w średnim i starszym wieku, którzy mieli prawidłowe dane wyjściowe na temat spożycia orzechów i depresji. Analizowali dane z lat 2007–2012 (wartość wyjściowa) i 2013–2020 (obserwacja).

Incydenty depresji były potwierdzane z kolei za pomocą badań ankietowych i wywiadów bezpośrednich. Określaliśmy depresję na podstawie diagnoz zgłoszonych przez pacjentów i stosowania antydepresantów – wyjaśnia Bruno Bizzozero-Peroni z Centrum Badań Zdrowotnych i Społecznych na Uniwersytecie Castilla-La Mancha w Cuence w Hiszpanii.

Okazało się, że osoby, które regularnie spożywają orzechy (włoskie, brazylijskie, laskowe, nerkowce, migdały i pistacje) w niskiej lub umiarkowanej ilości (jedna porcja ok. 30 g dziennie), są mniej podatne na rozwój depresji niż osoby niejedzące orzechów. W ciągu pięcioletniej obserwacji ryzyko depresji było mniejsze o 17 proc., niezależnie od takich czynników jak np. otyłość, słaba aktywność fizyczna czy choroby.

Naukowcy mają na to dwa wyjaśnienia. Po pierwsze, korzyści związane ze spożyciem orzechów, takich jak orzechy włoskie, migdały, orzechy laskowe, nerkowce i orzechy ziemne, mogą wynikać z ogólnych wzorców zdrowego stylu życia. Osoby, które jedzą orzechy, mogą stosować zdrową dietę, zastępując nimi niezdrowe przekąski czy nałogi, takie jak palenie papierosów. Po drugie, za obniżenie ryzyka depresji mogą odpowiadać czynniki biologiczne.

– Orzechy mają dużą gęstość odżywczą, zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe, na przykład omega-3 oraz fitosterole, melatoninę i inne bioskładniki, które biorą udział w tworzeniu neuroprzekaźników i wpływają na plastyczność synaptyczną. Aminokwasy, takie jak arginina czy tryptofan, uczestniczą w wytwarzaniu serotoniny, jednego z aminokwasów biorących udział w patofizjologii depresji. Oprócz tego orzechy są bogate w błonnik, który w połączeniu z nienasyconymi kwasami tłuszczowymi wspiera zdrowie mikrobiomu, tj. bakterii i mikroorganizmów, które zamieszkują nasze jelita. Najnowsze badania wskazują, że zdrowie mikrobiomu jest bezpośrednio związane ze zdrowiem psychicznym. Jest to kolejny potencjalny korzystny czynnik biologiczny – wyjaśnia Arthur Mesas.

Świat nauki coraz wnikliwiej przygląda się depresji, która stała się istotnym problemem społecznym.

 Depresja ma ogromny wpływ na zdrowie: zwiększa śmiertelność, występowanie chorób współistniejących i niepełnosprawność. Ostatni raport dotyczący wskaźnika obciążenia chorobami z 2019 roku przedstawia alarmujące statystyki. Zaburzenia psychiczne są siódmą główną przyczyną chorób na świecie. Depresja stanowi główną przyczynę obciążenia niepełnosprawnością od wczesnej dorosłości do wieku podeszłego i dotyka 280 mln ludzi. Według oszacowań odnotowano wzrost występowania zaburzenia depresyjnego na świecie w 2020 roku o 53 mln – mówi Bruno Bizzozero-Peroni. – Zwiększył się także znacznie bezpośredni i pośredni wpływ depresji na globalną gospodarkę i społeczeństwo. Na przykład utrata produktywności w związku z zaburzeniami psychicznymi takimi jak depresja kosztuje globalną gospodarkę 1 bln dol. rocznie.

W Polsce na depresję choruje 1,2 mln osób. Według Narodowego Funduszu Zdrowia świadczenia z rozpoznaniem głównym lub współistniejącym depresji udzielono 682 tys. pacjentów w 2021 roku. Leki przeciwdepresyjne wykupiło 1,5 mln osób, o 59 proc. więcej niż w 2013 roku. NFZ jako sposoby profilaktyki i leczenia depresji wymienia aktywność fizyczną i dietę. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/jedzenie-orzechow-pomocne,p821675261